Paweł Łepkowski: Aborcja od 50 lat dzieli Amerykę na dwa wrogie obozy

Kwestia aborcji jest głównym elementem sporu politycznego i światopoglądowego Amerykanów. Wbrew rozpowszechnianym w Europie przekłamaniom, zabieg usunięcia ciąży nie jest dopuszczalny we wszystkich stanach USA, mimo że prawo federalne tego nie zabrania.

Publikacja: 13.04.2024 17:05

Kwestia aborcji jest głównym elementem sporu politycznego i światopoglądowego Amerykanów

Kwestia aborcji jest głównym elementem sporu politycznego i światopoglądowego Amerykanów

Foto: AFP

Do połowy XIX wieku aborcja nie była przedmiotem sporu politycznego w Ameryce. Protestancka większość społeczeństwa uważała, że życie dziecka, a właściwie jego „osobowość”, zaczyna się wtedy, kiedy matka odczuwa ruchy płodu, gdzieś pomiędzy 18. a 21. tygodniem. Przerwanie ciąży przed tym okresem było w każdym stanie dopuszczalne zgodnie z lokalnym prawem zwyczajowym.

Connecticut był pierwszym stanem, który uregulował aborcję, było to w 1821 roku. Władze tego stanu zakazały aborcji po „przyspieszeniu”, a więc po momencie, którym nazywano odczuwalne ruchy płodu w macicy. Connecticut zakazało jako pierwsze stosowania trucizn w celu wywołania przyspieszenia poporodowego. Podobne przepisy dotyczące aborcji przyjęło większość stanów. Obowiązywały one do 1973 roku, kiedy to Sąd Najwyższy orzekł w sprawie Roe przeciwko Wade oraz Doe przeciwko Bolton. Orzeczenia te zdekryminalizowały aborcję w całym kraju i ujednoliciły ramy ustawodawstwa stanowego w tej kwestii. Ustalono także minimalny okres czasu, w którym aborcja jest legalna, a także z większymi i mniejszymi ograniczeniami przez cały okres trwania ciąży.

Sąd Najwyższy USA niejednokrotnie wypowiadał się w kwestii aborcji

Decyzja Sądu Najwyższego oraz gwałtowny rozwój technik badań prenatalnych w drugiej połowie XX wieku uruchomiły wielką narodową dyskusję na temat etyki tego typu zabiegów. Decyzja Sądu Najwyższego podzieliła także elity polityczne. Najkrócej można to podsumować w ten sposób, że od 1976 r. Partia Republikańska generalnie dąży do ograniczenia dostępu do aborcji ze względu na etap ciąży lub do penalizacji aborcji, podczas gdy Partia Demokratyczna generalnie broni dostępu do aborcji i ułatwia dostęp do antykoncepcji.

W 1992 r. Sąd Najwyższy ponownie musiał orzekać na temat aborcji w sprawie Planned Parenthood przeciwko Casey. Wyrok nie zmieniał orzeczenia z 1973 roku, ale dopuszczał regulacje dla każdego stanu z osobna. Od tej pory dostępność aborcji różni się znacznie w zależności od miejsca na mapie Ameryki.

Czytaj więcej

Aborcja. Fundamentalny spór Ameryki

W 2022 r. orzeczenia w sprawie Roe i Casey zostały unieważnione przy okazji sprawy Dobbs przeciwko Jackson Women's Health Organisation, kończąc tym samym epokę, w której prawo do aborcji gwarantowała Konstytucja Stanów Zjednoczonych. Zezwolono wówczas poszczególnym stanom na regulowanie wszelkich aspektów związanych z aborcją, których nie reguluje prawo federalne. Obecnie aż w 14 stanach na 50 wykonywanie zabiegów aborcyjnych jest zakazane na każdym etapie ciąży. Tylko w 8 stanach i Dystrykcie Kolumbii aborcja jest legalna na każdym etapie ciąży. Statystyki Centers for Disease Control and Prevention (CDC) z ostatnich lat wskazują, że ok. 92 proc. zabiegów aborcyjnych jest dokonywanych do 13. tygodnia ciąży. Do 2023 r. aborcje farmakologiczne stanowiły 63 proc. wszystkich metod usunięcia płodu. 25 proc. kobiet, które poddały się zabiegowi, miało mniej niż 45 lat i 20 proc. z nich stanowiły 30-latki. W 2019 r. 60 proc. kobiet, które poddały się aborcji, było już matkami, a 50 proc. miało dwoje lub więcej dzieci.

