Europejczykom może się wydawać, że wygrana Kamali Harris w wyborach prezydenckich w USA 5 listopada oznaczałaby powrót do normalności w przewodzeniu przez USA transatlantyckiemu bezpieczeństwu. To podejście błędne. Bez względu na wynik wyborów, Europa jest coraz bardziej osamotniona w kwestii obrony. I musi w tej sprawie podjąć pilne działania.
Wybory mają mniejsze znaczenie dla bezpieczeństwa Europy, niż chcieliby Europejczycy. Bez względu na ich wynik, Stany Zjednoczone są skazane na wycofanie się z ochrony, jaką udzielały Europie w okresie amerykańskiej supremacji militarnej po zimnej wojnie. Prezydent Trump i kandydat na wiceprezydenta J.D. Vance, wraz z konserwatywnymi naukowcami, jasno wyrazili swoją opinię: USA najpierw popierają Izrael, a dopiero potem stawiają czoła Chinom. Tymczasem Harris stanowczo i nieustannie podkreślała swoje zaangażowanie w bezpieczeństwo Izraela i jastrzębią politykę na Bliskim Wschodzie.