Luka technologiczna między polską gospodarką a czołówką krajów wysoko rozwiniętych (KWR) jest oceniana powszechnie na kilkadziesiąt lat, choć nie we wszystkich dziedzinach jest aż tak duża. Niektórzy, jak np. prof. Arkadiusz Świadek, uważają, że nadal się nie zmniejsza, chociaż są i tacy, których zdaniem ostatnio nastąpiło zmniejszenie owej luki. Takie stwierdzenie znajdujemy w dokumencie strategicznym „Polityka naukowa państwa”, sygnowanym przez ministra edukacji i nauki i zatwierdzonym właśnie przez Radę Ministrów. W dokumencie tym nie znajdziemy jednak danych pozwalających na takie stwierdzenie.

W każdym razie podczas trwającego obecnie, światowego wyścigu technologicznego musimy starać się jak najszybciej dogonić czołówkę peletonu, zmniejszając jednocześnie tę lukę. Ale czy rzeczywiście doganiamy te kraje, czy jedynie gonimy je? Sprawdźmy zatem, czy rośnie poziom innowacyjności technologicznej naszej gospodarki. Do analizy weźmiemy przemysł jako reprezentanta polskiej gospodarki.

Stagnacja innowacji

Kształtowanie się podstawowych wskaźników innowacyjności przemysłu w Polsce w okresie 15 lat (2006–2020) pokazuje rysunek. W pierwszych trzech–czterech latach badanego okresu miał miejsce spadek wszystkich pokazanych wielkości, które potem wykazały stabilizację do końca analizowanego okresu. Tylko odsetek firm innowacyjnych w przemyśle w ostatnim roku analizy wyraźnie zwiększył się, jednakże brak danych za lata 2021–2022 nie pozwala na stwierdzenie, czy to przypadek, czy początek trwałej tendencji wzrostowej. Tak więc w 2009 roku nastąpiło załamanie poziomu innowacyjności przemysłu – rozpoczęła się stagnacja innowacji, która trwała praktycznie do końca badanego okresu. Była ona rezultatem określonego kształtowania się nakładów na działalność innowacyjną przedsiębiorstw przemysłowych – zob. tabela (ceny bieżące w mld zł).

A jak wyglądamy na tle innych krajów europejskich? Biorąc pod uwagę syntetyczny wskaźnik innowacyjności (Summary Innovation Index), w 2006 roku Polska znajdowała się na piątym miejscu (od końca) wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej, a w roku 2020 była na czwartej pozycji (od końca). A zatem pogorszyliśmy swoje miejsce w rankingu innowacyjności UE, co jest zrozumiałe właśnie z powodu owej stagnacji.

Ograniczenia finansowe

Jeśli przyjąć dość arbitralnie, że pieniądze roku 2020 miały wartość między 3/4 a 4/5 ich wartości liczonej w cenach 2006 roku, czyli ok. 15–16 mld zł, to znaczy, że inwestycje w innowacje w ostatnim roku analizy wynosiły realnie mniej więcej tyle, ile 15 lat wcześniej. Jakie zatem mogły być przyczyny spadku krajowych nakładów (w cenach stałych) na innowacje w przemyśle? Do głównych przyczyn można zaliczyć:

- światowy kryzys gospodarczy z roku 2008, który dotknął również Polskę (wtedy najłatwiej było oszczędzić na wydatkach na badania i innowacje),

- wysokie tempo napływu rosnących środków z funduszy Unii Europejskiej (postępowała stopniowa substytucja wydatków krajowych środkami zagranicznymi),

- upowszechnienie się tzw. umów śmieciowych (przedsiębiorcy znaleźli łatwiejszy i tańszy sposób poprawy efektywności działania swoich firm, tj. niskie opłacanie siły roboczej).