Słynny artykuł Ronalda Reagana o aborcji

W 1973 roku Sąd Najwyższy orzekł, że 14. poprawka do Konstytucji gwarantuje każdej kobiecie w USA prawo do usunięcia ciąży w dowolnym momencie jej trwania. Ówczesny gubernator Kalifornii, Ronald Reagan, nie zajął wyraźnego stanowiska w ocenie tej decyzji. Zdawał sobie sprawę, że zbyt radykalna krytyka tego wyroku może zaważyć na jego karierze politycznej. Być może uznał, że swoje prawdziwe opinie w kwestii aborcji, wiary i feminizmu ujawni dopiero wtedy, gdy osiągnie ostateczny sukces polityczny. Dopiero w 1983 r., w dziesiątą rocznicę orzeczenia Sądu Najwyższego, już jako prezydent, opublikował na łamach czasopisma „The Human Life Review” esej pt. „Aborcja i sumienie narodu”. Ta praca stała się obowiązującym do dzisiaj manifestem politycznym obrońców życia w Ameryce. Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych ich przywódca tak radykalnie oceniał postawę moralną sędziów Sądu Najwyższego, a ich decyzję bez ogródek nazywał zbrodniczą.

Ronald Reagan zapytany o to, dlaczego nie chce uznać stanowiska większości obywateli popierających swobodny dostęp do zabiegów aborcyjnych, odpowiedział: „Zauważyłem, że wszyscy, którzy popierają aborcję, zdążyli się już urodzić”.

Reagan nie tylko bronił życia nienarodzonych, ale głęboko wierzył, że w miarę rozwoju narzędzi diagnostycznych i poszerzania wiedzy o okresie prenatalnym życia ludzkiego społeczna akceptacja dla przerywania ciąży zacznie topnieć. Prezydent wyraził nadzieję, że werdykt Sądu Najwyższego zostanie kiedyś podważony przez Kongres USA konstytucyjnym prawem do życia od momentu poczęcia. „Ten człowiek zrobił prawdopodobnie więcej niż jakikolwiek inny polityk aby program obrony życia stał się przedmiotem wielkiej narodowej debaty” – tak skomentował prezydencki esej Richard Land, szef Komisji ds. Etyki i Wolności Religijnej Kościoła Baptystów. Reagan miał rację.

Rozwój nauki i wiedzy o ontogenezie dzięki zastosowaniu nowych narzędzi badawczych i diagnostycznych pozwoliły na lepsze zrozumienie biologii rozwoju człowieka przed urodzeniem. W 2011 r. Guttmacher Institute ogłosił, że liczba aborcji spadła w USA do 1,06 miliona, czyli do najniższego poziomu od 1973 r. Ta liczba nadal budzi grozę wśród obrońców życia, ale wskazuje też na znaczny spadek wykonywanych zabiegów. Do 2003 r. amerykańskie prawo dopuszczało aborcję w czasie porodu (ang. partial-birth abortion). Ta szczególnie bezduszna metoda uśmiercania zdrowych, rodzących się dzieci mogła zostać zakazana już w 1995 r. oraz 1997 r. Za każdym jednak razem przegłosowywane przez republikańską większość zmiany legislacyjne były skutecznie wetowane przez prezydenta Billa Clintona. Dopiero dzięki 218 republikanom, 63 demokratom oraz podpisowi prezydenta Georga W. Busha, proceder partial-birth abortion został zakazany 5 listopada 2003 r., w 20. rocznicę opublikowania eseju Reagana.

Reagan - antyfeminista, który dbał o prawa kobiet

Europejska lewica przyszyła Reaganowi łatkę skrajnie konserwatywnego antyfeministy. Nie pierwszy to raz, kiedy europejscy publicyści wyrażają poglądy o Ameryce i Amerykanach, zupełnie nie rozumiejąc tego kraju i społeczeństwa. To prawda, że radykalnie antyaborcyjne stanowisko prezydenta Ronalda Reagana skłóciło jego administrację ze środowiskami feministycznymi. Jednak trzeba podkreślić, że lata prezydentury Reagana to czas wielkich zmian w dążeniu do równouprawnienia obu płci. I niemała w tym była zasługa właśnie zaplecza politycznego prezydenta. W 1980 r. republikanka Paula Hawkins z Florydy została pierwszą kobietą wybraną do Senatu USA. Rok później prezydent Ronald Reagan zaskoczył opinię publiczną, powołując prawniczkę Sandrę Day O’Connor jako pierwszą kobietę do składu sędziowskiego Sądu Najwyższego. Co ciekawe, prezydent Reagan doskonale wiedział, że O’Connor kieruje się bardzo liberalnymi poglądami i chce utrzymania legalności aborcji w USA. Uznał jednak, że to jej kompetencje, a nie poglądy, decydują o nominacji. I to dzięki jej inicjatywie i poparciu prezydenta w 1984 r. Sąd Najwyższy przegłosował zakaz dyskryminacji ze względu na płeć w takich elitarnych klubach jak Jaycees, Kiwanis czy Rotary, których członkami wcześniej mogli być wyłącznie mężczyźni. W 1986 r. Sąd Najwyższy przy pełnym poparciu prezydenta uznał przepisy dyskryminacyjne ze względu na płeć w prawie pracy za niezgodne z Konstytucją. To orzeczenie stało się ważnym narzędziem prawnym także w sprawach o molestowanie seksualne w miejscu pracy.

Jak widać, w czasach prezydentury Reagana wbrew pozorom nastąpiły gruntowne zmiany w prawach kobiet, które prezydent nie tylko akceptował, ale wręcz inicjował. Jedynym zagadnieniem, o którym Ronald Reagan nigdy nie zmienił zdania, była kwestia przerywania ciąży. Zapytany o to, dlaczego nie chce uznać stanowiska większości obywateli popierających swobodny dostęp do zabiegów aborcyjnych, odpowiedział: „Zauważyłem, że wszyscy, którzy popierają aborcję, zdążyli się już urodzić”.

Pytania prezydenta USA o Boga i życie

Ronald Reagan był człowiekiem szczerze i uczciwie wierzącym w Boga. Używam tych określeń w pełni świadomie. Ludzie bowiem często deklarują wiarę w istnienie sił nadprzyrodzonych, ponieważ mają wdrukowaną kalkę światopoglądową swoich rodziców. Tymczasem Reagan nie wyniósł swojej wizji świata z domu rodzinnego. Należał do ludzi, którzy nieustannie zastanawiali się nad sensem życia. Nie przyjmował wiary w Stwórcę na słowo. Nie podpierał swojego rozumienia Boga cytatami z Biblii. Należał do tych indywidualnych poszukiwaczy, którzy urzeczeni światem odnajdują podziw dla jego złożoności, porządku, harmonii i piękna. Wierzył, że wszystko, co nas otacza, wraz z nami samymi, jest rezultatem inteligentnego projektu. Wszechświat i życie to magnum opus, a nie rezultat przypadku i licznych błędów. Wiara była dla niego łaską, oświeceniem, wyróżnieniem. Ateizm postrzegał w kategorii kalectwa. Zapytany o to, jak dowieść istnienia Boga, odpowiedział: „Czasami, gdy mam do czynienia z ateistą, mam ochotę zaprosić go na najwspanialszą kolację dla smakoszy, jaką można kiedykolwiek podać. A kiedy już skończymy jeść tę wspaniałą kolację, mam ochotę go zapytać, czy wierzy, że istnieje kucharz”.

Mimo nieustannego odwoływania się do Boga i demonstracyjnej religijności, Clinton był zadeklarowanym zwolennikiem utrzymania pełnego dostępu Amerykanek do aborcji, w tym nawet wspomnianego zabiegu partial-birth abortion.

