W Polsce walka z korupcją polega głównie na słowach. Czym jest korupcja? Psuciem państwa. Nie ma polityka, który nie deklarowałby się jako państwowiec. Największa trudność pojawia się jednak wtedy, gdy trzeba przejść od słów do czynów.

Afera sopocka pokazuje, że postawa środowiska PO pozostawia wiele do życzenia. Wykluczenie z Platformy Sławomira Julkego, człowieka, który poinformował organa ścigania i opinię publiczną o patologii w Trójmieście, przy jednoczesnym podjęciu aktywnej obrony osoby podejrzanej o przestępstwa korupcyjne, musi zaskakiwać. Prezydent Sopotu Jacek Karnowski może być niewinny, ale od ustalenia jego odpowiedzialności są organa ścigania i wymiar sprawiedliwości, a nie polityczni sojusznicy.

Wpisuje się to zresztą w ogólnopolski problem ograniczonej przejrzystości administracji samorządowej.

Szczególnie widoczne jest to w niektórych wielkich miastach. Ustawianie przetargów czy omijanie procedur przetargowych nie należy do rzadkości. Niewątpliwie odbudowa etyki zawodowej w administracji publicznej jest jednym z najpilniejszych zadań obecnego rządu.

Innym problemem jest zamęt pojęciowy. W środowisku prawniczym pokutuje przekonanie, że niechybność kary jest ważniejsza od jej surowości. W przypadku przestępstw korupcyjnych wykrycie sprawców jest szczególnie trudne. Co więcej, są to przestępstwa białych kołnierzyków, a więc ludzi na ogół wykształconych, na stosunkowo wysokich stanowiskach – i popełniane z wyrachowania.

Kalkulacja kosztów i korzyści rozstrzyga często o zaangażowaniu się w działania korupcyjne. Już Platon proponował możliwie najsurowsze karanie tego rodzaju przestępstw. Ma to sens nie tylko jako narzędzie odstraszania.

Wysokie kary za korupcję, jak pokazuje przykład Ameryki, zwiększają motywację osób przyłapanych na tym przestępstwie do współpracy z wymiarem sprawiedliwości.

Lew Rywin byłby pewnie bardziej skłonny do zeznawania, gdyby zamiast parunastu miesięcy więzienia groziło mu kilka lat.

W dobrym tonie jest też krytykowanie na każdym kroku tzw. prowokacji policyjnych, czyli zakupów kontrolowanych. Nasze prawnicze autorytety od lat powtarzają pseudohumanitarne komunały, nie zważając na to, że ofiarą tych fałszywych teorii pada społeczeństwo.

Istnieją dwa główne modele walki z korupcją. Pierwszy koncentruje się na ściganiu, drugi – zapobieganiu. Pierwszy model jest łatwiejszy i bardziej spektakularny. Wymachiwanie kijem tworzy natychmiastowy efekt medialny. Prewencja wymaga zaś żmudnej pracy, ale daje efekt długofalowy.Koalicja pod przewodem PiS dość konsekwentnie stosowała pierwszy model. Przy selekcji własnych kandydatów na najwyższe urzędy państwowe wykazywała znacznie mniejszą staranność niż przy ocenie wybrańców innych partii. Ówczesny szef MSWiA Janusz Kaczmarek nie jest jedynym przykładem. PO opowiedziała się za modelem drugim. Politycy tej partii mają z pewnością w pamięci etykietę liberałów-aferałów z czasu Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Stąd ich duża werbalna aktywność na polu polityki antykorupcyjnej. Realne dokonania w tym zakresie ograniczają się jednak głównie do medialnych występów Julii Pitery wypowiadającej wiele ostrych słów, za którymi nie idą czyny. Pani minister ośmieszyła się też sprawą swojego utajnionego, niezgodnie z prawem, raportu dotyczącego rzekomych nieprawidłowości w CBA.

