Reklama

Jakub Ziętek: Znikające miliardy z PIT. Czy pora na reformę podatkową?

Utrzymywanie PIT w obecnej formie, przy obiecywaniu podniesienia kwoty wolnej, przypomina próbę ogrzania domu poprzez palenie w kominku banknotami, gdy wystarczyłoby zamontować pompę ciepła.

Publikacja: 29.01.2026 04:46

Jakub Ziętek: Znikające miliardy z PIT. Czy pora na reformę podatkową?

Foto: Adobe Stock

Kiedy matematyka spotyka się z polityką, proste równania stają się wyjątkowo skomplikowane. Analizując ustawę budżetową na 2026 r. oraz koszty obietnic wyborczych, trudno oprzeć się wrażeniu, że polski system podatkowy jest dość absurdalny. Warto zwrócić uwagę, że łączny przychód z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) zaczyna przewyższać pożytki. Jest niższy niż podniesienie kwoty wolnej do 60 000 zł. Czy zatem nie nadszedł czas, by zamiast reformować, po prostu usunąć PIT?

Fiskalna fikcja?

Spójrzmy na liczby, bo one – w przeciwieństwie do interpretacji podatkowych – rzadko kłamią. W ustawie budżetowej planowane łączne wpływy z podatku PIT do budżetu państwa oscylują w granicach 32 miliardów złotych. Bezwzględnie jest to dalej dość duża kwota, robiąca wrażenie na obywatelach. Jednak dla budżetu państwa, w którym wydatki przekraczają 800 miliardów, to zaledwie kilka proc.

Co jednak dziwi jeszcze bardziej, to fakt, że z doniesień medialnych wynika, że sztandarowy postulat podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 000 zł kosztowałoby sektora finansów publicznych 55,9 miliarda złotych rocznie.

Jako doradca podatkowy jestem przyzwyczajony do szukania znaku równości w bilansie, ale tutaj równanie jest wyjątkowo absurdalne. Wynika z niego, że mamy system, w którym wprowadzenie jednej, społecznie oczekiwanej ulgi generuje koszt niemal dwukrotnie wyższy niż to, co Skarb Państwa finalnie zarabia na podatku PIT (po oddaniu udziałów samorządom).

Reklama
Reklama

Powstaje zatem fundamentalne pytanie, po co w ogóle nam PIT? Czy może utrzymywany jest system, który staje się deficytowy? Czy celem podatku jest faktycznie zapewnienie wpływów budżetowych?

Podatek i koszty

Obecny PIT to skomplikowany system z ulgami, zwolnieniami, karami, wyjątkami; nie ma jednej prostej zasady, a to, ile podatku zapłacisz, zależy często od tego, czy zaznaczyłeś właściwą kratkę, we właściwym terminie i na właściwym druku. Z jednej strony mamy więc skomplikowany, najeżony pułapkami system (skala, liniowy, ryczałt), a z drugiej – po reformach Polskiego Ładu – stał się on dla budżetu centralnego podatkiem marginalnym.

Rozliczanie PIT to obecnie miliony deklaracji, korekt, niekończące się spory o koszty uzyskania przychodu. Pomysły na optymalizację, przeliczenia podatku przy różnych modelach podatkowych i stosowanie fundacji rodzinnych. Cały proces i analiza danych generuje gigantyczne koszty po stronie urzędów i biznesu. Kontrole, czynności sprawdzające, zwroty, odsetki, nadpłaty…

Zakładam, że likwidacja PIT dałaby oszczędności administracyjne liczone w dziesiątkach miliardów. Zniknęłaby konieczność weryfikacji milionów zeznań rocznych. Urzędnicy, zamiast ścigać podatnika za niezgłoszenie darowizny czy pomyłkę w PIT-37, mogliby zająć się uszczelnianiem VAT i CIT – tam, gdzie leżą prawdziwe pieniądze i prawdziwe nadużycia międzynarodowych korporacji.

A gdyby PIT zniknął?

Co prawdopodobnie oznaczałby brak PIT? Pieniądze z PIT nie wyparowują. Zostają w kieszeni podatnika. Przy zniesieniu opodatkowania pracy, dochód rozporządzalny Polaków wzrósłby skokowo o ok. 20-30 proc.. A co zrobimy, mając więcej gotówki – wydamy ją. Obciążenie przesuwa się z dochodu na konsumpcję i inwestycje. Każda wydana złotówka to wpływ z VAT (podstawowa stawka 23 proc.). Z punktu widzenia Skarbu Państwa zamieniamy podatek trudny w poborze, łatwy do optymalizacji i skomplikowany, na podatek prosty w poborze, trudniejszy do uniknięcia przez konsumenta i wpłacany przez przedsiębiorców. To czysty zysk transakcyjny.