W jego optyce wiara w Boga była nieodłącznie związana z patriotyzmem. Zdawał się zadawać pytanie: Jeżeli kochasz swój kraj, to jak możesz nie kochać Boga? Kiedy mu wypominano, że także totalitaryzmy powoływały się na wolę Opatrzności, on odpowiadał: „Ameryka została założona przez ludzi, którzy wierzą, że Bóg jest ich bezpieczną skałą. Zdaję sobie sprawę, że musimy być ostrożni w twierdzeniu, że Bóg jest po naszej stronie, ale myślę, że dobrze jest pytać, czy my jesteśmy po Jego stronie”. Nie zawłaszczał zatem wiary na swój użytek, jak robili to Niemcy, głosząc hasło „Gott mit uns”, ale przede wszystkim pytał, czy ludzie są z Bogiem. Najbardziej zaś to pytanie zadawał samemu sobie, jednocześnie powtarzając: „Żyj prostym życiem. Kochaj hojnie. Współczuj i przejmuj się losem innych. Mów uprzejmie. Resztę zostaw Bogu”.

Czytaj więcej

„Święte przymierze” Reagana i Jana Pawła II

Być może ta prosta dewiza na życie zmieszana z głęboką pobożnością spowodowała, że 40. prezydent Stanów Zjednoczonych tak doskonale rozumiał się z papieżem Janem Pawłem II. Chociaż wywodzili się z całkowicie odmiennych środowisk, natychmiast się polubili. Obaj byli przecież aktorami, intuicyjnie budującymi dramatyzm w swoich wystąpieniach publicznych. Obaj mieli ten gwiazdorski dryg, umiejętność wykorzystywania swoich pięknych, ciepłych głosów do głoszenia swojego przesłania. Obaj w podobny sposób rozumieli Boga i rolę rodziny na tym świecie. I to, co chyba najważniejsze: obaj widzieli w socjalizmie i we wszystkich jego totalitarnych odmianach największe zagrożenie dla godności ludzkiej i naturalnego porządku świata. Dla nich feminizm był ruchem radykalnym, równie groźnym jak marksizm, nazizm, stalinizm, maoizm czy komunizm latynoamerykański.

Ustawa, która zahamowała Obamacare

20 stycznia 1993 r. prezydentem USA został liberalny polityk z Arkansas, Bill Clinton. Mimo nieustannego odwoływania się do Boga i demonstracyjnej religijności, Clinton był zadeklarowanym zwolennikiem utrzymania pełnego dostępu Amerykanek do aborcji, w tym nawet wspomnianego zabiegu partial-birth abortion. W czasie tej kadencji aborcja na nowo podzieliła społeczeństwo amerykańskie. Ale wtedy wydarzyło się coś, co mogło w przyszłości przeważyć szalę sporu na rzecz obrońców życia. 16 listopada 1993 roku nikt nie mógł przypuszczać, że uchwalona tego dnia przez przedstawicieli obu partii na Kapitolu ustawa o wolności praktyki religijnej — Religious Freedom Restoration Act (RFRA) — okaże się 20 lat później najlepszą bronią przeciw flagowej inicjatywie ustawodawczej najbardziej socjalistycznego prezydenta w historii USA.

Projekt ustawy o wolności religijnej zgłosiło 11 marca 1993 roku dwóch kongresmenów z Partii Republikańskiej: reprezentujący 25. dystrykt stanu Kalifornia Howard „Buck” McKeon i przedstawiciel New Jersey w Izbie Reprezentantów kongresmen Dean Anderson Gallo. Projekt został przyjęty gremialnie przez obie izby Kongresu ( w Senacie jedynie trzech senatorów wstrzymało się od głosu) i został niemal natychmiast podpisany bez żadnych zastrzeżeń przez prezydenta Billa Clintona.

