„Czy to jest normalne, że wszyscy krytykowali naukę zdalną – i słusznie – bo ona prowadziła do potężnych wypaczeń i absolutnej niesprawiedliwości, a teraz chwalą szkoły w tzw. chmurze, które powodują naukę zdalną nie na jakiś okres, ale permanentnie?”. Przemysławowi Czarnkowi udała się w tej wypowiedzi rzecz niezwykła. W jednym, nie bardzo nawet złożonym, zdaniu zdołał uchwycić całą istotę sporu o edukację domową. I to zarówno rację coraz chętniej korzystających z tej formy rodziców, jak i państwa, którego twarzą i ustami jest w tej sprawie minister edukacji.

Rzeczywiście, statystyki wskazują na znaczny wzrost liczby dzieci uczących się na stałe i z zasady w domach od czasu serii lockdownów paraliżujących przez dwa lata polską szkołę. W tym czasie trend mocno przyspieszył. Do edukacji domowej uciekano właśnie od nauczania zdalnego, które to formy zdają się w tej wypowiedzi nawet jeśli nie utożsamione, to co najmniej postawione obok siebie na równych prawach. Ale jak nie każdy facet z widłami to Posejdon, tak nie każda edukacja w domu jest edukacją domową, panie ministrze.

Wokół tej ostatniej wykształcił się w ciągu ostatnich kilkunastu lat cały ruch społeczny. Rodziny korzystające z tej formy łączą się w społeczności, organizują własne, oddolne zajęcia i wycieczki. Powstały czasopisma i wydawnictwa zajmujące się tworzeniem materiałów pomocniczych i edukacyjnych. Na tę formę decydują się ci rodzice, których sytuacja życiowa na to pozwala i którzy są przekonani, że ta właśnie formuła będzie dla ich dzieci najlepsza. Czy ma to cokolwiek wspólnego ze ślęczeniem uczniów przez cały dzień przed komputerem na mocy odgórnej i bezmyślnej decyzji ministerstwa?

I tu dochodzimy do faktycznych przyczyn niechęci państwa wobec edukatorów domowych. Reprezentują oni ruch, któremu udało się zrealizować „odwróconą zasadę pomocniczości”. W swoim właściwym znaczeniu oznacza ona wkraczanie przez państwo w te rejony i obszary, w których nie radzą sobie obywatele. W edukacji domowej jest na odwrót – to oddolny ruch społeczny zaczął realizować jeden z podstawowych obowiązków państwa tam, gdzie przestało ono dawać sobie radę. I na tym właśnie polega „problem z edukacją domową”.