Lekarze rodzinni masowo krytykują najnowszy projekt rozporządzenia prezesa NFZ w sprawie podstawowej opieki zdrowotnej.
Alarmują, że nie podpiszą kontraktów na warunkach, które zaproponował Fundusz, i przestaną przyjmować chorych.
– W tej sytuacji informujemy najwcześniej, jak to możliwe zainteresowane instytucje o niemożności wykonywania świadczeń podstawowej opieki zdrowotnej – mówi Wojciech Pacholicki, wiceprezes federacji Porozumienie Zielonogórskie.
Medycy oburzają się na biurokrację, którą narzuca im Fundusz
Zgodnie z projektem NFZ zamierza skreślić z list lekarzy pierwszego kontaktu ok. 7,5 proc. pacjentów. Są to osoby, które w eWUŚ wyświetlają się na czerwono, co może oznaczać, że nie mają ubezpieczenia zdrowotnego. Tymczasem za każdego pacjenta na liście przychodnia dostaje co miesiąc 8 zł stawki kapitacyjnej. Po wykreśleniu nieubezpieczonych Fundusz zaoszczędzi, a lekarze stracą ok. 400 mln zł.
Problem w tym, jak podkreślają lekarze, że eWUŚ daje wielu osobom czerwone światło z powodu bałaganu w systemie ZUS i KRUS. W rzeczywistości osoby te płacą składkę zdrowotną.
Z projektu zarządzenia NFZ wynika jednak, że te 400 mln zł mogłoby trafić z powrotem do lekarzy. Jest jednak jeden warunek. Musieliby co miesiąc świadczyć dodatkowe usługi dla pacjentów. Chodzi na przykład o bilanse stanu zdrowia dzieci oraz wizyty patronażowe.
Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ, podkreśla bowiem, że lekarze wykonują teraz zbyt mało badań bilansowych dzieci.
– W roku kalendarzowym w ramach podstawowej opieki zdrowotnej powinni ich przeprowadzić ponad 4,5 mln, a w 2012 r. lekarze zrobili bilans tylko u ok. 1,2 mln małych pacjentów – tłumaczy Pachciarz.
– NFZ podaje nieprawdziwe liczby. Z roczników statystycznych GUS nie wynika nawet, aby liczba dzieci pozwalała na wykonanie aż 4,5 mln badań – tłumaczy Joanna Zabielska-Cieciuch z Porozumienia Zielonogórskiego.
Lekarze kwestionują także stawki, jakie za leczenie dzieci proponuje NFZ. Za wizytę w domu pacjenta zainteresowany dostawałby 28 zł. Te 8 zł NFZ policzyłby mu za dojazd. Za zbadanie dziecka u siebie w gabinecie otrzymałby natomiast 20 zł.
Dla lekarzy rodzinnych kontrowersyjna jest też inna propozycja NFZ. Zgodnie z nią mieliby przeprowadzać wywiad ankietowy z pacjentami, aby wcześniej wykrywać nowotwory. Ankieta liczy trzy strony i jest napisana drobnym drukiem.
– Taka biurokracja i sprawozdawczość do niczego nie prowadzą. Uniemożliwiają za to sprawne leczenie i wydłużają kolejki – denerwuje się Zabielska-Cieciuch.