W Polsce w poprzednich latach związkowcy z sieci handlowych też nieraz organizowali podobne akcje, domagając się wyższych płac, ale bez specjalnych efektów.

Te przyszły wraz z poprawą koniunktury na rynku pracy, gdzie od dwóch lat obiektem rywalizacji firm są już nie tylko doświadczeni fachowcy, ale także szeregowi pracownicy bez kwalifikacji. Do niedawna handel detaliczny był jednym z niewielu sektorów, które na większą skalę zatrudniały takich ludzi. Jednak ożywienie w produkcji i dynamiczny rozwój branży magazynowo-logistycznej sprawiły, że konkurentów walczących o „proste" ręce do pracy jest coraz więcej. Firmy niemal co miesiąc ogłaszają nowe inwestycje w regionalne magazyny albo tzw. huby dystrybucyjne, co oznacza kolejne miejsce pracy. Sam tylko potentat e-handlu – Amazon, który w ub.r. w swoich trzech polskich centrach logistycznych zatrudnił 2,5 tys. osób (i podwyższył stawki) w tym roku do 4,5 tys. aktualnych pracowników – chce dodać tysiąc nowych.

Kandydaci mają dzisiaj wybór – i podobnie jak klienci – głosują nogami. Polacy, zwłaszcza młodzi, są coraz bardziej mobilni. Są gotowi szukać pracy nie tylko w Polsce, ale i za granicą, np. za Odrą, gdzie stawki przy prostych pracach są czterokrotnie wyższe.

Wprowadzona w tym roku minimalna stawka 12 zł za godzinę w wielu regionach i branżach już dawno została przekroczona. A gdyby nie Ukraińcy, to płace szeregowych pracowników fizycznych rosłyby znacznie szybciej. Co może nastąpić w 2016 r.? Optymistyczne dla pracowników prognozy ekonomistów i agencji zatrudnienia zakładają bowiem, że w tym roku tzw. rynek kandydata jeszcze się umocni. To zaś oznacza, że kuszące dziś stawki za chwilę mogą stracić swoją siłę przyciągania. Trzeba będzie – tak jak w walce o klienta – umieć przyciągać i utrzymać ludzi dobrą marką.