Podstawą prawie każdej innowacji technicznej jest nowa wiedza, ewentualnie nowe zastosowanie wiedzy już zakumulowanej. Produkcja wiedzy zaś wymaga wysokich nakładów na badania naukowe i prace rozwojowe, w skrócie: badania i rozwój (B+R). Dlatego w KWR łoży się coraz więcej na B+R. O skali wysiłku finansowego danego kraju w tej dziedzinie świadczy udział nakładów na B+R w dochodzie narodowym (PKB), czyli tzw. intensywność B+R. W trzech najbardziej innowacyjnych gospodarkach Unii Europejskiej, tj. skandynawskich, od lat wynosi on ponad 3 proc., przy średniej unijnej 2,20 proc. w roku 2020. W Polsce natomiast w latach 2006–2017 wskaźnik ten utrzymywał się na poziomie zaledwie ok. 1 proc. (sic!). Jest to, notabene, jedna z zasadniczych przyczyn utrzymywania się wspomnianej luki technologicznej. Dopiero w ostatnich trzech latach analizowanego okresu udział B+R w PKB zwiększył się do 1,21 proc. (2018) i 1,32 proc. (2019) oraz 1,39 proc. (2020). Nadal jednak zajmujemy w UE szóste miejsce (od końca) pod względem poziomu intensywności B+R. Na rzeczywiste efekty owego wzrostu musimy jeszcze trochę poczekać z uwagi na występujący zwykle 2–3-letni odstęp czasu między wydaniem pierwszych pieniędzy na badania a pojawieniem się ich namacalnych rezultatów.

Takie postawienie sprawy byłoby jednak dużym uproszczeniem. Musimy więc zajrzeć głębiej do przemysłu, żeby zidentyfikować strukturalne przyczyny niskiego poziomu innowacyjności polskiej gospodarki.

Otóż, gdy podejmowane jest w naszej literaturze zagadnienie innowacji, zazwyczaj krytycznie i z niepokojem pisze się o trudnościach, barierach, zaniedbaniach związanych z inwestycjami wdrożeniowymi, produkowaniem nowości, komercjalizacją i upowszechnieniem (tzw. dyfuzją innowacji) oraz ich finansowaniem. Są to końcowe zadania w procesie innowacyjnym. Zwykle zapominamy jednak, że przecież ryba psuje się od głowy. Mam tutaj na myśli początkowe prace w ramach tego procesu, które dotyczą inicjowania, ustanawiania i podejmowania projektów badawczych. A to są równie ważne sprawy, ponieważ decyzje w tych kwestiach często rzutują na losy uzyskanego potem wyniku badań naukowych.

Diabeł tkwi w strukturach

Zobaczmy najpierw, jak wygląda struktura B+R i struktura ich finansowania w KWR. Wśród wielu źródeł wysokiej innowacyjności ich gospodarek – obok wysokich nakładów finansowych na B+R – jest również proinnowacyjna struktura badań, która polega na tym, że: (a) większość wydatków na B+R, w czołowych KWR wręcz 2/3, jest ponoszona przez przedsiębiorstwa i inne podmioty gospodarcze (prywatne), (b) udział nakładów na tzw. badania stosowane jest większy niż na badania podstawowe (fundamentalne), (c) w sektorze biznesu tkwi większość potencjału B+R, mierzonego liczbą zatrudnionych badaczy, (d) wydatki firm na B+R dominują nad ich inwestycjami w maszyny i urządzenia techniczne niezbędne dla prowadzenia działalności innowacyjnej. A jak kształtują się te struktury w Polsce?

Można zidentyfikować następujące przejawy owych strukturalnych niesprawności w polskiej gospodarce w badanym okresie:

- Ok. 60 proc. nakładów na B+R pochodziło z kasy publicznej (budżet państwa plus środki z funduszy unijnych); w 2020 roku było to 55,9 proc. Inwestycje w badania i rozwój były więc i nadal są w dużym stopniu zależne od stanu finansów publicznych;

- Wydatki na badania podstawowe dominowały nad stosowanymi; w 2020 roku były nawet dwukrotnie większe. Tymczasem te drugie „są bliżej rynku” niż te pierwsze;

- Zdecydowana większość polskiego potencjału B+R tkwiła poza firmami (w 2020 roku nadal ponad 60 proc.). Oznacza to, że więcej niż 60 proc. „produkcji naukowej” powstawało poza sektorem przedsiębiorstw, głównie w instytucjach naukowo-badawczych, czyli „dalej od rynku”;

- Tymczasem blisko trzy 3/4 polskich innowacji było opartych na własnych pomysłach i rozwiązaniach powstałych właśnie w firmach. To m.in. dlatego polskie innowacje techniczne reprezentują relatywnie niski poziom innowacyjności;

- W działalności innowacyjnej przedsiębiorstw przemysłowych wydatki na środki trwałe i wartości niematerialne i prawne przewyższały nakłady na B+R, czyli firmy rozwijały głównie infrastrukturę techniczną (m.in. budynki, inne budowle, pojazdy itp). Dopiero w roku 2020 proporcje mniej więcej wyrównały się z niewielką przewagą wydatków na B+R (44,4 proc.). To dobry znak!

