Komisja Nadzwyczajna ds. zmian w kodyfikacjach rozpatruje projekt zmian w kodeksie karnym, którego celem jest penalizacja patostreamingu. A dokładniej – surowsza karalność niektórych przejawów patostreamingu. Ten może być ścigany już dziś przepisami kodeksu wykroczeń, regulującymi zakłócanie porządku w miejscu publicznym. To jednak zbyt łagodna sankcja, która nie powstrzymuje pato-twórców od rozpowszechniania szkodliwych treści.

Pająk kontra mysz. Jak karać treści przemocowe wobec zwierząt?

27 maja 2026 r. Komisja zajmowała się poprawkami przyjętymi przez podkomisję. Podstawą prac parlamentarnych są dwa przedłożenia poselskie (druki nr 2208 i 1613), które wyewoluowały do postaci dyskutowanej na ostatnim posiedzeniu komisji. W skrócie: kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, za pośrednictwem sieci teleinformatycznej publicznie rozpowszechnia treści przedstawiające: 1) popełnienie czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności, 2) przemoc wobec zwierzęcia, 3) poniżające traktowanie innej osoby, nawet za jej zgodą, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Chodzi o zwalczanie najbardziej szkodliwych, patologicznych, obscenicznych transmisji. Patostreaming nie powinien jednak ograniczać się wyłącznie do rozpowszechniania czynów zabronionych – popełnianych na żywo lub prezentowanych przez sprawcę – ale musi obejmować wszelkie zachowania przemocowe, które negatywnie wpływają szczególnie na młodego widza. Stąd proponowane punkty 2 i 3, wskazujące na treści przemocowe wobec zwierząt (nie tylko kręgowców) oraz poniżanie innych osób, nawet za ich zgodą.

Czytaj więcej

Prof. Małecki: Z jakiegoś powodu piraci drogowi są traktowani pobłażliwie

Z perspektywy widza nie ma najmniejszego znaczenia, czy pato-twórca znęca się nad myszą czy pająkiem. Mysz podlega dodatkowej ochronie w ustawie o ochronie zwierząt (jest kręgowcem). Pająk – nie. Znęcanie się nad myszą jest samo w sobie czynem zabronionym. Znęcanie się nad pająkiem – nie. W procedowanym projekcie nie chodzi jednak o to, by ścigać akt znęcania się nad zwierzęciem, lecz o ściganie czynu polegającego na celowym, wyrachowanym rozpowszechnianiu zachowań przemocowych. Chodzi o streaming – czyn polegający na pokazywaniu przemocy w sposób umyślny i publiczny. Epatowanie obrazami męczonych przez sprawcę zwierząt jest szkodliwe społecznie niezależnie od ich przynależności gatunkowej. Gorąco namawiam panie i panów posłów, by nie ograniczać punktu 2 do znęcania się nad kręgowcami, lecz otworzyć go na każdą przemoc wobec zwierzęcia. Oprócz aksjologii chodzi też o zamknięcie ewentualnych furtek, z których mogliby chcieć skorzystać w przyszłości patostreamerzy (zamiast myszy wybiorą pająka, bo będzie to niekaralne).

Pato-deepfejki

Regulacji towarzyszy przepis rozszerzający penalizację na materiały udawane i nieautentyczne podróbki. Projektując go, posłużyłem się określeniem „treści mogące wywołać przekonanie”, że przedstawiają zachowania z paragrafu 1 (była o nich mowa wyżej). Chodzi o to, by nikt nie mógł się tłumaczyć, że tylko udawał przemoc lub to, co wyświetlał, nie było autentyczne, bo zostało stworzone przez sztuczną inteligencję (deepfake).

W komisji panuje zgoda, że należy iść z duchem czasu i objąć penalizacją nie tylko pozorowane, udawane, inscenizowane zachowania przemocowe, ale także materiały wytworzone technikami cyfrowymi, do złudzenia przypominające autentyczne zdarzenia. Ponownie, liczy się perspektywa widza: epatowanie przemocą stworzoną przez AI jest tak samo społecznie szkodliwe jak rozpowszechnianie patotreści na autentycznych osobach. Ważne, by treści wytworzone przez maszynę mogły wywołać przekonanie, że są autentyczne. Liczy się więc ich realizm, co współcześnie jest już technologią dostępną od ręki bez zbyt wygórowanych nakładów finansowych.

Czytaj więcej

Mikołaj Małecki: Patostreaming = Przestępstwo. Oto propozycja paragrafu

Aktorstwo nie szkodzi

Ostatni paragraf zawiera zastrzeżenie, że nie stanowi przestępstwa czyn podjęty w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, informacyjnej, prasowej lub naukowej albo w celu ochrony interesu publicznego. Ta kazuistyka ma rozwiać wszelkie wątpliwości, co patostreamingiem jest, a co nie podpada pod kodeks karny. Hollywood może spać spokojnie. To kategoryczne przesądzenie sprawy: opisane aktywności nie stanowią przestępstwa, to znaczy nie wyczerpują znamion patostreamingu. Serwis informacyjny w ogólnopolskiej telewizji, w którym pokazany zostanie zapis czynu zabronionego, to aktywność społecznie pożyteczna, a nie szkodliwa. To nie sytuacja kontratypowa, to nie kwestia wyłączenia winy redaktora czy prezentera, lecz coś, co nie jest w ogóle społecznie szkodliwe i nie wypełnia znamion karygodnej pato-aktywności. Stąd klauzula „nie stanowi przestępstwa”, radykalniejsza w wymowie od określenia: „nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego”.

Aktor, który odgrywa scenkę w ramach powszechnie akceptowanej działalności artystycznej – nie powinien obawiać się wizyty prokuratora. Co innego patostreamer, który nie jest aktorem, lecz szkodliwym sprawcą zasługującym na reakcję karną.

Komisja rozważała, które określenie jest lepsze. Wydaje się, że w opisanych przypadkach nie ma żadnego sprawcy ani żadnego czynu zabronionego prawem. Na tym polega działalność naukowa, prasowa czy edukacyjna: naukowiec, dziennikarz ani nauczyciel nie są „sprawcami” zła, które wymagałoby wtórnego legalizowania. Świadomie i celowo posłużyłem się zwrotem: „Nie stanowi przestępstwa”, by rozwiać wszelkie wątpliwości, że wskazana działalność nie stanowi patostreamingu. Podobnie aktor, który odgrywa scenkę w ramach powszechnie akceptowanej działalności artystycznej – nie powinien obawiać się wizyty prokuratora. Co innego patostreamer, który nie jest aktorem, lecz szkodliwym sprawcą zasługującym na reakcję karną.

Autor jest doktorem habilitowanym, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzi portal DogmatyKarnisty.pl