Nie będę kpił z Rafała Ziemkiewicza. Choć to najłatwiejsze. Można na przykład spytać wybitnego publicystę prawicy i zajadłego krytyka lewackiego Zachodu, dlaczego wysyła dziecko na studia nad Tamizę, skoro jest tyle fajnych miejsc na uczelni ojca Rydzyka w Toruniu albo na KUL-u? Naraża przez to progeniturę na ryzyko intelektualnego zaczadzenia. Wszak na Oksfordzie do dziś można się natknąć na ducha śp. Leszka Kołakowskiego, spotkać Jana Zielonkę czy – nie daj Boże – Żakowskiego (sam go tam widziałem ze dwa razy). I fakt, że córka ma tam studiować biochemię, przed niczym nie chroni. Na Oksfordzie lewactwo czai się wszędzie.