W każdym z pięciu powyższych punktów strukturalne proporcje w polskim przemyśle są odwrotne niż w krajach wysoko rozwiniętych. Czy u nas zawsze musi być na opak? Niepokoić musi również struktura branżowa działalności innowacyjnej w polskim przemyśle. Otóż, według danych GUS, biorąc pod uwagę liczbę firm innowacyjnych, nakłady na innowacje, wsparcie publiczne dla innowacji i odsetek firm współpracujących z innymi podmiotami podczas działalności innowacyjnej, w latach 2019–2020 „królowały” działy/branże nienowoczesne należące do średnio niskiej i niskiej techniki, takie jak: produkcja koksu i produktów rafinacji ropy naftowej, wydobycie węgla kamiennego i brunatnego, górnictwo rud metali.

Co dalej?

Co zatem powinniśmy robić, aby zmniejszyć lukę technologiczną i jak najszybciej gonić Europę? Gdybym musiał odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem, powiedziałbym tak: Jeśli nie jesteśmy w stanie skokowo zwiększyć wysiłku finansowego kraju w zakresie badań i rozwoju, to przynajmniej postarajmy się radykalnie zrestrukturyzować B+R i ich finansowanie. Tymczasem cytowany dokument rządowy nie porusza tych wątków. Opisowy sposób sformułowania celów „Polityki naukowej państwa”nie pozwoli na ocenę ich realizacji po kilku latach. Cele te można określić jako zbiór pobożnych życzeń, wiecznie aktualnych, a co gorsza, mających autarkiczny charakter. Np. znajdujemy tam następujący zapis: „Należy dążyć do zwiększenia wpływu na światową naukę badań prowadzonych przez naukowców zatrudnionych w polskich podmiotach”. Tu chyba wkradł się błąd, ponieważ – moim zdaniem – powinno być odwrotnie, a mianowicie powinniśmy pełną garścią czerpać z doświadczeń krajów, które gonimy. Błędne wydaje się również założenie „dążenia do niezależności technologicznej” Polski przy tak dużej luce. Tak więc jednym z celów powinno być szersze otwarcie naszej gospodarki na dopływy nowej wiedzy naukowo-technicznej z KWR, a także doprowadzenie do zwiększenia zakresu finansowania B+R ze źródeł prywatnych oraz zaangażowania finansowego ze strony licznych spółek Skarbu Państwa, na które rząd ma przecież bezpośredni wpływ.

Reasumując i upraszczając, bez produkcji nowej wiedzy naukowo-technicznej nie będzie przyrostu innowacji. Jednakże wiedza ta – tworzona w trakcie badań naukowych i prac rozwojowych – dużo kosztuje. Tak więc niezbędne jest wyraźne, stałe zwiększanie nakładów na inwestycje w B+R. Publiczne wsparcie powinno przy tym być holownikiem nakładów prywatnych sektora biznesu. Ponadto konieczne są odpowiednie dostosowania do proinnowacyjnych struktur finansowania badań i rozwoju, istniejących w krajach wysoko rozwiniętych. Postulaty te dotyczą w szczególności Polski, jeśli chcemy szybciej gonić Europę. To nie przypadek, że pod względem poziomu innowacyjności gospodarki jesteśmy na czwartej–piątej pozycji w końcówce rankingu UE, a pod względem intensywności B+R zajmujemy miejsce piąte–szóste. Potrzebny jest więc przełom, a nie kontynuacja.

Na razie – wbrew temu, co głosi premier Mateusz Morawiecki – Polska nie jest lokomotywą sukcesu (innowacyjnego) w UE, lecz raczej, jak pisze red. Edwin Bendyk, jednym z ostatnich wagonów w składzie.

Prof. dr hab. Andrzej H. Jasiński pracuje na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Jego najnowsza książka nosi tytuł „Współczesna scena innowacji: Wyzwania dla przedsiębiorców i menedżerów” (Poltext, 2021)