Profesor Adam Noga: Nowe oblicze ekonomii politycznej socjalizmu

Współczesny świat broni się przed ekonomią polityczną populizmu i reformami, zaciągając kredyt i zwiększając zadłużenie. I zazwyczaj wpada jeszcze bardziej w jej szpony.

Publikacja: 11.07.2024 04:30

Profesor Adam Noga

Profesor Adam Noga

Foto: materiały prasowe

Niebezpieczny tryumf ekonomii politycznej populizmu (EPP) na świecie mobilizuje wielu poważnych ekonomistów do poszukiwania swoistej nowej ekonomii politycznej socjalizmu (EPS). EPS ma stać się tym razem nie jedną z dwóch stron walki ideologicznej, ale trzecią drogą pomiędzy EPP a ekonomią polityczną liberalizmu (EPL) – wobec obu silnie krytyczną (symetryzm?).

Wszystkie te trzy ekonomie polityczne mogą jednak polec przy zderzeniu z wielkimi problemami współczesnego świata, które w XXI wieku rozwiązuje się głównie przez rabunkową eksploatację jednego z największych wynalazków cywilizacji: kredytu i zadłużenia.

Manifest berliński

Pod koniec maja w Berlinie 70 znanych ekonomistów podpisało deklarację, w której dostaje się nieźle EPL i manifestuje się szansę zwycięstwa z EPP przy pomocy arsenału myśli dobrze znanych z EPS. Chodzi oczywiście o takie myśli jak:

  • państwo jako skuteczny lek na zawodność rynku – z jednej strony ponoć słabo konkurencyjnego, a z drugiej nie wszędzie mogącego działać;
  • fiskalna walka z nierównościami społecznymi;
  • niedopuszczanie do oszczędnościowych cięć wydatków publicznych;
  • dekoncentracja rynków;
  • „nowoczesna polityka przemysłowa”;
  • wyrównanie szans rozwojowych młodych ludzi,
  • a przede wszystkim ochrona klimatu i środowiska naturalnego.

Rewolucyjnie zakłada się, że wszystko to uda się osiągnąć, gdy ekonomiści pogodzą się z politycznymi uwarunkowaniami oraz zgodzą się, że efektywność nie jest najważniejszym problemem ekonomii. Czyli że racjonalność polityczna jest ważniejsza niż racjonalność ekonomiczna.

Manifest podpisali tak znani ekonomiści, jak Dani Rodrik z Harvardu, Mariana Mazzucato z University College London, noblista Angus Deaton i – nieprzypadkowo – cała plejada francuskich ekonomistów na czele z Thomasem Pikettym, Olivierem Blanchardem i Gabrielem Zucmanem. „Lewicowy skręt” francuskich ekonomistów znany jest już od dawna, a obecnie Francuzi to połowa wśród 20 najważniejszych ekonomistów w… USA, na czele z noblistką Esther Duflo. Kładą oni bardzo silny nacisk na społeczny i polityczny charakter ekonomii.

Można powiedzieć, że w manifeście, poza coraz bardziej dramatycznymi okolicznościami jego powstania, nie ma nic nowego w stosunku do tego, o czym od dawna dyskutuje się w naukach społecznych i w publicystyce. Wnikliwsza analiza tego manifestu oraz dyskusji o nim pozwalają jednak dostrzec kilka nowatorskich inspiracji. Inspiracje te w rzeczywistości mogą powstrzymać EPP i nie tak bardzo oddalać się od EPL, ponieważ nad wszystkimi ekonomiami politycznymi wisi miecz Damoklesa w postaci długu państwa, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Warto więc zwrócić uwagę na „nową polityczność ekonomii politycznej”, nowe rozumienie polityki gospodarczej oraz na szerokie, substantywne, nieformalne rozumienie efektywności, którą trzeba ewaluować.

Polityczność ekonomii politycznej

Na początku transformacji ustrojowej z hukiem wyrzucono z polskich uczelni ekonomię polityczną socjalizmu oraz ekonomię polityczną kapitalizmu. Było to uzasadnione faktem, że ekonomia polityczna kojarzyła się z gwałtem na ekonomii, jakiego od rewolucji październikowej dokonywały politbiura kształtujące programy, metodologię i wnioski naukowe, uwalniając pracowników naukowych od wysiłku badawczego.