W dobie pracy zdalnej i cyfrowych pracowników, rezydencja podatkowa może być towarem. Zgodnie z art. 3 ust. 1a ustawy o PIT, rezydentem jest ten, kto ma w Polsce centrum interesów życiowych lub przebywa tu więcej niż 183 dni. Usunięcie PIT sprawiłoby, że menedżerowie, specjaliści IT i inwestorzy z całego świata stanęliby w kolejce po PESEL. To nie jest demagogia – to rynkowa reakcja na bodziec. Ci ludzie przywieźliby tu swój kapitał, kupowaliby nieruchomości (PCC, podatek od nieruchomości), tankowali paliwo (akcyza) i tworzyli popyt na usługi. Polska stałaby się magnesem inwestycyjnym silniejszym niż jakakolwiek specjalna strefa ekonomiczna. Efekt braku PIT w łatwy sposób można zaobserwować w Dubaju, gdzie napływają inwestorzy i specjaliści z całego świata.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

A może czasowy podatek wojenny? Co sądzą o tym Polacy?

Renesans ZUS

Przy braku podatku dochodowego, presja na ukrywanie dochodów spada. Nikt nie kombinuje, nikt nie myśli, jak nie zapłacić podatku, wszystko robi na stole. Co więcej, usunięcie PIT nie oznacza usunięcia ZUS (chociaż tu też warto byłoby wprowadzić rewolucję i sprowadzić wszystko przykładowo do jednej stawki). Pracownicy woleliby również wykazywać pełne wynagrodzenia (zdolność kredytowa, wyższa emerytura), skoro i tak jest „nieopodatkowane”. Wpływy do FUS i NFZ mogłyby wzrosnąć dzięki ujawnieniu rzeczywistych podstaw wymiaru składek.

Obecnie jednostki samorządu terytorialnego żyją z udziałów w PIT (ok. 50 proc. wpływów). Likwidacja PIT to bankructwo gmin. Ale czy na pewno? Skoro budżet centralny zyskuje na zwiększonym VAT i likwidacji kosztów obsługi PIT, nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić ustawę o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Zamiast udziału w anachronicznym PIT, dajmy samorządom udział w VAT (technicznie możliwe dzięki JPK_VAT i geolokalizacji sprzedaży) lub zwiększmy subwencję inwestycyjną. System finansowania samorządów i tak wymaga reformy po Polskim Ładzie. Zróbmy to raz a porządnie, odrywając finanse miast od pensji ich mieszkańców, a wiążąc je z ich aktywnością gospodarczą.

Damy radę?

Utrzymywanie PIT w obecnej formie, przy obiecywaniu podniesienia kwoty wolnej przypomina próbę ogrzania domu poprzez palenie w kominku banknotami, a wystarczy zamontować pompę ciepła. Jest to możliwe, ale skrajnie nieefektywne. Trochę szkoda pieniędzy.

Jeśli ustawa budżetowa na 2026 r. pokazuje, że koszt ulgi (kwota wolna) przewyższa korzyść fiskalną dla budżetu państwa z całego PIT, to znak, że król jest nagi. Odważna decyzja o likwidacji PIT nie tylko uprościłaby życie milionom Polaków, ale mogłaby być tym impulsem, który wyrwie polską gospodarkę z pułapki średniego rozwoju. Czasem, aby wygrać partię szachów, trzeba poświęcić figurę, która tylko blokuje ruchy na planszy. PIT jest właśnie taką figurą.

Autor jest prawnikiem, doradcą podatkowym, przedsiębiorcą oraz właścicielem biura rachunkowego

Reklama
Reklama
Opinie Prawne
Paweł Rochowicz: Droselklapa znów ryksztosuje, czyli jak nie mówić o KSeF
Opinie Prawne
Andrzej Olaś: Sądy uwikłano w walkę o władzę i jej profity
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Bezkarny jak prokurator
Opinie Prawne
Sędzia Piotr Mgłosiek odpowiada profesorom: „Anarchia w systemie już jest”
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: PiS nie usunął art. 212, a teraz grzmi o reżimie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama