W zeszłym tygodniu ok. 400 przedstawicieli szpitali powiatowych i samorządowców przyjechało do Warszawy z nadzieją, że wysłuchają pani wystąpienia i będzie możliwość rozmowy o przyszłości szpitali powiatowych. Pani się nie pojawiła. Dlaczego?

Od początku planowaliśmy, że w spotkaniu weźmie udział wiceminister Tomasz Maciejewski. Takie sprawy ustalamy na kierownictwie resortu. Każdy z nas ma wiele aktywności. Ja się ze szpitalami powiatowymi spotykam zarówno na Miodowej (ulica w Warszawie, gdzie mieści się siedziba Ministerstwa Zdrowia – red.), jak również w terenie. Jeżdżę, oglądam, co zrobiły, jakie planują zmiany, jakie reformy. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego, co w wielu miejscach Polski widzę. Natomiast spotkanie ze starostą Andrzejem Płonką (prezesem Związku Powiatów Polskich – red.) miałam jakiś czas temu w ministerstwie. Spotykamy się również w tym tygodniu.

A to nie jest kwestia słuchu społecznego? Bo tego dnia była pani w Gdyni na gali wręczenia nagród dla pracowników ochrony zdrowia. A kilka dni wcześniej uczestniczyła w debacie podczas konferencji w Sopocie, gdzie jedyną osobą reprezentującą sektor ochrony zdrowia, jeżeli chodzi o działanie w praktyce, była prezeska prywatnej sieci medycznej.

Rozumiem, że mówi pani redaktor o EFNI (Europejskim Forum Nowych Idei – red.). Na EFNI była ze mną w panelu również Teresa Kamińska (była minister w rządzie Jerzego Buzka – red.) i prezes ZUS.

Czytaj więcej

Dyrektorzy szpitali przyjechali, minister nie przyszła. Emocje kipią na mównicy. „Strzelają sobie w kolano”

Ale szpitali nie było.

Na sali było bardzo wielu reprezentantów szpitali powiatowych. Spotkałam również bardzo wielu dyrektorów, których znam, z którymi współpracowałam, zarządzając szpitalami. To jest forum dyskusyjne, na którym są też branżowcy. Ten panel dotyczył przede wszystkim – jak pani redaktor zapewne wie – szpitali powiatowych i samorządów. Była dyskusja właśnie na temat tego, jaka będzie przyszłość, jakie reformy powinny dotyczyć regionów. Cały panel był związany z samorządami i ich kompetencjami w zakresie nadzoru nad szpitalami. Warto go odsłuchać.

Nie powinno się rozmawiać o szpitalach powiatowych ze szpitalami powiatowymi, a nie z prywatną firmą medyczną?

Rozmawiam ze wszystkimi. Dzisiaj w sektorze ochrony zdrowia mamy zarówno podmioty publiczne, jak i prywatne. To nie jest kwestia ostatnich 15 miesięcy, tylko kilku lat. Wtedy do systemu ochrony zdrowia, poprzez kontraktowanie z Narodowym Funduszem Zdrowia, zostali wpuszczeni zarówno właściciele podmiotów prywatnych, jak i podmioty publiczne. Dzisiaj nie możemy udawać, że tych podmiotów (prywatnych – red.) nie ma. Sektor publiczny jest mi szczególnie bliski ze względu na to, że od wielu lat tu właśnie pracuję. Także reformy, które wprowadzaliśmy, chociażby na Pomorzu, były oparte o współpracę ze szpitalami powiatowymi. Takich szpitali odwiedzam dzisiaj w różnych województwach wiele i jestem w stanie dzisiaj rozmawiać na temat dobrych wzorców, które powinniśmy premiować. Chociażby szpital w Pasłęku. To zaskakujące, w jaki sposób się restrukturyzował. Podobnie województwo zachodniopomorskie, które miałam okazję odwiedzić w zeszłym tygodniu.

