Wielu rodaków zadowolonych będzie z przewalutowania kredytu hipotecznego. Zadowoleni powinni być też parlamentarzyści. Są podatnikami, mają mało nerwową pracę i dzięki temu duże szanse przejścia na emeryturę, wielu z nich spłaca kredyty. Uszczęśliwiając innych, uszczęśliwiają siebie. Trzy propozycje, które opisałem, mają kosztować budżet państwa i banki 60–90 mld zł.
Jestem jednak gotów zrezygnować z tych profitów pod warunkiem, że przez kilkadziesiąt lat będę mógł korzystać z tak wyrafinowanego dobrodziejstwa cywilizacji, jakim jest prąd. Można pewnie zarzucić mi sybarytyzm, ale trudno byłoby mi żyć bez światła elektrycznego, lodówki, pralki, komputera. Podejrzewam jednak, że takich sybarytów jest więcej.
Jeśli w Polsce z powodu upałów nagle należy reglamentować prąd, wolałbym wspomniane miliardy wydać tak, by ta sytuacja się nie powtórzyła. Dlatego wydane lekką ręką wybrańców narodu 60–90 mld zł proponuję przeznaczyć na inny cel: dofinansować wartą 50-60 mld zł elektrownię atomową o mocy 3000 MW, bo to dużo rozsądniejsze działanie. Podobno jej ciągłe opóźnienie wynikało głównie z kłopotów z finansowaniem.
Gdyby atom brzmiał zbyt kontrowersyjnie (choć przecież tsunami na Bałtyku nam nie grozi), to proponuję elektrownię węglową – dla porównania trwająca rozbudowa Elektrowni Opole o blok dający 1800 MW to wydatek 11,6 mld zł. W Polsce „brudna", bo węglowa, energia daje pracę, pracę tę wykonuje człowiek, który też ma prawa wyborcze i nie zawaha się ich użyć.
W ten sposób poczułem się jak polityk – rozporządziłem naszymi wspólnymi miliardami. A czemu by nie! We wspólnej kasie fiskusa są też moje pieniądze. Mogę więc sobie pofantazjować, tym bardziej że nie oczekuję, że ktoś będzie na mnie głosował w najbliższych wyborach.