Maciej Gutowski: Referendum ma wpłynąć na wynik wyborów

Połączenie wyborów z głosowaniem, w którym zadane mają być pytania o program partii rządzącej, jest przykładem wykorzystania referendum w celu wpłynięcia na wynik wyborów – ocenia prof. Maciej Gutowski.

Publikacja: 14.08.2023 12:42

Maciej Gutowski: Referendum ma wpłynąć na wynik wyborów

Foto: Adobe Stock

W książce „Jak umierają demokracje” profesorowie Uniwersytetu Harvarda D. Ziblatt i S. Levitsky pokazują – na przykładach krajów Ameryki Łacińskiej i Europy - jak w rozciągniętym w czasie procesie, zachowując pozory legalności można na oczach obywateli rozmontowywać demokrację tak, by pomimo formalnego procesu wyborczego mechanizmy demokratyczne przestały działać. Tego typu procesy postępują w Polsce od 8 lat. Połączenie wyborów z referendum, w którym zadane mają być pytania o program partii rządzącej, stanowi wykorzystanie referendum w celu wpłynięcia na wynik wyborów. Użycie czysto demokratycznej instytucji w niedemokratyczny sposób.

Referendum w dniu wyborów - naruszenie konstytucji

By instrumentalnie użyć pytań referendalnych do wpłynięcia na procesy wyborcze, w lipcu br. Sejm uchwalił przepisy dostosowujące ustawę o referendum ogólnokrajowym do Kodeksu wyborczego, które umożliwiają technicznie przeprowadzenie referendum w dniu wyborów. Ujednolicono godziny głosowania, możliwość głosowania przez pełnomocnika i głosowanie korespondencyjne, zmieniono skład rejonowych i okręgowych komisji wyborczych. Nowelizacja jest procedowana (przypomnę, że w tym tygodniu Sejm będzie rozpatrywał senackie „weto”) w czasie tzw. ciszy legislacyjnej, co samo w sobie narusza konstytucję. Uznał tak Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 28 października 2009 r. (sygn. akt Kp 3/09): „Konieczność zachowania co najmniej sześciomiesięcznego terminu, w którym nie są dokonywane ważne zmiany w prawie wyborczym (…) jest nieusuwalnym co do zasady normatywnym składnikiem treści art. 2 Konstytucji”.

Czytaj więcej

Jak ma postąpić wyborca, który nie chce wziąć udziału w referendum?

Strata pieniędzy

Jeśli dojdzie do referendum w dniu wyborów, oba głosowania będą odbywać się w tych samych komisjach wyborczych, a karty będą wrzucane do tych samych urn. Przy czym, aby referendum zostało uznane za wiążące, frekwencja w nim musi przekroczyć 50 proc. (art. 125 ust. 3 konstytucji). Oznacza to, że konstytucja w przypadku referendum – inaczej niż w przypadku wyborów parlamentarnych – przewiduje mechanizm „głosowania nogami”. Jeśli bowiem obywatele uznają przedmiot referendum za zbędny, nieistotny lub pozorny, referendum będzie – zgodnie z mechanizmem konstytucyjnym – po prostu niewiążące, a cała kampania referendalna będzie czystą stratą pieniędzy publicznych. Polityczna odpowiedzialność z marnotrawstwo spaść powinna na siłę polityczną inicjującą nieudane referendum.

Inaczej jednak będzie, gdy pytania referendalne dotyczą kluczowych zagadnień, które partia polityczna dysponująca aktualnie większością parlamentarną i mająca realny wpływ na uruchomienie i kształt referendum, zamierza uwypuklić w toku kampanii wyborczej do parlamentu (taki charakter zdają się mieć mniej lub bardziej sensowne ogłoszone publicznie pytania o: „wyprzedaż” przedsiębiorstw państwowych, wiek emerytalny czy relokację uchodźców). W takim wypadku spożytkowane na kampanię referendalną środki finansowe zostają po prostu wykorzystane w innym celu, niż referendum, tj. na kampanię wyborczą do parlamentu.

Omijanie limitów wydatków na kampanię

Kluczowe znaczenie mają tu niebagatelne różnice w limitach finansowania kampanii przeprowadzanej na podstawie Kodeksu wyborczego i ustawy o referendum ogólnokrajowym. O ile Kodeks wyborczy zawiera restrykcyjne regulacje w zakresie limitów kwot wydatkowanych na kampanię, przepadek nadwyżek, transparentny mechanizm przekazywania środków, sprawozdawczość finansową, to ustawa o referendum ogólnokrajowym jest w tym zakresie o wiele bardziej liberalna. Partia będąca – w rozumieniu tej ustawy - podmiotem uprawnionym do udziału w kampanii referendalnej ma niemałą w porównaniu z Kodeksem wyborczym swobodę pozyskiwania i wydatkowania środków na kampanię. Jeśli zatem przedmiot referendum dotyczy zagadnień akcentowanych w kampanii wyborczej do parlamentu, naszym oczom ukazuje się antydemokratyczny, naruszający równość mechanizm omijania wynikających z przepisów prawa ograniczeń w swobodnym finansowaniu kampanii wyborczej. Przewaga partii rządzącej w wyborach parlamentarnych staje się w tym zakresie wyraźnie dostrzegalna.

