Bogusław Lackoroński i Wojciech Kozłowski w artykule „Zadośćuczynienie dla rodzin ofiar katastrof" („Rz" z 4 lutego) wyjaśniają, że „możliwość dochodzenia roszczenia o zadośćuczynienie pieniężne za spowodowanie śmierci najbliższego członka rodziny istniała od 28 grudnia 1996 r.", a to w związku z wykładnią prawa dokonaną przez Sąd Najwyższy. Nie przecząc tezie artykułu, wykładnia powołanych orzeczeń wymaga bliższej analizy. Wpływa bowiem na ocenę także innego rodzaju roszczeń odszkodowawczych. SN rozszerzył zakres dóbr kwalifikowanych jako dobra osobiste i podlegające ochronie cywilnoprawnej. Ten nowy kierunek wykładni może mieć trudne do przewidzenia konsekwencje.

Stare prawo, nowa interpretacja

Na tle katastrof lotniczych (CASA i Smoleńsk) autorzy rozważali prawną możliwość równego potraktowania rodzin ofiar obu wypadków. Teza ta zasługuje na pełną aprobatę: istnieje prawna możliwość wypłacenia zadośćuczynienia najbliższym ofiar obu katastrof według jednakowych zasad. Zresztą ugoda daje zwykle chcącemu zapłacić dłużnikowi wiele swobody co do określenia tytułu, pod jakim spełni świadczenie.

Doprecyzowania wymaga natomiast stwierdzenie SN, że możliwość dochodzenia roszczenia o zadośćuczynienie pieniężne za spowodowanie śmierci najbliższego członka rodziny istniała także przed dodaniem do kodeksu cywilnego art. 446 § 4 (wszystkie przepisy oznaczają k.c.). Na taką możliwość wskazały dopiero orzeczenia SN zapadłe – co bardzo ważne – już po wejściu w życie nowelizacji k.c. Odstępując od utrwalonego poglądu, SN w drodze kreatywnej wykładni udzielił „starym" szkodom ochrony zbliżonej, a nawet szerszej niż wynikająca z nowelizacji.

Tymi rozstrzygnięciami są: wyrok z 14 stycznia 2010 r. (IV CSK 307/09) i uchwała z 22 października 2010 r. (III CZP  76/10). W pierwszym SN wyraził nieznaną wcześniejszemu orzecznictwu tezę, iż spowodowanie śmierci osoby bliskiej może stanowić naruszenie dóbr osobistych członków jej rodziny i uzasadniać przyznanie im zadośćuczynienia na podstawie art. 448. W drugiej doprecyzował, że chodzi o okres do czasu wejścia w życie nowelizacji wprowadzającej do k.c. art. 446 § 4. Ten ostatni przepis, jako norma szczególna, oznacza bowiem wolę ograniczenia przez ustawodawcę kręgu uprawnionych do zadośćuczynienia tylko do najbliższych członków rodziny zmarłego.

W obu orzeczeniach SN oparł się na następującym rozumowaniu: art. 23 ustanawia otwarty katalog dóbr osobistych. Ponieważ nie ulega wątpliwości, że rodzina podlega ochronie prawa, to należy przyjąć, że „prawo do życia rodzinnego i utrzymania tego rodzaju więzi stanowi dobro osobiste członków rodziny i podlega ochronie na podstawie art. 23 i 24". A naruszenie tego dobra może uzasadniać roszczenia o zadośćuczynienie na podstawie art. 448. Teza ta jako zbyt ogólna budzi zastrzeżenia.

Worek bez dna

Swego rodzaju substytutem roszczenia osoby najbliższej poszkodowanego, który zmarł (będącym wyjątkiem od zasady, że odszkodowanie przysługuje tylko bezpośrednio poszkodowanemu), uczynił SN nową kategorię szkody bezpośredniej – roszczenie o ochronę dobra osobistego członków rodziny. Taka transformacja otwiera możliwość kreatywnego, dotychczas nieaprobowanego w judykaturze, poszukiwania ochrony różnych interesów prywatnych poprzez odwołanie do dóbr osobistych. Wątpliwości nasuwa kwalifikowanie określonego dobra jako osobistego tylko dlatego, że jest chronione prawem albo mowa o nim w konstytucji. Konstytucja normuje relacje pionowe (państwo – obywatel), a nie poziome (prywatnoprawne). Dlatego wzorce konstytucyjne nie są adekwatne dla oceny, czy dane uprawnienie, nawet jeśli zostało wyróżnione i poddane prawnej ochronie normą rangi konstytucyjnej, stanowi dobro osobiste.