Jaki był cel tej ustawy? W pierwszej połowie lat 90. XX wieku RFRA była odbierana jako akt sprawiedliwości wobec potomków pierwotnych mieszkańców Ameryki Północnej. Dla Indian, szczególnie dla narodów pochodzących z wielkich prerii, niektóre miejsca na ziemi mają charakter sanktuariów. Święte miejsca modlitwy i kultu tubylczych ludów Ameryki Północnej to zazwyczaj twory przyrody jak góry, jeziora, wodospady, wulkany, zatoki itp. Chociaż duża część obywateli amerykańskich pochodzenia indiańskiego określających się zazwyczaj mianem ,,pierwszych narodów” (first nations) przyjęła chrześcijaństwo, to nadal praktykują oni równolegle pielgrzymowanie do miejsc świętych. Także mieszkańcy rezerwatów oraz osoby i grupy wyznające lokalne religie plemienne odczuwają szczególną więź duchową z miejscami świętymi. W kulturze Indian większość obiektów przyrodniczych wywodzi swoje mityczne pochodzenie oraz czerpiące z niego siły życiowe od poczucia plemiennej tożsamości i grupowej jedności.

Ustawa RFRA miała na celu przede wszystkim uchronienie świętych miejsc Indian przed inwazją przemysłu. Otwierała także prawo wyznawców religii indiańskich, w tym najbardziej powszechnego pejotyzmu, do legalnego stosowania środków halucynogennych podczas uroczystości religijnych. Wyznawcy tej religii stosują wywar z górnej, kulistej części peyoty (lub peyotl), rośliny bez kolców, należącej do rodziny kaktusowatych, zawierającej nieuzależniające środki halucynogenne o działaniu podobnym do morfiny.

Już na początku swojego obowiązywania ustawa RFRA wzbudzała gwałtowne reakcje części społeczeństwa. Jej beneficjentami byli bez wątpienia Indianie, którzy zaczęli się nią posługiwać w sposób zdecydowanie agresywny. W tym czasie upadło wiele projektów przemysłowych i infrastrukturalnych. Wielkie autostrady omijały mokradła, bagna, ruczaje i inne miejsca, w których Indianie dostrzegali duchową obecność swoich przodków. Ciekawostką jest jednak, że w tych samych miejscach duchom przodków nie przeszkadzały już indiańskie kasyna, hotele czy parki rozrywki, których właściciele są całkowicie zwolnieni z płacenia jakiejkolwiek formy podatku. Ustawa RFRA bez wątpienia chroniła skutecznie prawa religijne i kulturowe ludności indiańskiej, ale była mniej restrykcyjna w ochronie wyznawców innych religii. Klasycznym przykładem może tu być prawo mormonów do wielożeństwa, rytualne uboje zwierząt wyznawców voodoo, prawo do nauczania kreacjonistycznej wersji historii naturalnej, potępienie aborcji, związków homoseksualnych czy dopuszczalność klitoridektomii wśród wyznawczyń religii afrykańskich.

RFRA otworzyła drogę do licznych procesów i nadinterpretacji praw religijnych. Ale co RFRA miała wspólnego z aborcją? Otóż okazało się, że bardzo wiele, bo ta ustawa skutecznie zahamowała pomysł administracji Baracka Obamy na darmowy dostęp do zabiegów aborcyjnych.

Czy Obamacare naruszała prawa religijne?

W dniu uchwalenia RFRA wszyscy byli szczęśliwi. Zrzeszająca pół miliona członków American Civil Liberties Union (ACLU), organizacja mająca za zadanie obronę praw konstytucyjnych i obywatelskich, wydała natychmiast oświadczenie popierające nowe prawo. Prezydent Bill Clinton oświadczył, że złożenie podpisu pod RFRA jest dla niego prawdziwą radością. Ustawę z całych sił popierał i propagował demokratyczny senator z Pensylwanii Joe Biden. Partia Demokratyczna uznała, że prawo to jest jednym z największych sukcesów dwupartyjnych w historii USA.

