Wysokie podatki na auta spalinowe i zwolnienia dla elektryków zmieniły rynek w Norwegii. Samochody elektryczne są tam nawet o około 30 proc. tańsze od spalinowych, a niska cena prądu umożliwia przejechanie 100 km za mniej niż 10 zł. Efekt? W marcu 2026 r. aż 98,4 proc. nowych aut zarejestrowanych w Norwegii stanowiły EV.
Jednak nawet najbardziej atrakcyjne zachęty finansowe nie spowodują, że mieszkańcy Teksasu, gdzie odległość pomiędzy stacjami paliw przekracza 200 km, przesiądą się do aut elektrycznych. Udział samochodów elektrycznych w sprzedaży aut w USA spadł poniżej 6 proc., a w Japonii nie przekracza 3 proc. W Polsce w 2026 r. również udział EV skurczył się do 6 proc. To efekt zakończenia programu dopłat NaszEauto.
Czytaj więcej:
Konflikt na Bliskim Wschodzie może doprowadzić do spadku popytu na nowe samochody i zmienić strukturę sprzedaży aut.
Pro
Atrakcyjna cena potrafi przyciągnąć klientów, ale po zakończeniu programu zainteresowanie spada, bo użytkownicy muszą zmierzyć się z potężną deprecjacją używanych aut. W efekcie klienci EV wybierają leasing lub najem, a problem odsprzedaży spada na firmy obsługujące finansowanie.
Rodzi się klasa małych samochodów elektrycznych
Dopiero teraz elektryfikacja trafia tam, gdzie ma sens – do segmentu aut miejskich. Na rynku są już Renault 4 i 5 oraz Kia EV2, a koncern Volkswagena przygotowuje na ten rok ofensywę z Cuprą Raval, Škodą Epiq oraz VW ID. Polo i ID. Cross. Miejskie auto elektryczne oferowane w cenie porównywalnej do spalinowego zaczyna stanowić realną alternatywę, ale pod dwoma warunkami: wygodnego dostępu do taniego źródła prądu (najlepiej w domu) oraz wykorzystania wyłącznie do jazdy w mieście. Wtedy użytkownik doceni komfort jazdy i nie będzie się frustrował poszukiwaniem ładowarek ani tracił przy nich czasu. Jednak nawet te najbardziej wydajne auta na prąd, jak choćby debiutujące BMW i3, nie spełniają oczekiwań ludzi żyjących dynamicznie, którzy dużo podróżują. I to się w najbliższym czasie nie zmieni.
Co dalej z rynkiem elektryków
Sprzedaż elektryków w Europie będzie rosła, ale znacznie wolniej od oczekiwań regulatorów i producentów, na których nakładane są kary emisyjne. Kluczowe okażą się tańsze modele miejskie i rozwój technologii. Jednocześnie scenariusz całkowitego wyeliminowania silników spalinowych do 2035 r. wciąż pozostaje nierealny. Wystarczy jednak nieco zmienić definicję samochodu elektrycznego i włączyć do niej również hybrydy typu plug-in oraz wykorzystać potencjał paliw syntetycznych i biopaliw, by formalnie utrzymać zakaz sprzedaży aut spalinowych w UE od 2035 r.