Wiem, jak zaawansowanie są rozmowy prowadzone przez oddział Narodowego Funduszu Zdrowia właśnie ze szpitalami powiatowymi. Tam również odwiedzałam jakiś czas temu szpitale powiatowe. Wiem, jak współpracują ze szpitalami klinicznymi i z marszałkowskimi. Moje drzwi są otwarte dla wszystkich, którzy chcą się spotykać. Wspólnie z kierownictwem mamy naprawdę wiele spotkań i ze starostami, i z dyrektorami szpitali. Wszystkim kibicuję. Między innymi wsłuchując się w głos tych szpitali, przesunęliśmy termin (konkursu – red.) Funduszu Medycznego na konsolidację do końca listopada, więc ten dialog prowadzimy nieustająco.

A było spotkanie ze starostą z Sanoka?

Tak, było. Chyba kilka tygodni temu. Przyjechał dyrektor szpitala klinicznego (w Rzeszowie – red.), rektor (Uniwersytetu Medycznego w Rzeszowie – red.), przyjechali również starostowie z okręgu bieszczadzkiego. Byłam również w Przemyślu. Rozmawiam z marszałkiem i z dyrektorką oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia na temat sytuacji na Podkarpaciu, także cały czas jesteśmy również w kontakcie z tym regionem.

Z tego, co wiadomo, Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Rzeszowie nie chce już połączenia z Sanokiem. Tam zadłużenie szpitala osiągnęło ponad 200 mln zł. Teraz trwa tam strajk głodowy. Jaki mechanizm przewidujecie dla zadłużonych szpitali? Bo wiemy, że mechanizmu finansowego wsparcia z Banku Gospodarstwa Krajowego nie będzie. Wiceminister Maciejewski już dwukrotnie zapowiadał, że trwają prace nad nowym, prowadzonym przez inną agencję rządową. Jaka to agencja? Czy jest jakiś plan?

Wszyscy wiemy, że takie rozmowy się toczą od dłuższego czasu. Dzisiaj pieniądze na oddłużenie muszą pochodzić albo z Banku Gospodarstwa Krajowego, albo z Agencji Rozwoju Przemysłu. Przede wszystkim są to rozmowy na poziomie Ministerstwa Finansów. Natomiast upatrywanie, że w części 46. (budżetu państwa – red.), w sekcji „Zdrowie”, znajdą się pieniądze na oddłużenie szpitali, jest dzisiaj absolutnie pozbawione realności. Wszystkie środki, które posiadamy w części zdrowotnej, przekazujemy na potrzeby związane z Narodowym Funduszem Zdrowia, na leczenie pacjentów. W tym roku przyznaliśmy NFZ już ponad 37 mld zł dotacji. W ubiegłym tygodniu kolejne 3,3 mld zł. Nam tym musimy się skupić, na leczeniu pacjentów, na realizacji umów, które zawarł Narodowy Fundusz Zdrowia. Dodatkowe pieniądze na oddłużenie szpitali muszą pochodzić z innych źródeł.

Czyli z Agencji Rozwoju Przemysłu.

Takie informacje w przestrzeni publicznej także usłyszałam. Być może jest to dobre rozwiązanie. Sama korzystałam z procesu restrukturyzacji przy współpracy z Agencją Rozwoju Przemysłu w 2012 r. w szpitalu w Kościerzynie. Zakończył się sukcesem. Ten mechanizm, wówczas stosowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu, jest znany. Wiem, że wiele szpitali z niego skorzystało.

W połowie roku zadłużenie szpitali powiatowych wyniosło prawie 33 mld zł, z czego zobowiązania wymagalne, czyli te, które należało już zapłacić, to 5,5 mld zł. Szpitale powiatowe i starostowie pytają: czy ministerstwo chce, żeby 1/3 szpitali się zamknęła?

Zdecydowanie nie. Wystarczy poczytać mapę świadczeń zdrowotnych, a myślę, że zarówno pani redaktor, jak i starostowie ją przeczytali. Została opublikowana w połowie lipca. Na tej mapie pokazujemy, w jaką stronę szpitale powinny się dzisiaj profilować. Unikanie wyzwań demograficznych i tego, co czeka nas za 5-10 lat, jest dzisiaj zupełnie nieodpowiedzialne. Wolałabym, żebyśmy rozmawiali – również w regionach – o tym, jak dostosować system ochrony zdrowia do potrzeb lokalnych. Do tego, co przed nami. Sporo szpitali w ten dialog z nami wchodzi. Myślę, że te zadłużenia, o których pani redaktor wspomina, nie powstały w ostatnim czasie. Złożyło się na to wiele przyczyn.

