Lubią państwo oglądać kluczowe momenty meczu w zwolnionym tempie? Podczas niedawnej wizyty Donalda Tuska w Niemczech jedną z najbardziej obiecujących akcji miała być propozycja zastąpienia „widocznego znaku wypędzeń” w Berlinie wspólnym muzeum II wojny światowej w Gdańsku. Warto się przyjrzeć tej jednej akcji w zwolnionym tempie, aby lepiej zrozumieć, co nas dzieli w relacjach z niemieckim sąsiadem.
Nowy premier słusznie mógł liczyć na to, że po dwóch latach ochłodzenia Niemcy będą skłonne do przyjaznego gestu. Spośród wszystkich konfliktów polsko-niemieckich – takich jak spór o rurę i o roszczenia majątkowe obywateli RFN – najłatwiejsza do osiągnięcia wydawała się kwestia upamiętnienia wysiedlonych. Tuskowi mogło się wydawać, że odwlekanie oficjalnego ogłoszenia przez Angelę Merkel kształtu „widocznego znaku” oznacza, że pani kanclerz nie wyklucza umiędzynarodowienia projektu. Po wyborach do Niemiec udał się jako osobisty przedstawiciel Tuska Władysław Bartoszewski. Media donosiły, że senior polskiej dyplomacji skłonił sąsiadów do odłożenia prezentacji koncepcji „znaku” do momentu wizyty nowego premiera.