Maciej Strzembosz: Ela chce się sprawdzić w biznesie

Jeśli Elżbieta Bieńkowska wygra „konkurs” na szefa Orlenu, oznaczać to będzie, że jedna z najważniejszych zapowiedzi programowych rządu Donalda Tuska to kpina z wyborców, którzy mu zaufali.

Publikacja: 12.01.2024 03:00

Elżbieta Bieńkowska

Elżbieta Bieńkowska

Foto: EP, materiały prasowe

W 2001 roku wybuchł skandal, gdy minister skarbu z SLD Wiesław Kaczmarek mianował szefem Polskich Sieci Energetycznych byłego ministra obrony narodowej z PSL Stanisława Dobrzańskiego. Naciskany przez dziennikarzy Kaczmarek wypowiedział słynną frazę: „Staszek chciał się sprawdzić w biznesie”. Zdanie to stało się symbolem najazdu polityków na państwowe przedsiębiorstwa i lapidarnym podsumowaniem niezrozumienia, że nominacja polityczna na stanowisko rządowe nie oznacza nabycia kompetencji w zarządzaniu biznesem.

Rządy PiS zasłynęły z obsadzania stanowisk w spółkach Skarbu Państwa. Donald Tusk miał to zakończyć

Dziś nikt już nie rozumie, o co była ta awantura, tak przywykliśmy do politycznego klucza obsadzania stanowisk w gospodarce. Szczególnie ostatnie rządy PiS zasłynęły z obsadzania stanowisk w spółkach Skarbu Państwa nie tylko działaczami politycznymi, ale też ich krewnymi, pociotkami i znajomymi znajomych. Już nie tylko prezes, ale i rady nadzorcze, zarządy, dyrektorzy departamentów i działów zaczęli stanowić frukta, którymi obdziela się zaufanych i posłusznych.

Czytaj więcej

Orlen dla Elżbiety Bieńkowskiej?

Symboliczna jest kariera Sylwii Sobolewskiej, żony sekretarza generalnego PiS Krzysztofa Sobolewskiego, której działalność gospodarcza rozciągała się od Górnego Śląska po Kamień Pomorski, a rad nadzorczych, w których zasiadała, nie zdołam wymienić ze względu na redakcyjne ograniczenia objętości tekstu. Doszliśmy do takiego poziomu idiotyzmu, że dyrektorem departamentu rzeczy zagubionych na kolei została żona prezentera telewizyjnego, bo – jak wiadomo – kontrakty gwiazdorskie w TVP nie wystarczą na godne życie, a żona telewizyjnego propagandysty z definicji jest specjalistką od rzeczy zagubionych, choć niekoniecznie na kolei.

Wszystko miała zmienić nowa koalicja rządowa, która w swym programie zapowiadała odpolitycznienie i transparentne konkursy według kryteriów merytorycznych. Tymczasem rada ds. obsady tych stanowisk powołana przez premiera Donalda Tuska składa się niemal wyłącznie z zaufanych polityków, bo – jak wiadomo – nikt lepiej nie odpolitycznia niż zaufani politycy innego polityka. Teraz zaś gruchnęła wiadomość, że nowym prezesem Orlenu ma zostać Elżbieta Bieńkowska, dwukrotna minister w rządach Tuska i była komisarz UE z jego rekomendacji. Wiadomość jest tak nieprawdopodobna, że aż wygląda na podpuchę albo testowanie wytrzymałości opinii publicznej.

Jakie kompetencje ma Elżbieta Bieńkowska do zarządzania Orlenem

W życiorysie Elżbiety Bieńkowskiej nie ma nic, co by wskazywało na kompetencje w zarządzaniu największą polską firmą. A rozpoczynanie nauki w wieku lat 60 od największej i najbardziej strategicznej firmy w Polsce nie wydaje się ani rozsądne, ani dobre dla nikogo poza panią Bieńkowską.

Ze wszystkich podsłuchanych rozmów restauracji Sowa i Przyjaciele najbardziej szokujące i szkodliwe politycznie wydało mi się jej przekonanie, że za 6 tys. zł pracuje tylko idiota albo złodziej

Z wykształcenia jest bowiem iranistką, to co prawda lepiej, niż gdyby była np. iberystką, bo Iran przynajmniej ma ropę... Następnie skończyła KSAP, czyli szkołę dla urzędników, i przez długi czas była właśnie urzędnikiem na poziomie regionalnym. Gdy promotor jej kariery urzędniczej Jan Olbrycht odmówił Donaldowi Tuskowi objęcia stanowiska ministra w jego rządzie, wskazał swą podopieczną, i tak się zaczęła wielka kariera Elżbiety Bieńkowskiej.