Oczywiście większość nie pławiła się w luksusie tego lenistwa. Początkowa istota ekonomii politycznej była bowiem inna. W odróżnieniu od ekonomii jako nauki o zarządzaniu w gospodarstwie domowym (greckie oikos – dom), ekonomia polityczna oznaczała gospodarowanie w ramach wspólnoty, miast czy państw (greckie polis: miasto-państwo). Dalecy od lenistwa i ulegania dyktatowi politbiura ekonomista Janusz Beksiak czy socjolog Winicjusz Narojek napisali głośne książki o społeczeństwach, które muszą jako całość nauczyć się gospodarować i planować.

We współczesnym świecie przez ekonomię polityczną rozumie się więc konieczność gospodarowania społeczeństw jako całości, czego nie da się oderwać od polityki, choć oczywiście sporów pomiędzy ekonomistami to nie zamyka, i jak widzimy, angażują się w EPP, EPS, EPL i wiele innych ekonomii politycznych, może mniej głośnych, ale wciągających badaczy.

Współczesna ekonomia polityczna ma też oczywiście swoje patologie, jak ta z politbiura. W ramach tej patologii politycy z premedytacją realizują swoje prywatne lub grupowe cele przez politykę gospodarczą i zmiany prawa, a badacze próbują szacować „korzyści” takiej patologii dla społeczeństwa. Trzeba jednak odnotować, że EPS słusznie identyfikuje taką patologię jako EPP: „kradną, ale się dzielą”.

Praktyczne korzyści z analizy przez EPP i EPS relacji społeczeństwo–polityka–ekonomia pojawiają się zazwyczaj dopiero w kryzysach, które zmuszają do reform i restrukturyzacji społeczeństwa, polityki i ekonomii. Nikt nie zmienia trybu życia przed zawałem. Ekonomia często nazywana jest dismal science (ang. ponura nauka), ponieważ pomimo wielu jej wspaniałych definicji jest przede wszystkim nauką o konieczności ciągłych zmian – restrukturyzacji – dostosowań. Dopiero w kryzysach, jakkolwiek o bardzo ponuro (dismal) by to brzmiało, pojawia się szansa na konieczne reformy i wtedy trzeba robić ich jak najwięcej i powinny być jak najgłębsze.

Współczesny świat broni się przed EPP i reformami, zaciągając kredyt oraz zwiększając zadłużenie. I wpada zazwyczaj jeszcze bardziej w szpony EPP. W trzeciej dekadzie XXI wieku zadłużenie publiczne, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych przekroczyło 250 proc. światowego PKB, a na początku XXI wieku nie przekraczało 200 proc., w latach 90. XX wieku było na poziomie 180 proc., w latach 80. XX wieku na poziomie 150 proc. PKB itd. W latach 2021–2023 relacja długu do PKB na świecie spadła „dzięki” inflacji, czyli gospodarka jak mądry organizm sama zaczyna się bronić przed nadużyciami.

Stefanie Stantcheva z Harvardu, jedna z tych francuskich ekonomistek bardzo wpływowych w USA, pokazuje w swoich oryginalnych badaniach, że jeśli Joe Biden przegra wybory w listopadzie, to nie przez swój wiek, ale przez inflację, którą społeczeństwo USA uznało za wroga publicznego numer jeden i obarczyło winą za nią prezydenta. Niemal codziennie dziennik „Le Monde” głosi, że popularność populistycznego Zgromadzenia Narodowego Marine Le Pen i Jordana Bardelli to przede wszystkim efekt spadającej pouvoir d’achat (siły nabywczej) Francuzów. Jaką rolę odegrał spadek siły nabywczej Polaków w wyborach 15 października?

Ekonomiści z manifestu berlińskiego bardzo dobrze czują ograniczenie i pułapkę walki z EPP poprzez zwiększanie wydatków publicznych i zadłużenia – sięgają więc po swoje wunderwaffe w postaci nowej polityki przemysłowej.