Otwarcie SN na uprawnienia konstytucyjne – bez wskazania dodatkowych kryteriów uzasadniających ich kwalifikację jako dóbr osobistych – tworzy ryzyko niewyobrażalnego ich rozdęcia. Konstytucja chroni przecież także prawo obywateli do pracy, wypoczynku, podróżowania, opieki medycznej czy czystego środowiska. Czy zatem – w świetle wywodu SN – należałoby uznać, że istnieje dobro osobiste w postaci prawa do czystego środowiska i, w konsekwencji, że zasadne byłoby np. roszczenie wypoczywającego w miejskim parku przeciwko właścicielowi psa, którego bezprawnie nieuprzątnięte odchody szpecą trawnik?

Problemów dostarcza także to konkretne dobro, które SN wyraźnie uznał za osobiste, tzn. prawo do życia rodzinnego.

Niewątpliwie pewne aspekty życia rodzinnego realizowanego między najbliższymi członkami rodziny zasługują na zaklasyfikowanie jako dobra osobiste.

W doktrynie lub orzecznictwie wyróżniono m.in. prywatność, mir domowy, stan cywilny, prawo do kontaktów z dzieckiem i wykonywania władzy rodzicielskiej, nazwisko rodzinne, tradycje rodzinne czy też kult bliskich zmarłych. Wyróżnienie tych dóbr należy zaaprobować. Nie można   się natomiast zgodzić z poglądem statuującym jakąś ogólną, abstrakcyjną kategorię dobra osobistego określanego prawem do życia rodzinnego. Takie – pochłaniające wcześniej wyróżnione dobra – zbiorcze ujęcie jest workiem bez dna. Odnosi się ono do całej klasy dóbr i uprawnień, z których tylko niektóre będą miały charakter dobra osobistego.

Warto przy tym zauważyć, że ochrona dóbr osobistych nie zależy, co do zasady, od konkretnego sposobu naruszenia i nie sposób jej w związku z tym ograniczyć do szczególnej sytuacji, gdy naruszenie jest wynikiem rozważanego przez SN przypadku szkody deliktowej skutkującej śmiercią poszkodowanego.

Dlatego – w braku wyróżnienia przez SN dodatkowych, precyzyjnych kryteriów – z łatwością można sobie wyobrazić inne typy zdarzeń skłaniające do żądania ochrony prawa do życia rodzinnego: np. porzuconą żonę pozywającą kochankę męża za rozbity związek i domagającą się czy to pieniężnego zadośćuczynienia, czy też zaniechania dalszych naruszeń. Nie sposób też wykluczyć pozwów o zadośćuczynienie dla cierpiących rozłąkę rodzin osób niesłusznie aresztowanych lub skazanych; rodzin lekarzy, którzy z polecenia szefa odbywali dyżury z naruszeniem przepisów prawa pracy; rodzin podróżnych, którzy z winy przewoźnika spóźnili się na ważną rodzinną uroczystość. Takie przykłady można mnożyć.

Gdzie przebiega granica między naruszeniem prawa do życia rodzinnego zasługującego na naprawienie w procesie i takim, które na podobną ochronę nie zasługuje? Jak daleko sięga więź pokrewieństwa czy powinowactwa uprawniająca do żądania ochrony dóbr osobistych? Jak postąpić w razie konfliktu wzajemnie na siebie oddziałujących praw do życia rodzinnego różnych osób? SN nie podjął choćby próby odpowiedzi na te pytania, tak ważne dla zastosowania w praktyce nowego kierunku wykładni.

Wyodrębnienie bardzo szerokiej kategorii prawa do życia rodzinnego, dokonane, jak się wydaje, ad casum, nie służy dobrze celom nadzoru judykacyjnego. Nie pomaga w lepszym, systematycznym rozumieniu dóbr osobistych, a za to pogłębia zaostrzeżenia do dotychczasowego orzecznictwa SN poruszającego problematykę ochrony dóbr osobistych – mało konsekwentnego i zbyt często dyktowanego słusznościowymi względami danej sprawy.

Ustrojowy kontekst

W ocenie omawianych orzeczeń należy również zwrócić uwagę na ich szerszy, ustrojowy kontekst. Dostarczają one bowiem amunicji krytykom zgłaszającym niekiedy zastrzeżenia co do sposobu wykonywania nadzoru judykacyjnego przez SN.

Oto bowiem usiłując odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie, po cóż w ogóle był potrzebny art. 446 § 4 k.c., skoro cały czas istniała dostrzeżona przez SN możliwość uzyskania zbliżonej ochrony poprzez odwołanie do naruszenia dóbr osobistych, sąd ten wyjaśnił, iż nowelizacja miała na celu zawężenie kręgu osób uprawnionych do wystąpienia z roszczeniem do najbliższych członków rodziny poszkodowanego. Jednak z uzasadnienia projektu ustawy nowelizującej i stenogramów z prac Komisji Kodyfikacyjnej jasno wynika, że nowy przepis dodano w związku z sygnalizowaną przez RPO niedostateczną ochroną, jakiej prawo udziela rodzinom ofiar wypadków.

To tym autorzy projektu uzasadniali propozycję zmiany w prawie, odwołując się również do aktualnego (ówcześnie) orzecznictwa SN.