Zachwyt nad RFRA trwałby zapewne do dzisiaj, gdyby nie Obamacare. Dlaczego? Ponieważ zatwierdzona przez Kongres i podpisana przez prezydenta Obamę w 2010 roku ustawa Affordable Care Act (oficjalna nazwa reformy zdrowia autorstwa Obamy) narzucająca 48 mln Amerykanów niemającym ubezpieczenia zdrowotnego z zakładu pracy zakup polisy wyznaczonej przez państwo, zawierała opłaty za usługi o charakterze antykoncepcyjnym oraz aborcyjnym.

To prawda, że ustawa tworzyła „minimum świadczeń podstawowych”, w tym plan opłat za leki na receptę i opiekę nad kobietami w ciąży. Ale same badania profilaktyczne i antykoncepcja, a także zabieg usunięcia ciąży, zostały zwolnione z opłat. Ustawa potocznie nazywana Obamacare przewidywała, że matka chcąca urodzić dziecko musiała wydać z własnej kieszeni za usługi medyczne pierwsze 6350 dol. rocznie, a w przypadku rodziny – 12700 dolarów. Dopiero powyżej tej kwoty z pomocą finansową przychodził system Obamacare. Jednak, kiedy pacjentka chciała pozbyć się ciąży, zabieg aborcji lub wywołanie poronienia było całkowicie opłacane przez państwo. Jednym słowem administracja Baracka Obamy preferowała finansowanie usuwania ciąży niż porodów. Szły na to ogromne kwoty z budżetu federalnego.

Czytaj więcej

Obamacare: co 18. zdołał się zarejestrować

Ogółem w latach 1972-2011 w USA dokonano 53 miliony zabiegów aborcyjnych. Pod względem liczebnym można porównać te dane do populacji odpowiadającej sumie ludności Polski, Czech i Słowacji. Licząc, że każdy tego typu zabieg mieścił się średnio statystycznie w kwocie 450 dolarów, sam koszt tej procedury kosztował wszystkich podatników amerykańskich przez 40 lat blisko 24 miliardy dolarów.

Czy Obama kłamał w sprawie aborcji i Obamacare?

„W dniu podpisania ustawy prezydent obiecywał, że nigdy nie będzie ona pokrywała opłat aborcyjnych. Wiedzieliśmy, że to puste deklaracje i kłamstwo, ponieważ już wtedy jeden dolar miesięcznie z przymusowych ubezpieczeń był przeznaczony na zabiegi aborcyjne” - grzmiał oburzony przepisami wykonawczymi do Affordable Care Act republikański senator Joe Pitts. „Przepisy są tak skonstruowane, że nie wiadomo do końca, jakie kwoty i jak odliczane będą pokrywać aborcje” - podkreślał republikanin.

Aby naprawić ten błąd legislacyjny, republikanie naciskali, aby Izba Reprezentantów głosowała nad przepisami wykonawczymi do ACA, które wyraźnie wyznaczały przeznaczenie konkretnych kwot składki ubezpieczeniowej i absolutnie wykluczały z nich opłaty aborcyjne. Projektem przedstawienia ustawy HR-7 o nazwie „Żaden podatnik nie płaci za aborcję” („No Taxpayer Funding for Abortion Act”) zajął się sam Eric Cantor, szef większości republikańskiej w Izbie Reprezentantów. Jego starania wspomagał republikański reprezentant ze stanu New Jersey, kongresmen Chris Smith. Wierzyli, że uda im się zbudować ponadpartyjne koło parlamentarne przeciwników aborcji i tym samym rozbić zwarte szeregi demokratów stojących murem za Obamacare. Jednak zmian nie udało się przeprowadzić.

Kto tak naprawdę w USA jest za prawem do wykonywania aborcji?

Dotychczas przeciwnicy aborcji powoływali się na pierwszą poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych zapewniającą, że „Kongres nie ustanowi ustaw wprowadzających religię lub zabraniających swobodne wykonywanie praktyk religijnych”. Dlatego chrześcijańscy pracodawcy mieli prawo odmawiać swoim pracownikom wykupu takiego pakietu ubezpieczenia zdrowotnego, które przewidywałoby opłaty za zabiegi usuwania ciąży.

Ponad milion aborcji wykonywanych rocznie wskazywałoby, że w Ameryce musi działać ogromna liczba klinik aborcyjnych. Nic bardziej mylnego.

Wydawało się, że podobnie będzie w przypadku ubezpieczeń zdrowotnych w ramach Obamacare. Przecież jednym z największych pracodawców w USA jest Kościół katolicki. 196 amerykańskich diecezji jest właścicielami ponad 12 proc. szkół, uczelni i szpitali w USA. Do 8100 szkół katolickich uczęszcza 2,6 miliona uczniów, 670 tys. studentów płaci za naukę na 230 prestiżowych uniwersytetach i innych uczelniach katolickich. Kościół jest właścicielem 630 szpitali w USA, w tym 100 z tych placówek należy do najbardziej prestiżowych jednostek medycznych w Ameryce. Zatrudnieni w nich lekarze mają zazwyczaj znakomite pakiety zdrowotne, ale już personel niższego stopnia może korzystać z planów przewidzianych przez reformę zdrowia. W ten sposób instytucja najbardziej przeciwna aborcji została zmuszona przez przepisy Obamacare aby stać się jej największym sponsorem.

Przyjęło się uważać, że najczęstszymi pacjentkami klinik aborcyjnych są nastolatki. Tymczasem stanowią one „tylko” 18 proc. kobiet pozbywających się niechcianej ciąży. Tymczasem 82 proc. kobiet odwiedzających kliniki aborcyjne to osoby w wieku powyżej 25. roku życia. 37 proc. należy do wspólnot kościołów protestanckich, a 28 proc. do katolickiego.

Ponad milion aborcji wykonywanych rocznie wskazywałoby, że w Ameryce musi działać ogromna liczba klinik aborcyjnych. Nic bardziej mylnego. Warto podkreślić, że 89 proc. hrabstw w ogóle nie ma takich instytucji, a ponad 90 proc. wszystkich lekarzy, położników i ginekologów amerykańskich określa wykonywanie tego typu zabiegów za „działalność zbrodniczą”. Z tych lekarzy, którzy się tego podejmują, 42 proc. wykonuje zabiegi jedynie w bardzo wczesnym etapie ciąży, a 23 proc. klinik aborcyjnych dopuszcza się usuwania ciąży po 20. tygodniu jej trwania.

Dzięki aktywność ruchów pro life do 2011 r. nastąpił znaczny spadek usług aborcyjnych. Mimo to Barack Obama przeforsował swoją ustawę przemycającą przymusowe dofinansowanie tego typu zabiegów. Republikanie, a także część Demokratów uznało tę ustawę za naruszającą prawa obywatelskie, ponieważ przewidywała ona, że od 2014 r. prawo federalne będzie nakazywało wykup ubezpieczenia każdemu obywatelowi i legalnemu rezydentowi USA. Osoby, które nie chciały się podporządkować temu obowiązkowi, miały płacić kary grzywny w wysokości 95 dolarów lub 1 proc. zarobków w pierwszym roku obowiązywania ustawy. Wybór grzywny miał zależeć od decyzji urzędnika i od tego, która suma jest wyższa. W kolejnych latach kara miała tylko wzrastać. W 2016 r. wynosiła już 695 dol. lub 2,5 proc. zarobków i jedynie osoby z dochodami poniżej 10 tys. dol. rocznie mogły liczyć na umorzenie kary. A co z tymi, którzy nie chcieli łożyć na usługi aborcyjne? Metoda egzekucji kary była tak skonstruowana, by nie było w ogóle takiej możliwości. Chociaż za brak ubezpieczenia państwo nie mogło karać więzieniem, to i tak skarbówka (IRS) odliczała grzywnę od zwrotu podatku, jeśli taki się należał. IRS mógł też naliczyć odsetki od należności, które w przypadku ludzi zamożnych miały rosnąć w szybkim tempie.

