U podstaw wygranych przetargów legła oferowana przez chińczyków cena, ich oferty bowiem były średnio o ok. 25 proc. tańsze od konkurencji. Chińczycy co prawda przegrali przetarg na budowę drugiej linii metra w Warszawie, ale nie jest tajemnicą, iż będą startować w kolejnych przetargach, w tym na odcinki autostrady A1.

Wejście chińskich firm budowlanych, posiadających duże doświadczenie i osiągnięcia w budowie autostrad i dróg szybkiego ruchu, z pewnością ucieszyło potencjalnych ich użytkowników, ale i również Ministerstwo Infrastruktury, plany wybudowania bowiem nowych dróg przed rozpoczęciem Euro 2012 stały się dużo bardziej realne.

W świetle chińskiej konkurencji nasze rodzime firmy budowlane, w tym te powiązane już kapitałowo z firmami zagranicznymi, zaczęły podnosić raban o nieuczciwej konkurencji cenowej chińskich budowlańców, o dotowaniu i subwencjonowaniu chińskich firm i w ogóle o groźbie upadku naszego rodzimego przemysłu budowlanego.

Powinniśmy się liczyć, iż w niedługim czasie lobbing naszych budowlańców odniesie skutek i z pewnością znajdą się różni politycy, którzy spróbują wykorzystać ich lament do celów politycznych.

W kontekście płaczliwych lamentów naszych budowlanych potęg pozwalam sobie przypomnieć podobne lamenty budowlańców m.in. w Niemczech i Austrii, kiedy polskie firmy wygrywały przetargi na budowę dróg, autostrad, mostów itp. w latach 70. tak w Europie, jak i na Bliskim Wschodzie (w Iraku czy tez Libii). Stosowaliśmy dokładnie te same metody i tę samą organizację pracy, jakie dzisiaj stosują Chińczycy w Polsce (własnych robotników, własne materiały i własną organizację pracy, w tym skoszarowanie w specjalnych obozach). Chińczycy potrafili się od nas nauczyć, jak budować szybko, tanio i dobrze, a nasi – wydaje się – że spoczęli na laurach i nie spróbowali doszlusować do najlepszych.

Na szczęście dla społeczeństwa otwarcie dostępu do naszego rynku tym razem przyniesie nam wymierne korzyści.