SN nie kryje zresztą powodów zmiany utrwalonej wykładni prawa i, jak się wydaje, rozmyślnie opacznego pojmowania rzeczywistego celu nowelizacji:„chwila, w której zaszło zdarzenie będące źródłem szkody, decydująca zgodnie z wyborem ustawodawcy o  możliwości zastosowania art.446 §4, rozstrzygałaby definitywnie o istnieniu lub braku istnienia uprawnienia do uzyskania zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną śmiercią osoby bliskiej... Prowadziłoby to do radykalnego zróżnicowania sytuacji osób, które doznały krzywdy o podobnym charakterze, nawet w krótkich odstępach czasu, co jest trudne do zaakceptowania". Innymi słowy: ustawodawca (uwzględniając pewność obrotu i zasadę lex retro non agit chroniącą wszak także dłużników deliktowych) przyznał dodatkową ochronę poszkodowanym od określonej daty. Jednak wskazany przez Sejm moment wejścia zmiany w życie nie po- winien mieć zdaniem SN decydującego znaczenia, gdyż prowadziłaby do niesprawiedliwych skutków. Dlatego SN do- konał orzeczniczej wolty i kuchennymi drzwiami rozszerzył w porównaniu z uznawanym dotychczas w judykaturze zakres ochrony udzielanej „starym" szkodom.

Podobnej wrażliwości aksjologicznej nie miał SN w wielu innych sprawach rozstrzyganych w przeszłości: gdy odrzucał kasacje niespełniające wymogów wynikających z przepisów, które weszły w życie już po wniesieniu skargi (uchwała siedmiu sędziów z 17 stycznia 2001 r., IIICZP 49/00, zakwestionowana przez TK); gdy ograniczał dopuszczalność skarg o stwierdzenie niezgodności orzeczenia z prawem do orzeczeń, które stały się prawomocne dopiero po 31 sierpnia 2004 r. (uchwała z 26 października 2005 r., III BZP 1/05, zakwestionowana przez TK); gdy diametralnie zmienił, bez zmiany stanu prawnego czy stosunków społecznych, swą dziewięcioletnią wykładnię określającą zasady zasiadywania nieruchomości państwowych (uchwała siedmiu sędziów z 31 stycznia 2002 r., IIICZP72/01, aktualna).

Trudno także nie dostrzec, że aktywizm SN jest nie do pogodzenia z postulatami wypowie- dzianymi w mającej moc zasady prawnej uchwale siedmiu sędziów z 17 grudnia 2009 r. (III PZP 2/09). Oceniając krytycznie praktykę wydawania przez Trybunał Konstytucyjny tzw. orzeczeń interpretacyjnych, SN przestrzegał:

„Każdy sposób kreatywnego wpływania na system obowiązującego prawa, w tym proces jego zmian, sanacji lub doprecyzowania w drodze... tzw. wyroku interpretacyjnego... nie może i nie powinien odbywać się bez udziału, poza, ponad lub obok prawodawcy, który nigdy nie może być pozbawiony lub wyręczony w procesach tworzenia lub sanacji przepisów prawa.... kreatywna i odmienna od utrwalonej w orzecznictwie... wykładnia przepisów częstokroć zmierza do wykreowania w istocie rzeczy nowej treści normatywnej nadal obowiązujących przepisów prawa, które takich nowości nie zawierają".

Ostrze, skądinąd zasadnej, krytyki SN adresowanej do Trybunału stępia własna praktyka orzecznicza tego pierwszego organu. SN, motywowany być może usprawiedliwioną potrzebą równego potraktowania poszkodowanych bez względu na moment wystąpienia dotykającej ich szkody, zdecydował się poprawić ustawodawcę w drodze kreatywnej wykładni. Ale rozwiązując (pozornie) jedno zagadnienie, otworzył szeroko drzwi dla wielu nowych. Tymczasem, jak trafnie zwrócono uwagę w cytowanej już uchwale z 17 grudnia 2009 r., „ustabilizowane orzecznictwo sądów powszechnych lub SN bywa postrzegane jako gwarancja pewności i stabilności obowiązującego prawa oraz zaufania obywatela do stosowanego prawa przez sądy powszechne oraz SN".

Wartość, jaką dla obrotu cywilnego niesie pewność prawa, powinna skłaniać do refleksji i wstrzemięźliwości zawsze wtedy, gdy takie ustabilizowane orzecznictwo ma ulec gwałtownej destabilizacji. Także wtedy, gdy za radykalną zmianą stoi sam Sąd Najwyższy.

 

Autor jest radcą prawnym, doktorantem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Stanforda, współpracującym z kancelarią Salans

Czytaj też:

Zadośćuczynienie dla rodzin ofiar katastrof

Więcej w serwisie:

Prawnicy, doradcy i biegli

»

Opinie i analizy