„Francja ma poważną ofertę dla Polski" – pisze Jerzy Haszczyński („Rzeczpospolita", 27.10.2015). Na czym polega ów intratny biznes? Otóż francuskie władze nie będą traktować nas tak jak „niemiecka prasa", zaś rządy PiS będą uznawane za kogoś w rodzaju gaullistów, a nie „ekstremistów".
Na tym kończą się szczegóły wyjątkowej oferty, a zaczyna rachunek uproszczony: „Cena nie jest duża: dotrzymanie zobowiązań wobec sojusznika. Symbolem tego będzie uspokojenie Paryża, że nowe polskie władze nie zmienią decyzji poprzednich w sprawie zakupu francuskich śmigłowców Caracal. Nie znam się na szczegółach technologicznych, ale nie mam wątpliwości, że polityczno-gospodarcze związanie się z Francją poprzez wielki kontrakt zbrojeniowy jest słuszne".
Tak niedorzecznych argumentów używa nie pracownik francuskiej ambasady w zakulisowych rozmowach, nie lobbysta lub jakiś prowincjonalny frankofil, ale doświadczony i poważny dziennikarz. Szczerze mówiąc, myślałem, że poważni publicyści w tym kraju mają pewne wątpliwości co do sojuszy z Francją, przynajmniej od września 1939 roku, kiedy to ten nasz wielki przyjaciel w sposób umiarkowanie aktywny wywiązywał się ze swoich zobowiązań.
Ja – jako człowiek dorosły – wyznaję zasadę brytyjskiego premiera Henry'ego Temple'a mówiącą o tym, że polityką kierują interesy, a nie sentymenty i naiwna wiara w trwałe sojusze. Jest to zresztą zasada bardzo obecna także we francuskiej polityce, a jej wyjątkowym admiratorem był generał de Gaulle.
W naszym interesie leży nie to, by próbować kupić sobie przychylność zachodnich państw, dokonując u nich zakupów sprzętu bez oglądania się na „szczegóły technologiczne", lecz to, by przekonywać te państwa do tego, że mamy wspólne interesy i że wspieranie oraz chronienie nas – chroni też ich. W naszym interesie leży także to, by ogromne kontrakty na zakupy sprzętu dla naszej armii były w jak największym stopniu realizowane przez polski przemysł. Tymczasem oferta francuska jest pod tym względem dużo bardziej mglista niż konkurentów będących w posiadaniu zakładów w Świdniku i Mielcu.