Utworzenie Centralnego Biura Antykorupcyjnego było zresztą słusznym posunięciem, lecz wprowadzonym w sposób bałaganiarski. Nie mam większych zastrzeżeń do sposobu kierowania nim przez Mariusza Kamińskiego. Należy jednak wzmocnić ten urząd przez uniezależnienie go od bieżących interesów politycznych. Szefa CBA nie powinien powoływać premier, jak ma to miejsce obecnie, lecz np. prezydent w porozumieniu z parlamentem. Powinno to być stanowisko zajmowane kadencyjnie.

Wbrew dominującej tendencji jestem też skłonny uznać pewne zasługi Zbigniewa Ziobry w dziedzinie walki z korupcją. W istocie był to pierwszy minister, który próbował usprawnić wymiar sprawiedliwości i nadać większą dynamikę walce z przestępczością. Największym wrogiem Ziobry jest jednak jego nadmierna ambicja i nieopanowane „parcie na szkło”, co zaowocowało niepotrzebnymi wpadkami w rodzaju konferencji w sprawie Mirosława G. W konsekwencji Ziobro spotyka się z ostracyzmem środowiska prawniczego.

Aby walka z korupcją była rzeczywiście skuteczna, trzeba zastosować jednocześnie dwa modele. Naszym głównym problemem jest dziś zepsute państwo, którym rządzą korupcjogenne mechanizmy. Potrzeba więc gruntownej naprawy Rzeczypospolitej.

Realne dokonania PO w zakresie walki z korupcją ograniczają się głównie do medialnych występów Julii Pitery wypowiadającej wiele ostrych słów, za którymi nie idą czyny

W pierwszej kolejności należy ograniczyć wpływy partii politycznych na administrację publiczną. Obecnie administracja pozostaje w znacznej mierze łupem kolejnych zwycięskich koalicji rządowych, które stanowiskami nagradzają działaczy partyjnych. To musi rodzić korupcję. Konieczne jest wzmocnienie obiektywnych, profesjonalnych kryteriów przy obsadzaniu stanowisk urzędniczych kosztem nepotyzmu i kryteriów politycznych.Polskie prawodawstwo jest niespójne, niejasne, a mało przejrzysty proces legislacyjny poddany jest oddziaływaniu patologicznych interesów zarówno wewnątrz struktur państwa, jak i wobec niego zewnętrznych. Bez wzmocnienia merytorycznego i politycznego nadzoru nad całością procesu legislacyjnego nie poprawi się jakości systemu prawnego w Polsce. W zakresie korupcjogennych aspektów istniejącego prawa szczególną rolę doradczą powinno mieć CBA, co wymagałoby rozszerzenia jego kompetencji.Niezbędna jest reforma wymiaru sprawiedliwości. Minister Zbigniew Ćwiąkalski koncentruje się na potrzebie rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Na dłuższą metę to słuszne rozwiązanie. Obserwując jednak demoralizację środowiska prawniczego i skoncentrowanie się tej korporacji na obronie własnych interesów kosztem interesu publicznego, uważam, że pilniejszym zadaniem jest odbudowa etyki zawodowej tej grupy.

Niewiele jest krajów na świecie, gdzie immunitety sędziów i prokuratorów byłyby tak szerokie, a kompetencje korporacji zawodowych tak rozbudowane. Dopóki to się radykalnie nie zmieni, dopóty instytucjonalne zmiany proponowane przez PO będą przelewaniem z pustego w próżne.

Często słyszy się, że źródłem korupcji jest społeczeństwo i jego zła kondycja moralna, a zatem nacisk należy położyć na edukację etyczną narodu. Uważam, że jest odwrotnie: źródłem korupcji są źle zaprojektowane i funkcjonujące instytucje publiczne. Dopóki tego się nie zmieni, dopóty żadna działalność edukacyjna nie przyniesie rezultatów.Walka z korupcją wymaga mądrej strategii i politycznej determinacji. Rząd Donalda Tuska jest wciąż na etapie zapewniania o swojej dobrej woli.

Antoni Z. Kamiński jest kierownikiem Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych PAN, byłym prezesem Transparency International – Polska