Gdy piszę te słowa, w radiu, TV, internecie słowo „dziecko” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Można wręcz odnieść wrażenie, że im mniej rodzi się młodych Polaków, tym huczniej nasz kraj obchodzi „Dzień dziecka”. Dane płynące z GUS są dramatyczne – w ub.r. urodziło się 238 tys. dzieci, 131 tys. mniej niż 10 lat temu i 309 tys. mniej niż w 1990 r. Jeszcze chwila, a dziecko stanie się zjawiskiem równie rzadkim jak piątka w totka.

Czytaj więcej

15 tys. dzieci z programu in vitro. Tusk: To ważne z punktu widzenia państwa

I to wszystko w kraju, który w wydatkach na benefity wspomagające demografię – od 800+ poprzez ulgi podatkowe „na dzieci” i dłuższe urlopy rodzicielskie – jest w europejskiej czołówce. Ale powstrzymanie demograficznego upadku to nie tylko u nas mission impossible – im bardziej rozwinięty kraj, tym większy to problem.

Mniej spotkań to mniej relacji romatycznych

Trwa więc poszukiwanie winnych. Niedawno „Financial Times” wskazał na… smartfony. Brzmi absurdalnie, ale opisany przez brytyjski dziennik ciąg przyczynowo-skutkowy jest logiczny i nieźle udokumentowany badaniami. Dzieci rodzi się mniej, nie dlatego, że kobiety w ogóle nie chcą ich mieć, ale dlatego, że młodzi ludzie rzadziej łączą się w pary. To z kolei efekt mniejszej ilości czasu poświęcanego na spotkania z innymi osobami „w realu”. A im mniej tych spotkań, tym mniejsze szanse na nawiązanie romantycznej relacji i znalezienie tej drugiej połówki.

Tej luki nie zapełnią serwisy (anty)społecznościowe – ich manipulatorskie algorytmy nastawione są na wzmacnianie kontrowersji i skłócanie ludzi. Smartfon daje nam już tylko złudzenie relacji z innymi ludźmi i po prostu je zastępuje. Jadąc rano do pracy rozejrzyjmy się po tramwaju czy metrze. Ilu ludzi ze sobą rozmawia? Ilu wymienia choć spojrzenie? Milczący tłum, z oczami utkwionymi w modlitewnikach małych ekranów.

Serwis randkowy nie pomoże

Języki rozwiązują się w czasie przerwy na śniadanie czy lunch w biurowej kantynie, ale tu szanse młodych ludzi na znalezienie drugiej połówki zmalały w ostatnich dekadach, skoro panie są na ogół lepiej wykształcone od panów i przekłada się to na miejsca pracy w korporacjach. Widać dwukrotną przewagę liczebną, gdy przed godziną 9.00 rano z mojej stacji metra tłum podąża do siedzib korporacji kobiet wokół Ronda Daszyńskiego.

Tej luki w kontaktach nie zapełnią swatki, bo w Polsce ich nie ma, ani serwisy randkowe. Te nie dążą przecież do łączenia szczęśliwych par, bo wtedy traciłyby użytkowników. W ich interesie jest podsuwanie kolejnych propozycji jeszcze bardziej atrakcyjnych od osób właśnie poznanych.

By postawić kropkę nad „i”, „FT” pokazał korelację między spadkiem dzietności a rozpowszechnieniem smartfonów w różnych krajach. Niektórzy ekonomiści tę korelację kwestionują, mniej trudno podważyć fakt, że wpatrzeni w szklane tabliczki smartfonów i oddzieleni dżunglą bitów, coraz bardziej oddalamy się od siebie. A bez bliskości nie ma dzieci.