Reklama

Michał Szułdrzyński: Czterodniowy eliksir młodości

PO może śmielej wejść na pole PiS i przełamać monopol na opowieść o polskiej transformacji.
Donald Tusk stara się pokazać, że lewica jest niepotrzebna, skoro PO jest w stanie wychodzić z propo

Donald Tusk stara się pokazać, że lewica jest niepotrzebna, skoro PO jest w stanie wychodzić z propozycjami progresywnej agendy

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Mało która zapowiedź z trwającej już na 100 proc. kampanii wyborczej wzbudziła takie emocje, jak propozycja Donalda Tuska, by wprowadzić czterodniowy tydzień pracy (choć zaznaczył, że chodzi na razie o pilotaż). PiS i wspierający go ekosystem medialny popełnili poważny błąd, ostro tę obietnicę krytykując, bo dzięki temu tylko nagłośnili ten koncept, który w efekcie dotarł do znacznie szerszego grona odbiorców.

Ta obietnica przebiła się znacznie lepiej niż ta dotycząca inflacji. Zapowiedź, że inflacja skończy się wraz z rządami PiS, jest bowiem cokolwiek populistyczna. Oczywiście prezes NBP Adam Glapiński jest wdzięcznym obiektem ataków dla opozycji, stąd bicie w niego oraz w obóz rządzący i obwinianie ich o inflację może przyczynić się do erozji poparcia dla PiS. Nawet nie chodzi o to, że dotychczasowi wyborcy swój głos przerzucą na Platformę Obywatelską, co raczej o to, że nie pójdą na wybory. Słabością tej taktyki jest jednak istnienie krajów, w których inflacja jest wyższa niż w Polsce (na przykład w państwach bałtyckich), choć nie ma tam Kaczyńskiego, co pokazuje ograniczenie politycznego wykorzystywania tematu inflacji, choć bez wątpienia to sprawa, która dziś Polaków najmocniej zajmuje.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama