W licznych sylwetkach, jakie zamieściły media po wyborze Martina Schulza na szefa europarlamentu, przewijały się dwa słowa: "wyrazisty" i "zadziorny". Dziennikarze używali ich raczej w pozytywnym kontekście, chcąc pokazać, jak barwną postacią jest niemiecki polityk. Czy słusznie?
Portal Deutsche Welle nazwał go "zadziornym Europejczykiem" a "Gazeta Wyborcza" oględnie wspomniała, że "nowy przewodniczący jest znany z ostrego artykułowania swych poglądów". Schulz otwarcie przyznaje, że "ma inny charakter niż Buzek, co najpewniej zapowiada mniej koncyliacyjny sposób sprawowania urzędu" – pisała "GW". Portal Onet w dobrotliwym tonie wspomniał, że: "dotychczasowy lider frakcji socjaldemokratów w Parlamencie Europejskim znany jest ze swojej zadziorności i talentu retorycznego. Jego niewyparzony język kochają zwłaszcza media". Równie wyrozumiały zdawał się portal tvn24: "Wybuchowy i skłonny do złośliwości oraz ciętych ripost, charyzmatyczny i wyrazisty (...) Ta daleko posunięta wyrazistość spowodowała, że socjaldemokrata wielokrotnie narażał się politykom z różnych krajów".