Amazon zaliczył najgorszy od siedmiu lat rok na giełdzie. Kurs akcji spółki w 2014 r. spadł o ponad 22 proc., a to oznacza, że majątek Jeffa Bezosa, prezesa, założyciela i głównego akcjonariusza firmy, skurczył się w ubiegłym roku o 7,4 mld dolarów.

1 stycznia 2015 r. – według rankingu publikowanego co dnia na stronach internetowych agencji Bloomberg – Bezos był 20. na liście najbogatszych ludzi świata, a jego majątek wynosił 28,6 mld dolarów.

Bezos, który 12 stycznia będzie obchodził 51. urodziny, nie pierwszy raz traci papierowe miliardy. Gdy w 1997 r. akcje Amazona debiutowały na giełdzie, wartość posiadanego przez niego pakietu wynosiła ponad 12 mld dolarów. Potem – na fali internetowej hossy – rosła. A w 2001 r., już po pęknięciu internetowej bańki i wydarzeniach z 11 września 2001 r., spadła poniżej 2 mld dolarów.

Amazon zaczynał jako internetowa księgarnia. Z czasem przekształcił się w wirtualny supermarket. Dziś jest także ważnym elementem e-gospodarki. Z jego centrów danych, znanych jako Amazon Web Services, korzystają firmy wielkie i małe, w tym liczne technologiczne start-upy.

W 2007 r. Amazon wkroczył na rynek sprzętu elektronicznego, oferując klientom Kindle, czytnik e-książek, który z czasem zrewolucjonizował rynek. Kolejne gadżety, takie jak tablety czy smartfon Fire, nie powtórzyły sukcesu Kindle. W przypadku smartfona można nawet mówić o wielkiej klapie.

Bezos się tym nie przejmuje – pytany w jednym z wywiadów o sprzedaż Fire, poprosił dziennikarza, by zadał to samo pytanie za kilka lat.

Amazon od kilku kwartałów przynosi straty. To frustruje inwestorów, ale zarząd nie sprawia wrażenia przejętego niezadowoleniem rynku. Jak pamiętam, kilka miesięcy temu jeden z członków zarządu powiedział wprost, że dzięki doraźnym działaniom firma mogłaby pokazywać krótkoterminowe zyski, ale interesuje ją długoterminowy rozwój.

Takie podejście zarządu nie jest częste w przypadku spółek giełdowych. Niektóre firmy – np. Dell – opuszczają giełdę, aby móc spokojnie realizować długoterminowe plany, nie licząc się z presją inwestorów na kwartalne zyski. Taka operacja sporo kosztuje, ale – jak twierdzi Michael Dell – gra jest warta świeczki. Zarząd nie musi się zajmować dopieszczaniem inwestorów i ma więcej czasu dla spółki i klientów.

Autor jest publicystą ekonomicznym