Etatyzm bez Keynesa

Forsowanie nowej polityki przemysłowej jako cudownego środka sprawczego w EPS na pewno zawdzięczamy w manifeście Marinie Mazzucato i Daniemu Rodrikowi. Ta dwójka ekonomistów od dawna w wielu swoich pracach wskazuje, że państwo może być skutecznym przedsiębiorcą w gospodarce – poza swoją oczywistą wielką rolą w tzw. policy mix, czyli polityce fiskalnej i pieniężnej.

Państwo jako przedsiębiorca powinno się jednak trzymać z daleka od keynesizmu i jego zaleceń podtrzymywania popytu w gospodarce poprzez wydatki na dowolne cele. Powinno się koncentrować na ambitnych wydatkach, przede wszystkim dotyczących badań i rozwoju, nowoczesnych technologii, ochrony środowiska, walki z ociepleniem klimatu itp. Powinno w tym zakresie współpracować z biznesem prywatnym, a nawet mocno go „poszturchiwać” (nudge) w kierunku takich prorozwojowych działań.

Współpraca z biznesem prywatnym to również szansa na zaangażowanie „prywatnych pieniędzy” dla celów publicznych. I aby biznes prywatny zaangażował się w przedsięwzięcia publiczne, należy mu się przypochlebiać (cajoling). To przypochlebianie wcale nie musi być takie przyjemne, jak dotychczas uważano w tradycyjnej polityce przemysłowej, w której państwo np. nadawało przywileje monopolu współpracujących z nim przedsiębiorstw, ustalało cła dla konkurentów, zwalniało z podatków czy rozkładało polityczny parasol ochronny. Nowa polityka przemysłowa, często odwrotnie, podążając za badaniami Philippe’a Aghiona, chce rozwijać różne dziedziny gospodarcze, ułatwiając wejście do nich nowym konkurentom.

Nowa filozofia prawa

Mądre wydawanie przez państwo pieniędzy, nieweryfikowane rynkową opłacalnością biznesową, powinno zostać zapewnione przez nową filozofię prawa. W myśl tej filozofii każdy nowy wydatek publiczny powinien w ustawie mieć ściśle określoną nie tylko kwotę, ale i okres realizacji oraz cele, jakie dzięki niemu chcemy osiągnąć. Pozytywna zewnętrzna ewaluacja realizacji celów przez określony wydatek publiczny może być podstawą do uchwalenia ustawy z nowym wydatkiem. W ekonomii wprawdzie od dawna znany już jest tzw. test Milla–Bastable’a, który pokazuje np., jak długo można pomagać nowym gałęziom gospodarki, ale jak dotychczas ma on charakter bardziej intelektualnego dyskursu niż prawnego sposobu racjonalizacji wydatków publicznych.

Powyższy problem ekonomii politycznej socjalizmu został już częściowo dostrzeżony przez OECD oraz Unię Europejską i jak wiadomo, według koncepcji Independent Fiscal Institutions tworzona jest w Polsce Rada Polityki Fiskalnej. To na pewno postęp w ewaluacji polityki gospodarczej państwa, ale paradoksalnie dla ekonomii politycznej byłoby lepiej, aby takie rady miały charakter autentycznie zewnętrzny, profesjonalny i niezależny np. dzięki wybieraniu ich przez środowiska naukowe.

Dotyczy to wielu innych rad i instytucji w systemach demokratycznych. Dopuszczanie do politycznego betonowania ponadkandencyjnych instytucji jest wyraźną słabością nauk prawnych – groźną zarówno dla ekonomii politycznej socjalizmu, jak i ekonomii politycznej liberalizmu.

CV

Adam Noga jest profesorem w Akademii Leona Koźmińskiego i członkiem TEP

Niebezpieczny tryumf ekonomii politycznej populizmu (EPP) na świecie mobilizuje wielu poważnych ekonomistów do poszukiwania swoistej nowej ekonomii politycznej socjalizmu (EPS). EPS ma stać się tym razem nie jedną z dwóch stron walki ideologicznej, ale trzecią drogą pomiędzy EPP a ekonomią polityczną liberalizmu (EPL) – wobec obu silnie krytyczną (symetryzm?).

Wszystkie te trzy ekonomie polityczne mogą jednak polec przy zderzeniu z wielkimi problemami współczesnego świata, które w XXI wieku rozwiązuje się głównie przez rabunkową eksploatację jednego z największych wynalazków cywilizacji: kredytu i zadłużenia.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację