Reklama

Krzysztof Adam Kowalczyk: Krótszy tydzień pracy, czyli koniec kultury zapieprzu

Czterodniowy tydzień pracy jest możliwy. W dłuższym horyzoncie czasowym. Pomoże technologia i wzrost gospodarczy, pod który fundamenty kładliśmy, harując w latach 90.
Krzysztof Adam Kowalczyk: Krótszy tydzień pracy, czyli koniec kultury zapieprzu

Foto: Adobe Stock

Dawno, dawno temu, ale nie za górami i lasami, tylko w centrum stolicy, pracowałem w firmie, która działała siedem dni w tygodniu. I nie była to elektrownia czy zajezdnia tramwajowa. Nazywała się „Życie Warszawy”. W pierwszej połowie lat 90. ówczesny, pochodzący z dalekiej Sardynii wydawca podjął eksperyment wydawania gazety nie tylko od poniedziałku do soboty, jak wszyscy inni wydawcy, ale także w niedzielę. Nie, nie pracowaliśmy siedem dni w tygodniu, jakoś podzieliliśmy się dyżurami, ale czas pracy mocno przekraczał ustawowe 40 godzin tygodniowo.

Jakie były motywacje pracowników w latach 90.

Ktoś powie: kultura zapieprzu, ale nas, dziennikarzy, napędzał młodzieńczy entuzjazm pierwszych lat przemian i poczucie, że jesteśmy blisko, na wyciągnięcie ręki, wydarzeń kształtujących oblicze Polski na lata naprzód. W innych firmach, np. produkcyjnych czy usługowych, motywacje pracowników pewnie były inne, bardzo różne – od przekonania, że to właśnie niepowtarzalny moment na podbijanie dzikich pól szybko rosnącego rynku, po zwykły strach przed utratą pracy i 20-procentowym bezrobociem.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Polacy za biedni na czterodniowy tydzień pracy? Obawy firm

Pro

Polska stała się krajem zamożnym, bo gospodarka urosła

Piszę to wcale nie po to, by po dziadersku wytykać młodemu pokoleniu, że się leni, marząc o lepszym – jak nazywa się to z angielska – work-life balance, i nie chce harować od świtu do nocy. Piszę, by zobrazować, jak bardzo zmienił się od lat 90. rynek pracy. I nie tylko on – Polska była wówczas krajem, który dopiero co wyrwał się z kajdan realnego socjalizmu duszącego inicjatywę prywatną. Państwem, który dzięki wspaniałomyślności wierzycieli i cięciu długu o połowę zaczął wychodzić ze stanu bankructwa.

Dzisiaj, jakkolwiek sami o tym byśmy nie myśleli, jesteśmy krajem dość zamożnym, aspirującym do czołówki dochodowej Europy. I to krajem błyskawicznie starzejącym się, skoro z rynku pracy odchodzi co roku 100 tysięcy osób.

Reklama
Reklama

Firmy muszą coraz bardziej konkurować o pracowników

Sprawia to, że pracodawcy muszą konkurować o nowych pracowników. Jednocześnie automatyzacja i wchodząca na rynek sztuczna inteligencja zwiększają wydajność naszej pracy. A to oznacza, jak wynika z głosów dominujących w panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”, że w ciągu 15 lat jest szansa na czterodniowy tydzień pracy w Polsce, o którym marzy nie tylko pokolenie Z.

Takiego skrócenia czasu pracy oczywiście nie da się zadekretować z dnia na dzień, choćby dlatego, że oznaczałoby zwiększenie zatrudnienia we wszelkich działach o ruchu ciągłym, jak energetyka, szpitale czy transport publiczny.

Czterodniowy tydzień pracy będzie wabikiem dla nowych pracowników

Jednak przypuszczam, że zanim to nastąpi, czterodniowy tydzień pracy będzie wprowadzany oddolnie – firma po firmie, jako przywilej ułatwiający zdobycie rąk do pracy na coraz mniej licznym rynku pracownika. Stać będzie na to firmy, które dzięki technologii zdecydowanie podciągną swoją produktywność.

Walka o pracownika jest tym bardziej prawdopodobna, że cała Europa mocno naciska hamulec imigracji, nie tylko tej niekontrolowanej, przez zielone granice, ale także oficjalniej – do pracy w konkretnych firmach przy konkretnych projektach. A przynajmniej zaczyna tę imigrację dawkować, jak obecnie rządząca Polską koalicja.

Młodsze pokolenia w Polsce z pewnością nie utkną więc w kulturze zapieprzu, którą tak bardzo kontestują. Czterodniowy tydzień pracy jest w dłuższym horyzoncie możliwy. I to pomimo słabej demografii. Pomoże technologia i wzrost gospodarczy, pod który fundamenty kładliśmy, harując w latach 90.

Opinie Ekonomiczne
Joanna Pandera: Czeka nas wojna o przemysł
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Pieniądze, które są i ich nie ma
Opinie Ekonomiczne
Kowalczyk: Siedem powodów, by wyrzucić nibySAFE Nawrockiego do kosza
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: Tanie „strzały” Iranu podbijają ceny paliw. Rozwiązania kryzysu są tylko złe
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama