Stosunki między Stolicą Apostolską a Kościołem w Polsce przeżywają okres zawirowań. Wydaje się, że naderwana została więź o ponad tysiącletniej historii, która szczególną pieczęć otrzymała wraz z wyborem Karola Wojtyły na następcę Piotra w 1978 roku.

Któż nie pamięta jego pierwszego przemówienia z balkonu błogosławieństwa watykańskiej bazyliki? „I oto najczcigodniejsi kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Wezwali go z kraju dalekiego… Dalekiego, ale zawsze tak bliskiego przez wspólnotę wiary i tradycji chrześcijańskiej”.

Liberałowie i hierarchowie

Teraz Rzym i Polska nie są tak blisko, a część polskich biskupów wielokrotnie wskazywała, jak ich stanowisko w sprawie rosyjskiej inwazji na Ukrainę różni się od stanowiska papieża. W prasie stopniowo nasilała się krytyka papieża Franciszka za jego rzekomą neutralność w wojnie między Rosją a Ukrainą oraz odmowę publicznego podania nazwy agresora. Powtarzały się apele tych środowisk katolickich, które w przeszłości wykorzystywały słowa Bergoglia, by wyrazić dezaprobatę dla polskiego rządu i biskupów, m.in. w sprawie migrantów.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Papież Franciszek nie jest z Zachodu

Czytając wypowiedzi niektórych liberalnych, proeuropejskich i proaborcyjnych komentatorów na temat straszliwej rosyjskiej inwazji, nie sposób odróżnić ich głosu od komentarzy hierarchii katolickiej. De facto część polskiego episkopatu, na ogół powściągliwa w wypowiedziach w mediach, skrytykowała ostatnio watykański Sekretariat Stanu za brak bliskości wobec ofiar konfliktu, insynuując, że jego symetryzm wynika z wzajemnego przenikania się personelu dyplomatycznego Stolicy Apostolskiej oraz kultury włoskiej i francuskiej, tradycyjnie sympatyzującej z Moskwą (a przyczyną tego sympatyzowania miałoby być to, że nie doświadczyły na własnej skórze komunistycznej dyktatury).

Jest to zaskakujące stanowisko, które ujawnia poważne niezrozumienie istoty Sekretariatu Stanu, uznawanego na sposób światowy za departament podobny do każdego innego ministerstwa z siedzibą w Rzymie czy Paryżu, albo think tank, który pozwala oddziaływać na siebie środowiskom akademickim tych krajów. Ale Sekretariat Stanu służy papieskiej misji, a jego kadry, „rekrutowane” z różnych kontynentów, są wyrazem powszechności Kościoła Katolickiego i jego centrum zarządzania, kurii rzymskiej, od czasów Pawła VI. Na szczycie ma także wielu prałatów z Europy Środkowo-Wschodniej.

Pomniejszył cierpienia Ukraińców?

Ewidentny jest głęboki niepokój, jaki odczuwa się nie tylko wśród biskupów, ale także wśród wiernych, nie mogących zrozumieć stanowiska papieża w czasach błyskawicznej informacji, co pozwala nam, za pomocą smartfona, wyrazić osąd aprobaty lub winy. A to daje możliwość komentowania i dyskutowania na dowolny temat, przedstawiając swoją opinię na tle opinii innych. To zglobalizowany świat mediów społecznościowych, który daje złudzenie uczestniczenia we wspaniałej historii z domowej kanapy.

Czytaj więcej

Paweł Łepkowski: Papież Franciszek potępia wojnę, ale jest przy tym wierny Ewangelii

Co do nastrojów antywatykańskich widocznych w polskim społeczeństwie i Kościele, należy zauważyć, że wojna, ze swoim przewrotnym mechanizmem propagandowym, zachęca nas do opowiedzenia się po jednej lub drugiej stronie, upraszczając opinie, czyniąc podejrzanymi wszelkie głosy, jakie wydają się niezgodne z naszymi i budząc wątpliwości zgodnie z zasadą: „kto nie jest z nami” jest zdrajcą lub naiwnym, który nieświadomie wpadł w sieć wroga.

W Polsce Franciszek jest krytykowany za to, że nie potępił po nazwisku Putina, tak jakby Watykan był sądem, i że nie pobłogosławił wysyłania broni zaatakowanym. Nieistotne okazały się liczne interwencje na rzecz ofiar wojny; papież wyraził także wdzięczność za „otwarte drzwi i hojne serca” Polakom przyjmującym miliony ukraińskich uchodźców. Wreszcie w orędziu wielkanocnym Urbi et Orbi apelował o „pokój dla udręczonej Ukrainy, tak ciężko doświadczonej przemocą i zniszczeniami okrutnej, bezsensownie rozpętanej wojny, w którą została wciągnięta”, zapewniając, że nosi „w sercu wszystkie ukraińskie ofiary”. Czyż pomniejszył cierpienie tego narodu, nazywając paciorkami bolesnego różańca inne kraje targane konfliktami, czasami trwającymi dziesiątki lat, takie jak Syria, Irak, Afganistan czy Demokratyczna Republika Konga?

Nie zapomnieć Wyszyńskiego

Jak zauważył jezuita Antonio Spadaro, „dyplomacja Stolicy Apostolskiej zszywa, nie odcina”, generując w ten sposób „fałszywe postrzeganie »neutralizmu« ze strony papieża, który wie, że przemoc rodzi przemoc”. W tym sensie Watykan jest wierny swojej tysiącletniej praktyce. Praktyce dobrze znanej także w Polsce, gdzie wiele lat przed podjęciem przez Rzym decyzji o dialogu z krajami Wschodu potrzebę znalezienia modus vivendi z komunistami zrozumiał kard. Stefan Wyszyński. Choć Prymas Tysiąclecia został niedawno beatyfikowany, grozi nam rozwodnienie jego przesłania i zapomnienie o jego historycznym znaczeniu.

„Kościół zawsze rozmawiał z każdym państwem, które chciało z nim rozmawiać. Rozmawia więc w Polsce i z państwem komunistycznym” – zwierzył się młody prymas członkowi sekretariatu PZPR w 1950 r., w przededniu porozumienia episkopatu z rządem PRL, które tak bardzo zasmuciło Piusa XII.

W Rzymie sytuacja zmieniła się wraz z pontyfikatem Jana XXIII, który w czasie jednego z pierwszych spotkań z Wyszyńskim stwierdził, że Kościół musi prowadzić dialog ze wszystkimi, bo jest „uniwersalny, nie polityczny ani tym bardziej nie jest stronniczy”. Ten sam Wyszyński, w czasie jednej z kongregacji kardynałów na konklawe, które wybrało Pawła VI, bronił Jana XXIII przed oskarżeniami o skompromitowanie Kościoła przez spotkanie w Rzymie z zięciem Chruszczowa Aleksiejem Adżubejem: „Jak można oskarżać papieża, który przyjął człowieka z Rosji, powodowany racjami humanistycznymi, podczas gdy cały świat utrzymuje z Rosją stosunki gospodarcze”.

To ten sam Wyszyński, który w rozważaniach na temat „Ojcze nasz”, kreślonych w Laskach w 1944 r. podczas powstania warszawskiego, wzywał nas do modlitwy m.in. „o zbliżenie narodów i ludów”, abyśmy „stanęli w obliczu całej rodziny ludzkiej, w perspektywie powszechnego braterstwa”. Słowa, które należy odkryć na nowo, nie tylko ze względu na wielką harmonię z magisterium papieża Franciszka, ale także dlatego, że przynoszą przebłysk światła w tak mrocznych czasach.

Świadectwo męczenników

To samo odczułem, gdy ponownie przeczytałem słowa Omeljana Kovča, ukraińskiego księdza greckokatolickiego, męczennika z Majdanka: „Tu jesteśmy wszyscy tacy sami: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Rosjanie, Litwini. Tutaj widzę Boga, który jest jeden dla wszystkich. Być może nasze kościoły są różne, ale kieruje nimi ten sam Wielki i Wszechmogący Bóg”. Jego ikona jest przechowywana w bazylice Świętego Bartłomieja na Wyspie, Sanktuarium Męczenników XX wieku powierzonym przez Jana Pawła II Wspólnocie Sant'Egidio, obok relikwii Polaków, Rosjan i Niemców. Ekumenizm męczenników jest najbardziej przekonujący, powtarzał Wojtyła, który uważał się za ocalałego „w wielkim i straszliwym theatrum drugiej wojny światowej”. Świadectwem męczenników, począwszy od apostoła Piotra, mierzy się wierność świętemu Kościołowi Katolickiemu, jak zauważył papież Franciszek, wygłaszając ważne i ciepłe przemówienie do pielgrzymów archidiecezji łódzkiej, którym podziękował „za pragnienie spotkania się z papieżem; za liczne, różnorodne i radosne towarzystwo; za otwartość na nauczanie papieża”. Również dzięki Kościołowi, który strzeże swojej jedności, można sobie wyobrazić pokojową przyszłość wielu ofiar tej absurdalnej wojny: niewinnych ukraińskich dzieci i kobiet ukrywających się przed bombardowaniami, milionów uchodźców, ale także młodych rosyjskich żołnierzy, wciągniętych nie w operację specjalną, ale w „przygodę bez powrotu”, jak polski papież określał wojnę.

Massimiliano Signifredi – jest historykiem, autorem książki „Jan Paweł II i koniec komunizmu”; działa we Wspólnocie Sant’Egidio Polska

Tytuł i śródtytuły od redakcji