Takiego zwulgaryzowania debaty publicznej – jeśli tu w ogóle o debacie można mówić – jak w przypadku strategii walki z epidemią nie było nigdy lub przynajmniej od dawna. Frakcja sanitarystyczna (sanitaryzm można zdefiniować jako przekonanie, że praktycznie wszystkie dziedziny życia, w tym podstawowe prawa i wolności obywatelskie, można i należy podporządkować zdrowiu publicznemu i walce z Covid-19) wydaje się coraz mniej zdolna do podjęcia jakiejkolwiek rozmowy z ludźmi o odmiennym poglądzie.

Świadectwa pogardy dla obywateli

Spór zostaje sprowadzony do groteskowej postaci: „oświeceni" zwolennicy faktycznego przymusu szczepień, wprowadzenia segregacji sanitarnej oraz kontynuowania polityki lockdownów kontra „antyszczepionkowcy" i „foliarze". Albo jest to przejaw jakichś nieprawdopodobnych kompleksów i świadomości słabości własnych argumentów, albo autentycznej histerii.

Czytaj więcej

Bruksela, protest przeciw ograniczeniom praw obywatelskich wprowadzanym przez władze w związku z kor
Bruksela: Protest przeciw covidowej polityce władz. Doszło do zamieszek

W większości państw Europy, które poszły drogą segregacji i ograniczania praw części obywateli oraz zamykania kraju, zdarzają się momentami naprawdę gwałtowne protesty. Już samo to – widomy wyraz niezgody znacznej części obywateli na taką politykę – powinno skłonić decydentów do refleksji i rewizji linii, a przynajmniej podjęcia dyskusji. Zamiast tego premier Holandii Mark Rutte nazywa protestujących w Rotterdamie „idiotami". Trudno o wyraźniejsze świadectwo pogardy dla dużej grupy własnych obywateli. W podobnym tonie wypowiada się wielu europejskich polityków.

Armatki wodne zamiast argumentów

Trzeba zatem przypominać, że nie jest to jakiś komiksowy spór „nauki" z „ciemnotą". To jeden z najpoważniejszych we współczesnej historii sporów o kwestie absolutnie fundamentalne. A więc o zakres interwencji państwa, o to, jak dalece wolności obywateli i ich indywidualne decyzje mogą być podporządkowane rzekomemu dobru wspólnemu, a także o to, czy zdrowiu publicznemu – w szczególności w przypadku tak wszechogarniającego zjawiska jak covid – można podporządkować wszystkie inne dziedziny życia. To powinna być bardzo poważna dyskusja. Zamiast tego mamy jednak wyzwiska, a w dużej części Europy – armatki wodne i policyjne pałki zamiast argumentów.

Czytaj więcej

Rotterdam, protest przeciw zaostrzaniu polityki związanej w koronawirusem
Holandia: Protest przeciw lockdownowi i zamieszki. Policja otworzyła ogień, są ranni

Nieco już zapomniane są głosy między innymi francuskich intelektualistów, którzy wiosną tego roku wskazywali na zagrożenia wynikające z sanitaryzmu. Pisałem wówczas w „Rzeczpospolitej" o głosach m.in. chrześcijańskiej filozof Chantal Delsol czy lewicowca Bernarda-Henriego Lévy'ego.

Z kolei w radiu Europe1 filozof również o lewicowych poglądach, André Comte-Sponville, wywodził: „Czy w Ewangelii jest napisane: »Miłujcie zdrowie swoje jak Bóg umiłował swoje«? Nie, jest napisane: »Miłujcie siebie nawzajem jak Bóg was umiłował«! Nasza dewiza to nie »Zdrowie, równość, braterstwo«, tylko »Wolność, równość, braterstwo«! Nie jestem w naszym kraju jedynym, który uważa, że wolność jest wartością ważniejszą niż zdrowie" (żeby było zabawniej, Comte-Sponville jest ateistą).

Zastanawiam się, czy nasi rodzimi sanitaryści, czytając te słowa i nie wiedząc, kto je wypowiedział, nazwaliby z automatu wypowiadającego je „foliarzem".

Autor jest publicystą tygodnika „Do Rzeczy".