Jej specjalizacją było od zawsze pozyskiwanie funduszy europejskich i – jak słyszę – była w tym bardzo sprawna, co wymaga biegłości w wypełnianiu niezliczonych papierków i nawigowania wśród biurokratycznych pułapek zastawianych przez kastę urzędników europejskich. Następnie sama została urzędnikiem europejskim bardzo wysokiego stopnia, czyli komisarzem. W całej karierze urzędniczej trudno jednak wskazać jakiekolwiek samodzielne osiągnięcie, program lub projekt, który odmienił naszą lub europejską rzeczywistość. No i na pewno nie ma w tej karierze niczego, co by wskazywało na kompetencje gospodarcze, zwłaszcza w tej skali, bo przecież Orlen to dziś gigantyczny, wielobranżowy koncern. I nie ma nic, co by wskazywało, że umie zarabiać pieniądze, a nie je wydawać.

Czytaj więcej

Piotr Skwirowski: Elżbieta Bieńkowska może być odpowiednią osobą do pokierowania Orlenem

Za to słynne są jej upodobanie do wróżek oraz skłonność do wypowiadania szkodliwych głupot. „Sorry, mamy taki klimat” – weszło nawet do języka potocznego, a ze wszystkich podsłuchanych rozmów w restauracji Sowa i Przyjaciele najbardziej szokujące i szkodliwe politycznie wydało mi się jej przekonanie, że za 6 tys. zł pracuje tylko idiota albo złodziej. Nawet słynna wypowiedź Bartłomieja Sienkiewicza, że państwo polskie to „ch…, d… i kamieni kupa”, mnie nie zszokowała, lecz wydała się zaskakująco trzeźwą i asertywną oceną sytuacji. Notabene do dziś aktualną, gdy spojrzymy na cyrki urządzane przez Kamińskiego, Wąsika i sędziów podejmujących decyzję na podstawie kserokopii. Tymczasem w momencie wypowiedzi Bieńkowskiej mediana płacy w Polsce była prawie dwa razy niższa niż owe 6 tys., co oznaczało, że pani minister, wicepremier i komisarz uważa znakomitą większość pracujących Polaków za idiotów lub złodziei.

Czy informacje o Bieńkowskiej w Orlenie są prawdziwe

Jeśli więc Elżbieta Bieńkowska wygra teraz „konkurs” na szefa Orlenu, oznaczać to będzie, że jedna z najważniejszych zapowiedzi programowych rządu Donalda Tuska to kpina z wyborców, którzy mu zaufali. Chciałbym więc wierzyć, że rzecz się ma zupełnie inaczej, a kandydatura Bieńkowskiej została wypuszczona do mediów tylko po to, by potem zaskoczyć opinię publiczną prawdziwym konkursem dla prawdziwych fachowców.

Co prawda w social mediach trolle zbliżone do rządu bronią kompetencji Elżbiety Bieńkowskiej tak zaciekle, że trudno mi uwierzyć w ten optymistyczny scenariusz. Ale naiwność to mój znak firmowy, więc póki rzecz nierozstrzygnięta, póty nie chce mi się wierzyć w aż taki absurd.

Autor

Maciej Strzembosz

Producent filmowy, scenarzysta i publicysta

W 2001 roku wybuchł skandal, gdy minister skarbu z SLD Wiesław Kaczmarek mianował szefem Polskich Sieci Energetycznych byłego ministra obrony narodowej z PSL Stanisława Dobrzańskiego. Naciskany przez dziennikarzy Kaczmarek wypowiedział słynną frazę: „Staszek chciał się sprawdzić w biznesie”. Zdanie to stało się symbolem najazdu polityków na państwowe przedsiębiorstwa i lapidarnym podsumowaniem niezrozumienia, że nominacja polityczna na stanowisko rządowe nie oznacza nabycia kompetencji w zarządzaniu biznesem.

Rządy PiS zasłynęły z obsadzania stanowisk w spółkach Skarbu Państwa. Donald Tusk miał to zakończyć

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Piotr Zaremba: Sienkiewicz wagi ciężkiej. Z rządu na unijne salony
Opinie polityczno - społeczne
Kacper Głódkowski z kolektywu kefija: Polska musi zerwać więzi z izraelskim reżimem
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Wybory do PE. PiS w cylindrze eurosceptycznego magika
Opinie polityczno - społeczne
Tusk wygrał z Kaczyńskim, ograł koalicjantów. Czy zmotywuje elektorat na wybory do PE?
Opinie polityczno - społeczne
Maciej Strzembosz: Czego chcemy od Europy?