Rosjanin i bezprawie

Prawo jest grą w rozwiązywanie konfliktów społecznych, której można się nauczyć tylko drogą przejmowania tradycji wielu pokoleń. Ani Rosja, ani większość innych państw postsowieckich w tej grze w zasadzie jeszcze udziału nie brały – pisze historyk idei.

Publikacja: 12.05.2023 03:00

Andrzej de Lazari

Andrzej de Lazari

Foto: Elżbieta de Lazari

W Europie z państwem prawa mamy do czynienia nie wówczas, gdy ustanawia się w nim i zapisuje w konstytucji i kodeksach zasady jurystyczne, lecz wtedy, gdy oprócz owych ustanowień i zapisów tak władza, jak i społeczeństwo mają obywatelską świadomość potrzeby istnienia prawa i konieczności jego przestrzegania zgodnie z Kartą praw podstawowych UE. Cóż z tego, że np. w Związku Sowieckim istniała konstytucja i inne unormowania prawne, skoro przestrzeganie prawa było tam fikcją. O wszystkim decydował samodzierżca – partia komunistyczna w osobach swoich sekretarzy i milicjantów. Społeczeństwo dyscyplinował strach, a nie świadomość obywatelska. Tak jest też w dzisiejszej Rosji.

Wydawało się, że Rosja postsowiecka miała szanse na stworzenie państwa prawa „po europejsku”, gdy władzę w niej objął Władimir Putin. Na swoje pierwsze wybory w 2000 r. poszedł przecież z takim przesłaniem: „W demokracji wasze i moje prawa są ograniczone jedynie takimi samymi prawami innych ludzi. W oparciu o uznanie tej prostej zasady budowane jest prawo, którym kierować powinni się wszyscy – od przedstawiciela władzy do zwykłego obywatela. Demokracja – to dyktatura prawa, a nie ludzi na stanowiskach, którzy są zobowiązani tego prawa bronić”. Niestety, nadzieje okazały się płonne – dyktaturę Putin ustanowił bez większych problemów, natomiast o praworządnej demokracji garstka rosyjskich liberałów wciąż może tylko marzyć.

Wiara w rządy sumienia

Brak ugruntowanej świadomości potrzeby istnienia prawa i konieczności jego przestrzegania nie jest dla Rosjan spuścizną jedynie sowiecką. „Duch prawa” zawsze postrzegany był w Rosji jako przynależny Zachodowi, kapitalizmowi i krytykowano go ostro z różnych pozycji: w imię samodzierżawia i w imię wolności, w imię Chrystusa i w imię Marksa, w imię wyższych wartości duchowych i w imię sprawiedliwości społecznej. Zarówno myśl konserwatywna, jak i radykalna dyskredytowały prawo, popadając w swoisty „nihilizm prawny”. Nieprzypadkowo teoretycy anarchizmu – Bakunin i Kropotkin – urodzili się w Rosji. Myśl rusofilska natomiast, poszukując argumentów na rzecz tezy o wyższości kultury rosyjskiej nad kulturą Zachodu, przeciwstawiła „rosyjskie prawo wewnętrzne” (moralne) „zewnętrznemu”, formalnemu prawu Zachodu.

„Prawo moralne (wewnętrzne) – twierdził romantyk Konstanty Aksakow – żąda nade wszystko, żeby człowiek był moralny i żeby czyn stanowił u niego naturalny skutek godności moralnej – w przeciwnym bowiem razie traci wartość. Prawo formalne, czyli zewnętrzne, żąda, aby czyn był moralny w pojęciu prawa, nie troszczy się zaś zgoła o to, czy sam człowiek jest moralny i z jakich źródeł czyn ten wypływa [...] Prawo wewnętrzne podtrzymuje godność moralną człowieka, apelując nieustannie do jego sumienia i tu jedynie znajdując oparcie i porękę dla jego czynów. Zachód padł ofiarą prawa zewnętrznego. Prawo zewnętrzne żąda li tylko zgodności ze swymi przepisami, wykonywania postanowień, nie dba zaś o sumienie ludzkie, nie apeluje doń i w ten sposób uwalnia człowieka od konieczności wsłuchiwania się w wewnętrzny głos moralny. Jasną jest rzeczą, iż dominacja prawa zewnętrznego w społeczeństwie podważa godność moralną człowieka, uczy go działać bez wewnętrznych pobudek moralnych i być w porządku tylko wobec prawa zewnętrznego. Celem ludzkości jest urzeczywistnienie prawa moralnego na ziemi”.