Czytaj więcej

Rośnie zadłużenie publicznych szpitali. To już 34 mld złotych

Z tego, co rozmawiam ze starostami, są to często długi z poprzednich lat, które dzisiaj generują wysokie odsetki. Także w parabankach. Dziś obciążają koszty funkcjonowania szpitali. To nie jest kwestia nawet jednej kadencji, ale kilku. Myślę, że to naprawdę bardzo silna motywacja, by rozpoczynać procesy restrukturyzacyjne. Mamy przykłady szpitali, które zrezygnowały z części zabiegowej i świadczą funkcję uzupełniającą do szpitali wysokospecjalistycznych. Choćby poprzez organizację części niezabiegowych, np. łóżek opieki długoterminowej. Do tego również był przeznaczony mechanizm z Krajowego Planu Odbudowy.

Myślę, że bolączką jest dziś rozproszona struktura właścicielska i odpowiedzialność nadzorów właścicielskich. Namawiamy, by koncentrować te działalności i konsolidować w ramach albo szpitali większych, albo marszałków. Oni również zgłaszają chęć, żeby pomóc w regionach ze szpitalami powiatowymi. Przyglądam się temu, co się dzieje. Zobaczymy, jakie wnioski do nas wpłyną. Cieszę się, że taka otwarta dyskusja dzisiaj w kraju się toczy. Że już przestaliśmy udawać, że dotychczasowy system będzie trwał jeszcze wiele lat. Podejmijmy dzisiaj odważne i może czasami niepopularne decyzje, które przyniosą efekty w przyszłości. Tak było choćby w Gorzowie Wielkopolskim. Odwiedziłam ten szpital w zeszłym tygodniu. Dzisiaj ma dobrą sytuację finansową, pozyskane środki z KPO, śmiało patrzy w przyszłość. Takich przykładów jest sporo. Dolnośląskie, gdzie konsolidują się trzy szpitale powiatowe, więc te procesy się dzieją. Może za wolno, może brakuje czasami odwagi. Robimy wszystko, żeby wyposażyć w narzędzia zarówno właścicieli, jak i dyrektorów szpitali.

Dyrektorzy obawiają się, że limit zarobków dla lekarzy w połączeniu z wymogiem pracy na co najmniej pół etatu w podmiocie leczniczym sprawi, że lekarze odpłyną z mniejszych miejscowości. Słusznie?

Przewidujemy, że jeżeli ustawa uzyska akceptację prezydenta, wejdzie w życie najwcześniej od 1 lipca przyszłego roku. Więc jest sporo czasu, żeby się do tego przygotować. Mam nadzieję, że ten proces przebiegnie sprawnie. Myślę, że dzisiaj te pół etatu to minimum, w jakim chcielibyśmy widzieć medyka. Powinien być związany ze swoim miejscem pracy i wypoczęty. Oczywiście mamy różnice w regionach dotyczące dostępu do poszczególnych specjalistów, liczby specjalistów, ale jednym z argumentów za konsolidacją szpitali jest właśnie to, że dostęp do kadry ze szpitali wielospecjalistycznych będzie lepiej wykorzystywany. Również w szpitalach powiatowych, które będą z nimi współpracowały.

Czytaj więcej

Prezes związku szpitali: Nikt nie będzie pracował na SOR za 240 zł/h

Policzyliście, czy wystarczy lekarzy przy założeniu wymiaru pracy na co najmniej pół etatu na jeden szpital?

Już w tej chwili mamy średnią lekarzy w Polsce wyższą niż średnią w Unii Europejskiej. Teraz naszym zadaniem jest, żeby dostęp do tych specjalistów wykorzystać w możliwie najlepszy sposób dla naszych pacjentów.