Zgodnie z dokumentem opublikowanym na portalu informacji prawnej Kremla, baza danych będzie zawierać informacje o identyfikatorach urządzeń użytkowników „dozwolonych i zabronionych” do użytku w Rosji. Baza będzie uzupełniana przez operatorów telekomunikacyjnych i organy wyznaczone przez rząd, a jej wejście w życie planowane jest na 1 marca 2027 roku.

Czytaj więcej

Masowa blokada internetu w Rosji. Paweł Durow rzuca wyzwanie Putinowi

Inwigilacja jako ochrona

Unikalne numery smartfonów i tabletów zostaną przypisane do kart SIM, a urządzenia, które nie przejdą procesu identyfikacji, zostaną odłączone od sieci. „Konkretny numer IMEI będzie zawarty w umowie abonenta. Co to oznacza z perspektywy posiadacza telefonu? Całkowitą inwigilację i utratę prywatności. Włożenie karty SIM do urządzenia, którego numer IMEI nie został określony w umowie, będzie niewykonalne.

To FSB zażądała utworzenia takiej bazy danych. Po co? Oficjalnie, aby zwiększyć skuteczność działań dochodzeniowych i „zapobiegać nielegalnej działalności”. Formalnie poprawka została uwzględniona w pakiecie ustaw „Antifraud-2”, którego deklarowanym celem jest ochrona Rosjan przed oszustami.

Kiedy o tym czytam, wiem, że to powrót do tego, co w Rosji niezależnie od jej oficjalnej nazwy – carska, sowiecka i federacyjna – już było i bez czego rządzący w tym kraju nie potrafią normalnie funkcjonować. Totalna inwigilacja nie została stworzona przez Stalina. Wywodzi się z czasów carskich, a nakręca ją strach kolejnych rosyjskich dworów przed utratą władzy i gniewem ludu.

Czytaj więcej

Kreml zabiera Rosjanom WhatsApp

Na saksy do Moskwy

Otwiera mi się karta z mojej rosyjskiej przeszłości. Stoję na ulicy Gorkiego (teraz Twerska) – głównej, reprezentacyjnej arterii Moskwy. To Rosja schyłkowego Breżniewa. Czasy bez telefonów komórkowych, internetu. Czasy, w których komputery miały rozmiary szaf na ubrania, a programy pisało się na kartach perforowanych. W ręku ściskam kartkę papieru, na której mój dziadek napisał moskiewski adres swojej siostry.

Problem w tym, że to adres sprzed blisko 30 lat. Wtedy po raz ostatni dziadek miał kontakt z siostrą. Rozdzieleni zostali tuż przed rosyjską rewolucją, kiedy ich rodzice, a moi pradziadowie, którzy z Litwy pojechali do Moskwy za chlebem, tragicznie zmarli. Prababka na suchoty po latach harówki w zakładach włókienniczych, a pradziada, niczym w „Ziemi obiecanej” Reymonta, wciągnęła maszyna w zakładach metalowych im. Curzona.

Pozostawili czwórkę dzieci. Dwóch chłopców, w tym mojego dziadka, przygarnęła rodzina na Litwie. Dwóch dziewczynek – nikt nie chciał. Trafiły do rosyjskiego sierocińca, przeszły ciężką drogę milionów rosyjskich sierot. Dziadek odnalazł swoje siostry po drugiej wojnie, przez Czerwony Krzyż. Trochę pisali, ale po 1956 r. kontakt znów się urwał.

Moje studia na moskiewskiej politechnice, stały się dla dziadka okazją do ponownego odnalezienia siostry. Dlatego dał mi kartkę ze starym adresem. W czasach sowieckich – bez IT, komputerów, smartfonów i sztucznej inteligencji – odnalezienie kogoś mając tylko bardzo stary adres zajmowało tyle, co jeden stacjonarny telefon – minutę. Jak to było możliwe?

Czytaj więcej

Wielki Brat wrócił do Rosji. Sięga po dane bankowe i paszportowe

Nowy adres w minutę 

Na ulicy Gorkiego stanęłam nie przez przypadek. Tutaj znajdowały się tzw. Sprawki. Były to budki rozmieszczone co kilometr, dwa na głównych ulicach Moskwy. W każdej budce siedziała jedna, zazwyczaj dobrze odżywiona baba i stał jeden, zazwyczaj szarego koloru, aparat telefoniczny – taki plastikowy z okrągłą tarczą cyfrową.

Podeszłam do budki, powiedziałam babie kogo szukam, pokazałam kartę z adresem, którą dał mi dziadek. „Poczekajcie” – burknęła baba, podniosła słuchawkę, wykręciła numer tak, bym nie widziała go dokładnie. Gdy ktoś odebrał, podała posiadany przez mnie adres. I zapisała nowy, który podyktował jej głos w słuchawce. Wszystko trwało minutę czy dwie. Wzięłam kartkę z aktualnym adresem i za tydzień odwiedziłam odnalezioną siostrę dziadka. A potem i dziadek przyjechał do Moskwy na spotkanie z siostrami, których nie widział ponad 60 lat. Scena na Dworcu Białoruskim była jak w filmie.

Czym były Sprawki? Końcówkami centrali KGB rozsianymi po całej Moskwie. Pracownice łączyły się z centralą, gdzie były pełne dane wszystkich obywateli ZSRR. System funkcjonował bardzo sprawnie. Tak będzie i teraz w Rosji XXI wieku. Z jedną różnicą. Sprawek w Moskwie już nie ma.