Przejazd przez Słowację zajął chyba mniej niż godzinę, potem postój w ślicznym mieście Ołomuniec, barokowej perełce Moraw. Gdyby ktoś chciał pozwiedzać Morawy, za niecałe 50 zł może nabyć tygodniową kartę turysty, w ramach której ma bezpłatny publiczny transport w całym regionie oraz wstęp do kilkudziesięciu muzeów.

Wprawdzie część czeskich autostrad jest ułożona z betonowych płyt, ale wszystkie ichniejsze drogi maja tę przewagę, że tworzą spójny system.

W związku z tym podróżowanie po tych krajach nie polega na nerwowym nadganianiu na trochę lepszych odcinkach czasu, który straci się na jednojezdniowych drożynkach, gdzie co chwila jest a to przejście dla pieszych. Taka podróż nie męczy, nie wyciska potów, sprawia przyjemność. No i nie drenuje kieszeni. W Polsce przejechanie 150 km autostrady może kosztować już 50 zł.

Wjazd do Polski jest symboliczny. Czeska autostrada nr 1 kończy się dokładnie na granicy. Do polskich Chałupek od strony Ostrawy wjeżdża się dziurawą, wąziutką drogą bez poboczy i dalej kilkadziesiąt kilometrów w ten deseń w żółwim tempie, bo polska A1 utknęła w Świerklanach. Utknęła zaś, pewnie na dłużej, bo nadzór budowlany zamknął zbudowany tam most drogowy.

Wykonawca wprawdzie dawno już alarmował, że ów obiekt jest zaprojektowany w tak nowoczesnej technologii, że będzie groził zawaleniem, ale reakcji nie było. Obiekt stanął, nadzór obiekt zamknął i koniec. Ale nic to, bo trwają prace nad zapewnieniem przejezdności tego odcinka autostrady. Może po jakichś deskach?

Do powrotów z Zachodu już przyszło się przyzwyczaić. Wiadomo  Hiszpania czy Francja, o Niemczech nie wspominając, funkcjonują inaczej, od dawna w ramach Unii (zresztą swoje absurdy i wady też mają).

Ale prawdziwym szokiem jest powrót od całkiem bliskich sąsiadów, o podobnej historii. Bo pokazuje, dokąd oni doszli, choćby tylko infrastrukturalnie, przez te 23 lata, a dokąd my z największym trudem dopełzliśmy. Przykro to pisać, ale wygląda, jakby cywilizacyjna granica na dobre pokryła się z naszymi państwowymi granicami zachodnimi i południowymi.

Ogromnie jestem ciekaw refleksji kibiców z Południa, którzy może zechcą przyjechać do Polski na Euro i po paru godzinach komfortowej jazdy w cywilizowanych warunkach utkwią w korku na dziurawej drodze w Chałupkach. A dalej czeka ich jeszcze  jeśli ruszą w stronę stolicy naszego pięknego kraju  80 km rozgrzebanej drogi krajowej nr 8, której nie tylko nie byliśmy w stanie na czas wyremontować, ale nawet nie umiemy jej porządnie tymczasowo oznaczyć. Jak jest przejezdność po czesku?