Bez takiej ustawy nie zrobimy żadnego kroku. Jesteśmy niewątpliwie zapóźnieni, żyjemy w jednym z niewielu nowoczesnych krajów z pustką prawną w tym obszarze. Szczęśliwie jej wypełnienie stało się priorytetem rządu. Tworząc przepisy, trzeba spojrzeć na doświadczenia innych państw. A są one różne. Wiele systemów nie może się uporać z kwestią ładu korporacyjnego w państwowych spółkach i mówimy tu o krajach rozwiniętych szeroko pojętego Zachodu. Włosi ciągle narzekają, że w ich spółkach jest problem upolitycznienia. Niemcom odpolitycznienie też nie do końca się udało, prawodawstwo mają porozbijane pomiędzy regulacje federalne a landowe, choć zrobili sporo w 2009 r. W Polsce mamy pytanie zupełnie podstawowe: czy nie moglibyśmy sobie zafundować rozwiązania, które posunęłoby nas do przodu? To jest moja główna idea.
Tej idei raczej nie podziela aparat partii politycznych, który liczy na stanowiska w spółkach.
Można powiedzieć, że dopóki będą istniały podmioty państwowe, ten problem też będzie istniał na świecie. Tyle tylko, że podmioty takie będą istniały zawsze. Badania wskazują, że są ważnym elementem gospodarek wielu krajów, a to znaczenie wzrosło po kryzysie 2007 r., gdy udział spółek państwowych w gospodarce mierzony albo udziałem w PKB, albo w zatrudnieniu całego sektora przedsiębiorstw w gospodarkach rozwiniętych wynosi poniżej 10 proc. W Polsce sięga ok. 15 proc. Dlatego musimy się zastanowić, co możemy zrobić, żeby to ucywilizować. W moim przekonaniu ucywilizowanie jest możliwe przede wszystkim poprzez zapewnienie mechanizmów wyboru ludzi kompetentnych.
Przecież polityka i tak znajdzie sposoby, żeby się wcisnąć w te mechanizmy.
Z polityką w pełni nikt sobie nie poradził. Powiem więcej: i sobie nie poradzi. Problem polega na tym, żeby zmieniające się cykle polityczne były związane regulacjami, które z jednej strony je zmuszą, a z drugiej wywołają wolę, żeby to byli ludzie kompetentni. I to jest prawdopodobnie wszystko, co jesteśmy w stanie osiągnąć. Od polityki nie uciekniemy, ale jeżeli wybory zawsze byłyby wyborami ludzi właściwie przygotowanych, a tacy są w każdej opcji politycznej, to w tym momencie mamy osiągnięte tyle, ile się da. W USA to prezydent z udziałem Senatu decyduje np. o powołaniu rady dyrektorów poczty amerykańskiej, ogromnej organizacji gospodarczej, i nikt nie rozdziera z tego powodu szat. Zresztą prezydent amerykański decyduje o obsadzeniu organów nie tylko tego podmiotu.
Co to znaczy: kompetentnych?