Przy takim myśleniu nie ma jakichkolwiek szans na budowanie państwa prawa. Wiara w rządy sumienia może kształtować w najlepszym razie moralność społeczną, nie zbuduje natomiast nigdy społeczeństwa obywatelskiego. Moralność jest względna. Dyktat moralny może prowadzić do samowładztwa i podporządkowania wszystkiego własnemu pojmowaniu świata. Dyktat prawa stanowionego porządkuje sferę polityki, ekonomii i życia społecznego.

Walka z diabelską otchłanią

Wiktor Aksiuczic, kiedyś komunista, członek KPZS, dziś przywódca i teoretyk prawosławnego nacjonalizmu, doradca państwowy Federacji Rosyjskiej 1. klasy, głosząc „ideę rosyjską”, pisze:

„Rosyjskie prawo organiczne tworzone jest przez dobro, a nie przez siłę (Nie w sile Bóg – a w prawdzie!) i nie przez wzajemną umowę egoistycznych interesów, nie przez przymus i paragraf. Takie prawo budowało siłę Rusi. Prawo – jako niezachwiany autorytet prawdy i słuszności, przy najmniejszej reglamentacji formalnej oraz przy największej organiczności i harmonijności – to specyficznie rosyjskie przeżywanie prawa. Prawa formalnego nie odbierano jako wartości, gdyż kryterium było odczuwanie prawdy, a nie prawa. Idea rosyjska była skierowana nie na tworzenie form prawnych, a na wychowanie takiej mentalności duchowej albo takiego charakteru duchowego, który mógłby obejść się bez zewnętrznej reglamentacji prawnej. W Rosji treść zawsze była ponad formą, sumienie ponad literą prawa, moralność ponad siłą, a siła ponad intrygą. W tym przejawiało się duże zaufanie do ludzi i mała sympatia do paragrafów. Stąd priorytet wewnętrznego autorytetu duchowego nad zewnętrznym autorytetem prawnym i racjonalistycznym. Życie zgodne z wiarą, a nie z obowiązkiem. Prawda jest ponad obowiązkiem, a obowiązek ponad prawem”.

Mamy tu do czynienia z kolejną próbą budowania państwa ideokratycznego (teokratycznego) i w takim kontekście nie dziwi propagowanie przez Aksiuczica średniowiecznej idei „Moskwy – Trzeciego Rzymu”:

„Rdzeniem idei rosyjskiej, skupiającym wszystkie jej znaczenia w jeden niepowtarzalny sens, jest koncepcja »Świętej Rusi«, »Moskwy – Trzeciego Rzymu«. »Święta Ruś« w idei rosyjskiej – to duchowy ideał królestwa prawdy i sprawiedliwości, miłości i dobra, wedle którego należy odbudowywać Ruś historyczną. Misją »Moskwy – Trzeciego Rzymu« jest obrona i zachowanie czystości Prawdy Bożej, niesienie jej wszystkim narodom”. Dziś od zwycięstwa idei rosyjskiej w sprowokowanej jakoby przez Zachód „wojnie domowej w południowo-zachodniej Rosji” zależy, zdaniem Aksiuczica, nie tylko byt narodu rosyjskiego, „broniącego się przed ukronazizmem”, lecz i los całej ludzkości. „To walka cywilizacji rosyjskiej z rusofobską ekspansją Zachodu, z diabelską otchłanią, to bitwa o przyszły porządek świata”.

