Ziemkiewicz, publicysta tygodnika "Do Rzeczy", który tę informację podał, został zatrzymany przy przejściu granicznym.

Służby przepuściły córkę i żonę Ziemkiewicza. Jego samego zaprowadzono do pomieszczenia, gdzie wykonano jego zdjęcia i pobrano odciski palców.

Publicyście odebrano dokumenty i telefon, oraz leki, które miał przy sobie.

Rzecznik MSZ Łukasz Jasina poinformował, że służby konsularne zajęły się już zatrzymaniem Ziemkiewicza i są z nim w kontakcie.

Wieczorem Jasina poinformował w mediach społecznościowych, że Ziemkiewicz jest wolny i czeka na samolot do Warszawy.

Portal TVP z kolei informuje nieoficjalnie, że brytyjskie służby postawiły publicyście ultimatum: albo dalsze przesłuchanie, albo natychmiastowe opuszczenie Wysp.

Rafał Ziemkiewicz już przed laty był osobą niemile widzianą w Wielkiej Brytanii. W lutym 2018 roku posłanka Partii Pracy Rupa Huq zwróciła się do brytyjskiego MSZ, by Ziemkiewicza nie wpuszczono na Wyspy.

Publicysta miał tam przemawiać na imprezach w Bristolu i w Cambridge.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Czytaj więcej

Posłanka Partii Pracy: Zakazać wjazdu Ziemkiewiczowi do Wielkiej Brytanii

" Obecność Ziemkiewicza w naszym kraju nie sprzyja dobrym relacjom między przedstawicielami różnych ras w Wielkiej Brytanii. Podobnie jak apelowałam o niewpuszczanie do Wielkiej Brytanii Donalda Trumpa, tak też nie widzę tu miejsca dla Rafała Ziemkiewicza" - argumentowała wówczas posłanka. 

Zienkiewicz zażądał wówczas przeprosin.

Czytaj więcej

"Zakazać wjazdu Ziemkiewiczowi". Publicysta żąda przeprosin

"Rozumiem, że ten brudny atak na moją osobę to część budowania stereotypu Polaków będących urodzonymi rasistami, tylko dlatego, że pochodzą z katolickiej, "ciemnej" Polski" - napisał wówczas.