Jedni wierzą w Boga, a drudzy w sprawiedliwość społeczną. Zresztą wierzący w Boga w sprawiedliwość społeczną też przeważnie wierzą. Odwrotnie zdarza się zdecydowanie rzadziej. Zwłaszcza, jeśli wiara w sprawiedliwość społeczną współwystępuje z przemożną wiarą w praworządność, rozumianą jako wyłączne prawo sędziów do wybierania sędziów.
Czytam słowa najwyraźniej zniesmaczonego obrońcy takiej praworządności, że „parafianie na widowisku pasyjnym w Strzegomiu” oglądali „oblane sztuczną krwią ciało aktora grającego Jezusa, biczowanie półnagiego mężczyzny czy ukrzyżowanie”. A „wśród widzów były dzieci”. Czyżby „demokratyczne państwo prawne urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej” miało zakazać takich widowisk? Albo odbierać prawa rodzicielskie tym, którzy pozwalają dzieciom „takie sceny” oglądać?
Jakoś mi nie szkodzi, że ktoś się farbą oblewa podczas jakiegoś widowiska. Bardziej mi szkodzi, jak ktoś mi pieniądze zabiera na organizowanie różnych widowisk. Np. takiego, gdzie „półnagi mężczyzna” schodzi z krzyża zrobionego z kanistrów i gwałci muzułmankę. Ale jak ktoś chce sobie je urządzać za swoje, jak parafianie w Strzegomiu, to proszę bardzo.
Czytaj więcej
Semana Santa jest najważniejszym świętem religijnym w całej Hiszpanii, ale nigdzie obchody Wielkiego Tygodnia nie są tak żarliwe i tak spektakularn...
Klasyczni liberałowie byli deistami. To pogląd, zgodnie z którym można racjonalnie uzasadnić istnienie Boga bezosobowego, będącego konstruktorem świata rozumianego jako pewien mechanizm oraz źródłem praw, według których on działa. Taki Bóg zegarmistrz. Nawet współcześni fizycy (z noblistami włącznie) tego nie wykluczają.
Ludzie chcą wierzyć, że ktoś nad nimi czuwa. Jedni wierzą, że Bóg, inni, że to rząd. Osobiście wolę Boga, którego złych działań jakoś nie doświadczyłem, w odróżnieniu od różnych złych działań różnych rządów. Nie mam zresztą problemów z większością przykazań: czcij ojca swego i matkę swoją, nie zabijaj, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu, nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest. Nawet z tym, żeby nie pożądać jego żony, nie mam problemu. U nas „na dzielni” obowiązywało przykazanie, że dziewczyny kumplowi się nie odbija, żeby samemu nie zostać obitym. Ale czy to nie jest niesprawiedliwe społecznie, że żony nie można, a w przypadku męża to już nie ma takiego zakazu? Czyżby Pan Bóg był lewakiem?
A co do przykazania „nie cudzołóż”, to można zastosować derywacyjną wykładnię prawa – jak w przypadku konstytucji, z której ma ponoć wynikać, że sędziów muszą wybierać sędziowie. Bo jak wskazują przedstawiciele doktryny: „gdy kobietę we własne łoże złożę, spokojny jestem, że nie cudzołożę” (Stanisław Jerzy Lec).