Wyzwolić obywatela

Dla inteligencji rosyjskiej prawo było w zasadzie abstrakcją pozbawioną istotnego znaczenia i do prób rozważań nad praworządnością, konstytucjonalizmem itp. odnoszono się podejrzliwie, jako do tematów odwracających uwagę od spraw naprawdę znaczących. Żaden „postępowy” myśliciel rosyjski od Radiszczewa do Lenina nie zawracał sobie głowy problemami prawnymi. Wartość prawa dostrzegała jedynie garstka myślących „urzędników” carskich (Michaił Sperański, Michaił Pogodin, Borys Cziczerin, Piotr Stołypin).

W rosyjskiej świadomości nie wykształciła się do tej pory idea prawa niezależnego (tak od władzy państwowej, cerkiewnej, jak i od tzw. interesów klasowych czy interesów narodu). Nie wykształcił się również fenomen obywatela, przyniesiony Zachodowi przez rewolucje burżuazyjne – obywatela równego innym wobec prawa, niezależnie od jego narodowości, wyznania, pochodzenia społecznego, przynależności klasowej itp. W świadomości rosyjskiej wciąż przewagę nad jednostką-obywatelem zyskuje podmiot kolektywny.

Nacjonalizm rosyjski, tak zresztą jak i każdy inny, w tym polski, wciąż na dalszy plan spycha prawa jednostki-obywatela i uwypukla prawa narodu-kolektywu. O ile jednak nacjonalizm na Zachodzie napotyka poważną przeszkodę dla swojego rozwoju – świadomość prawną większości obywateli – o tyle nacjonalizm rosyjski ma otwarte pole do działania.

Bez wyzwolenia jednostki-obywatela w ramach prawa oraz bez świadomości potrzeby egzekwowania prawa nie jest możliwa polityczna, społeczna i ekonomiczna autonomia jednostki. Dopóki przeciętny Rosjanin nie dostrzeże konieczności zaistnienia w jego kraju „burżuazyjnego indywidualizmu”, dopóty Rosja nie ma szans na zbudowanie państwa prawa.

Normy nie wystarczą

Występuję tu jedynie jako historyk idei. Dlatego pominąłem zupełnie problem aktualnego prawodawstwa rosyjskiego, podkreśliłem natomiast problem świadomości potrzeby egzekwowania prawa. To, że w państwach postkomunistycznych uchwalane są normy prawne zgodne z prawami człowieka i innymi międzynarodowymi uregulowaniami prawnymi, absolutnie jeszcze nie świadczy o tym, że państwa te szybko staną się państwami prawa. To tylko początek bardzo długiej drogi, którą bez wątpienia szybciej przejdą te kraje, które w swej przedkomunistycznej historii zdały już wiele egzaminów z tradycji państwa praworządnego.

Prawo jest procesem (a nie tylko zbiorem zapisów na papierze), jest grą w rozwiązywanie konfliktów społecznych, której można się nauczyć tylko drogą przejmowania tradycji wielu pokoleń. Ani Rosja, ani większość innych państw postsowieckich w tej grze w zasadzie jeszcze udziału nie brały. A jak jest z prawem w Polsce – każdy widzi.

Autor jest historykiem idei, sowietologiem, tłumaczem, literaturoznawcą

Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji

Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: O jednego za mało, by przełamać impas
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: Wielkanoc zwalnianych
Opinie Ekonomiczne
Stanisław Gomułka: Jak zakończyć wojnę, jeśli nikt jej nie wygra
Opinie Prawne
Kardas, Gutowski: Jak zrobić z sądów odwoławczych sądy kapturowe
Opinie polityczno - społeczne
Mariusz Cieślik: Znachor polskiej duszy
Komentarze
Jerzy Haszczyński: Putin do Hagi, a co z Wołyniem?