Przeprowadzając wybory do parlamentu i referendum stawia się wyborcę w bardzo dyskomfortowej i konstytucyjnie wątpliwej sytuacji. Dlaczego? Otóż na gruncie art. 22 ustawy o referendum ogólnokrajowym istotny z perspektywy wymogu 50 proc. frekwencji jest nie tylko sam akt głosowania, lecz również mechanizm pobrania kart i odpowiedniego postąpienia z nimi. W świetle ust. 4 tegoż przepisu komisja obwodowa ustala liczbę osób, które wzięły udział w referendum na podstawie liczby kart ważnych, wyjętych z urny. Jednocześnie czym innym jest „karta ważna” (art. 23), a czym innym „głos ważny” (art. 21) w rozumieniu ustawy. Nieważne głosy, czyli takie, gdy na karcie do głosowania postawiono znak "x" przy wykluczających się odpowiedziach lub wariantach rozwiązania lub nie postawiono znaku "x" w żadnej z kratek, liczone są do frekwencji. Nie liczą się natomiast do frekwencji karty nieważne, czyli inne niż urzędowo ustalone lub nieopatrzone pieczęcią komisji obwodowej (art. 23), karty całkowicie przedarte (art. 22 ust. 5) oraz karty niepobrane co powinno zostać odnotowane przez komisję. Dlatego wyborca, który nie chce wspierać referendum budując frekwencję, może odmówić pobrania karty i zadbać o stosowaną wzmiankę przy kwitowaniu kart, albo pobrać kartę i do urny wrzucić całkowicie przedartą.

Wyborca podatny na manipulację

To wydaje się łatwe tylko przy założeniu pełnej, niemalże profesjonalnej świadomości prawnej wyborcy. Tak jednak zwykle nie jest, przy czym wyborca bywa podatny na manipulację i machinalne uczestniczenie w obu aktach. Ponadto powyższy mechanizm trudno uzasadnić w perspektywie konstytucyjnej zasady tajności wyborów. Chociaż wymóg poinformowania komisji o odmowie wzięcia karty do głosowania formalnie nie narusza tajności wyborów, to jednak zmusza wyborcę do zamanifestowania swojego stosunku do referendum. Tym bardziej akt przedarcia karty do głosowania. W obu sytuacjach dochodzi do naruszenia swobody anonimowego zachowania się przy urnie wyborczej, czyli swoistego naruszenia tajności. W tym kontekście opublikowane na stronie internetowej wyjaśnienia Państwowej Komisji Wyborczej o swobodnym wyborze wyborcy co do uczestniczenia o jednym lub drugim akcie wyborczym brzmią jak pobożne życzenia. Łatwo bowiem dostrzec, że większość parlamentarna może wykorzystać referendum jako środek do uzyskania przewagi w wyborach parlamentarnych poprzez polaryzację i mobilizację swego elektoratu odpowiednimi pytaniami, uzyskania nieprzewidzianego prawem finansowania kampanii wyborczej i zmanipulowania procesu wyborczego. To zaś stanowi wykorzystanie demokratycznej instytucji do autokratycznego celu.

Autor jest profesorem prawa i adwokatem

Czytaj więcej

Ostatnie pytanie w referendum dotyczy bariery na granicy z Białorusią

W książce „Jak umierają demokracje” profesorowie Uniwersytetu Harvarda D. Ziblatt i S. Levitsky pokazują – na przykładach krajów Ameryki Łacińskiej i Europy - jak w rozciągniętym w czasie procesie, zachowując pozory legalności można na oczach obywateli rozmontowywać demokrację tak, by pomimo formalnego procesu wyborczego mechanizmy demokratyczne przestały działać. Tego typu procesy postępują w Polsce od 8 lat. Połączenie wyborów z referendum, w którym zadane mają być pytania o program partii rządzącej, stanowi wykorzystanie referendum w celu wpłynięcia na wynik wyborów. Użycie czysto demokratycznej instytucji w niedemokratyczny sposób.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: ZUS in Digital Age, czyli zlikwidować urzędy skarbowe
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Kampania za rządowe pieniądze? Krzysztof Szczucki prochu nie wymyślił
Opinie Prawne
Piotr Podgórski: Jak walką z cyberzagrożeniem wylewamy dziecko z kąpielą
Opinie Prawne
Tomasz Justyński: Czy to już koniec zasiedzenia, jakie znamy?
Opinie Prawne
Pietryga: Kompromis czy konfrontacja w sprawie KRS? Sądzę, niestety, że to drugie