Czytaj więcej

Paweł Łepkowski: Donald Trump nie taki straszny, jak go malują. Dlaczego Amerykanie go wciąż popierają

Jedynie powołanie się na prawa wolności sumienia i praktyki religijnej gwarantowane przez Religious Freedom Restoration Act dawało szansę, że obywatel może dochodzić odpowiedzi na pytanie, czy składki ubezpieczeniowe idą na cele, które nie kłócą się z sumieniem i doktryną religijną wyznawaną przez płatnika. I między innymi na tę ustawę powołał się Donald Trump, zawieszając restrykcyjne przepisy Obamacare.

Prawo aborcyjne w Teksasie, Oklahomie czy Missouri jest inne niż w Minnesocie

Jednak aborcja, obok imigracji i polityki zagranicznej, nadal jest najgorętszym przedmiotem sporu politycznego w Ameryce. Dowodzi tego chociażby zmiana stanowiska wielu legislatur stanowych po orzeczeniu Sądu Najwyższego we wspomnianej sprawie Roe z 2022 r. Na przykład 25 maja 2022 r. gubernator Oklahomy Kevin Stitt podpisał ustawę Izby Reprezentantów nr 4327, która zakazuje aborcji począwszy od chwili poczęcia. Prawo tego stanu zezwala także obywatelom na wnoszenie pozwów przeciwko podmiotom świadczącym usługi aborcyjne, lub takim, które nakłaniają kobiety do aborcji. Ważne jest jednak, że ciąża powstała w wyniku gwałtu, kazirodztwa lub niosąca zagrożenie życia też jest chroniona. W podobnym kierunku poszły stany Teksas i Missouri, gdzie natychmiast po wspomnianym orzeczeniu Sądu Najwyższego zakazano aborcji, z wyjątkiem przypadków, gdy ciąża jest uznana za szczególnie zagrażającą życiu.

Ale nie wszystkie stany idą tą drogą. 28 stycznia 2023 r. Senat stanu Minnesota przyjął ustawę nie tylko gwarantującą prawa kobiet do aborcji, ale wręcz zabraniającą władzom stanowym i lokalnym podejmowania jakichkolwiek prób ograniczania dostępu do sterylizacji lub opieki prenatalnej, wymagając również rekompensaty kosztów antykoncepcji. Zatem wbrew bajkom opowiadanym w europejskiej prasie, Ameryka jest radykalnie podzielona pod względem stosunku do aborcji i nic tego przez wiele lat jeszcze nie zmieni.

Do połowy XIX wieku aborcja nie była przedmiotem sporu politycznego w Ameryce. Protestancka większość społeczeństwa uważała, że życie dziecka, a właściwie jego „osobowość”, zaczyna się wtedy, kiedy matka odczuwa ruchy płodu, gdzieś pomiędzy 18. a 21. tygodniem. Przerwanie ciąży przed tym okresem było w każdym stanie dopuszczalne zgodnie z lokalnym prawem zwyczajowym.

Connecticut był pierwszym stanem, który uregulował aborcję, było to w 1821 roku. Władze tego stanu zakazały aborcji po „przyspieszeniu”, a więc po momencie, którym nazywano odczuwalne ruchy płodu w macicy. Connecticut zakazało jako pierwsze stosowania trucizn w celu wywołania przyspieszenia poporodowego. Podobne przepisy dotyczące aborcji przyjęło większość stanów. Obowiązywały one do 1973 roku, kiedy to Sąd Najwyższy orzekł w sprawie Roe przeciwko Wade oraz Doe przeciwko Bolton. Orzeczenia te zdekryminalizowały aborcję w całym kraju i ujednoliciły ramy ustawodawstwa stanowego w tej kwestii. Ustalono także minimalny okres czasu, w którym aborcja jest legalna, a także z większymi i mniejszymi ograniczeniami przez cały okres trwania ciąży.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Prof. Jan Żaryn: Wrogie przejęcie czy marnotrawstwo? Pozbawia się mnie prawa do obrony
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Wszystko, byle nie ten patriotyczny ciemnogród!
Opinie polityczno - społeczne
Arkadiusz Stempin: Niemiecka demokracja w kryzysie. Czy Niemcy uchronią ją przed erozją od środka?
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Dlaczego PiS chce ukryć problemy, których lawinowo przybywa
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Odwołana rewolucja w KRS