Reklama

Tomasz Pietryga: Krótka refleksja o humanitaryzmie

Ojciec Józef Bocheński, dominikanin, pisząc kiedyś o pacyfizmie i humanitaryzmie, przyznał, że są często używane przez napastników do moralnego rozbrajania napadniętego, ofiary.

Publikacja: 22.11.2021 17:50

Tomasz Pietryga: Krótka refleksja o humanitaryzmie

Foto: PAP/Artur Reszko

Te słowa dobrze pasują do sytuacji na wschodniej granicy. Imigranci są wykorzystywani jako broń humanitarna, więc wymyka się prostej ocenie moralnej, kto jest w tym zwarciu napastnikiem, a kto atakowanym. Na tej płynności oceny żeruje Łukaszenka. Licząc, że to jemu, kryjącemu się cynicznie za imigrantami, światowa opinia publiczna przyzna moralne racje. Obrońcy granicy zostaną natomiast „ rozbrojeni”, zredukowani do kategorii tępych żołdaków czy jak to ich nazwał Władysław Frasyniuk, „śmieci” znęcających się nad bezbronnymi kobietami i dziećmi. Tacy nie mają moralnego prawa nazywać się obrońcami granic.

Napastnik liczy na to, że wiążąc swoją agresję z kwestiami moralnymi, rozmyje w nich swoje prawdziwe zamiary. Czy też znajdzie mało świadomych obrońców po drugiej stronie, dla których wykreowany aspekt moralny będzie stał wyżej niż bezpieczeństwo państwa i obywateli.

Czytaj więcej

Nadgraniczne rygory zostaną na dłużej. "Będą naruszać konstytucję"

Polski rząd popełnił błąd, zbyt niską wagę przywiązując do tego najbardziej perfidnego elementu wojny hybrydowej. Oczywiście Polska nigdy wcześniej nie zetknęła się z taką sytuacją. Całą energię poświęciła obronie granicy. Tak samo w warstwie narracyjnej, podkreślając heroizm naszych służb mundurowych. Oczywiście był to element fundamentalny, wcale to jednak nie oznacza, że aspekt humanitarny powinien zostać pominięty, zarówno w sferze działań, jak i w sferze narracji.

Czy na pewno problemem dla państwa byłoby wpuszczenie wybranych, poważnych organizacji humanitarnych, takich jak Polski Czerwony Krzyż czy Caritas, a zarazem odcięcie tych, które definiują problem na granicy ideologicznie, niszcząc graniczne płoty, aby zamanifestować swoje przekonania? Zaszwankowała też płaszczyzna narracyjna. W efekcie medialny przekaz humanitarny zdominowali zideologizowani aktywiści.

Reklama
Reklama

To oni, wspólnie z tzw. pożytecznymi idiotami zaczęli realizować scenariusz moralnego rozbrojenia zaatakowanego. Jakże łatwo do opinii publicznej przedostawały się barwne opowieści, tzw. obrońców praw człowieka – niepoparte żadnymi, nawet śladowymi dowodami, mające pokazać sadystyczne zapędy naszych pograniczników, którzy strzelają w lesie pod nogi zatrzymanym imigrantom czy wywożą biedne afgańskie dzieci w głąb lasu. Szczątki wywiezionych miały być znajdowane później, a na oprawców miały czekać międzynarodowe trybunały.

Kwestie humanitarne zaczęły dominować nad bezpieczeństwem Europy. Taki przekaz zwycięża w niektórych mediach głównego nurtu, na Zachodzie.

Wiele wskazuje, że woja hybrydowa tak szybko się nie skończy, bo nie taki jest cel dyktatora, który ją rozpoczął. Warto wyciągnąć z ostatnich lekcji wnioski, bo skuteczne odparcie ataku hybrydowego będzie możliwe tylko wtedy, kiedy się zdefiniuje, a następnie zneutralizuje wszystkie jego elementy. W innym przypadku Polska nawet wygra obronę granicy, nie będzie jednak moralnym zwycięzcą dla świata.

Opinie Prawne
Sebastian Koćwin: Głos o sytuacji Funduszu Pracy
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: „Chów wsobny” sędziów nie okazał się dobrym rozwiązaniem
Opinie Prawne
Michał Romanowski: Sędzia musi mieć własny rozum, odseparowany od rozumu polityków
Opinie Prawne
Szymaniak: A ile dywizji ma prokuratura, czyli o powodach obrony Ewy Wrzosek
Opinie Prawne
Filip Wyszyński: Kazus Wenezueli a międzynarodowe prawo gospodarcze
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama