Majowe protesty środowisk akademickich, odbywające się pod hasłem „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski”, wywołały szerszą dyskusję na temat problemów, przed którymi stają polscy naukowcy. Jednym z nich jest owiana złą sławą „punktoza”, czyli praktyka tworzenia artykułów merytorycznie słabych, ale publikowanych w czasopismach znajdujących się na wysokich pozycjach w „wykazie czasopism punktowanych”, prowadzonym przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zdobywane punkty wiążą się z systemem ewaluacji szkół wyższych. System ten ma zostać zmodyfikowany przez (znajdujący się, wedle informacji na stronie RCL, w fazie opiniowania) projekt ustawy z 8 czerwca 2026 r. o zmianie ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce.

Czytaj więcej

Po wecie prezydenta Sejm wraca do przepisów wdrażających DSA. Są luki w projekcie

Nowelizacja ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Co zawiera?

Projekt rozpoczyna się jednak od propozycji dodania do ustawy art. 11 ust. 1 pkt. 11, na mocy którego podstawowym zadaniem uczelni stanie się „pomnażanie osiągnięć nauki i kultury polskiej, działalność popularyzująca naukę oraz przeciwdziałanie dezinformacji naukowej”. Jak wskazano w uzasadnieniu projektu ustawy, celem tej zmiany „jest wzmocnienie społecznej roli uczelni jako podmiotów odpowiedzialnych nie tylko za prowadzenie kształcenia i działalności naukowej, lecz także za upowszechnianie rzetelnej wiedzy, budowanie zaufania do nauki oraz reagowanie na zjawiska polegające na rozpowszechnianiu informacji sprzecznych z aktualnym stanem wiedzy naukowej” (str. 5 uzasadnienia). Co istotne, regulacja „[r]egulacja ta ma charakter kierunkowy i ustrojowy. Nie tworzy odrębnej procedury przeciwdziałania dezinformacji, lecz wskazuje, że aktywność uczelni w tym zakresie stanowi jedno z jej ustawowych zadań” (tamże).

Co do faktu istnienia fake newsów, manipulacji czy szerzej – dezinformacji, panuje ponadpartyjna zgoda, nie tylko zresztą w Polsce. Różnice dotyczą tego, które treści uznawane są przez konkretny obóz polityczny za nieodpowiadające rzeczywistości. Napędzana w ten sposób silna polaryzacja społeczna tłumaczy, dlaczego obecnie polskie organy państwowe podejmują w obszarze przeciwdziałania dezinformacji nieśmiałe działania. Celem przykładu można tutaj wskazać zawetowaną przez Prezydenta RP ustawę z 18 grudnia 2025 r. o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw. Jej przepisy służyć miały stosowaniu w polskim prawie unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA), stanowiącego w znacznej części właśnie o przeciwdziałaniu dezinformacji w internecie.

Polskim organom państwowym pozostaje zatem reagowanie na incydenty masowych akcji dezinformacyjnych w ramach krajowego systemu cyberbezpieczeństwa – jak choćby zgłaszanie do administracji social mediów przypadków podszywania się pod oficjalne konta rządowe. Innym, nie mniej ważnym zadaniem, jest prowadzenie działań „profilaktycznych”, takich jak uświadamianie obywateli o zagrożeniach wiążących się z dezinformacją w formie kampanii społecznych. Oba te zadania realizuje zwłaszcza państwowy instytut badawczy NASK (https://www.nask.pl/dezinfo). Projektowane zmiany ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce plasują się właśnie w obszarze profilaktyki, choć w porównaniu do NASK przybierają nieco odmienną formę.

Czytaj więcej

Czy algorytmy sprzyjają Chinom? Tak budowany jest obraz tego kraju w sieci

Biorąc pod uwagę, że „przeciwdziałanie dezinformacji naukowej” wymienia się w projekcie ustawy tuż obok „działalności popularyzującej naukę”, zadaniem uczelni wyższych będzie systemowe uwrażliwianie studentów i pracowników uczelni na problem prowadzenia badań naukowych w sposób nierzetelny czy wypaczania sensu prawidłowo przeprowadzonych badań. Zjawiska te występują na szerszą skalę od lat 50. XX wieku, zaś od ponad dekady skupiają szczególną uwagę zarówno naukowców (N. Oreskes, E. Conway, „Merchants of Doubt”), jak i popularyzatorów nauki (spośród pozycji wydanych ostatnio warto wspomnieć o książce „Władza, pieniądze, nauka” T. Rożka).

Czym jest „dezinformacja naukowa”?

Jak przeciwdziałać dezinformacji naukowej? W ocenie skutków regulacji do ustawy jako przykładowe działania wskazano w szczególności „udostępnianie społeczeństwu wiedzy opartej na aktualnym stanie badań naukowych, wspieranie kompetencji w zakresie krytycznej oceny informacji oraz reagowanie, w granicach misji i możliwości organizacyjnych uczelni, na rozpowszechnianie nierzetelnych informacji dotyczących obszarów, w których uczelnia prowadzi działalność naukową”. Są to działania zbieżne z dotychczas obowiązującymi zadaniami uczelni wyższej (art. 11 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce).

Warto zauważyć, że projekt ustawy nie precyzuje, czym jest „dezinformacja naukowa”. Twórcy uznali definiowanie tego pojęcia za niecelowe, ponieważ, zgodnie z oceną skutków regulacji, „projektowany przepis nie ustanawia odrębnej procedury przeciwdziałania dezinformacji, nie wprowadza sankcji ani nie nakłada na uczelnie obowiązku prowadzenia stałego monitoringu informacji pojawiających się w debacie publicznej”. To uczelnia, w ramach przyznanej jej autonomii (art. 70 ust. 5 Konstytucji RP), decydować będzie, co w świetle obecnego stanu nauki stanowi dezinformującą treść.

Czyni to zresztą także i dziś – trudno byłoby na przykład znaleźć w Polsce wydział historii, który nie zareagowałby (w ten czy inny sposób) na negowanie Holokaustu przez swoich studentów czy pracowników. O ile nie uznamy więc podobnych sytuacji za przejaw ograniczania wolności wypowiedzi wśród naukowców czy studentów, w praktyce może się okazać, że znaczenie projektowanej nowelizacji będzie jedynie symboliczne.

Pytaniem pozostaje, czy skupienie się na tej – w gruncie rzeczy – niewiele zmieniającej propozycji przepisu nie zdominuje debaty nad dużo poważniejszym tematem ewaluacji uczelni.

Autor jest magistrem prawa oraz zarządzania Big Data na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie przygotowuje pracę doktorską poświęconą związkom prawa, ideologii oraz dezinformacji politycznej

Czytaj więcej

Użytkowników TikToka bardziej interesują fakenewsy na temat raka skóry niż prawda