Poniedziałek 19 października, Pałac Kultury i Nauki, Sala Starzyńskiego na IV piętrze. Przed godziną jedenastą jest już tłum. Dyrektorzy szpitali powiatowych, starostowie, członkowie zarządów powiatów, urzędnicy. Przejechali na spotkanie z minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą, by porozmawiać o sytuacji ich placówek. Wiadomo, że jest źle. Zadłużenie SPZOZ-ów w Polsce pod koniec czerwca wynosiło 32,8 mld zł, z czego 5,8 mld zł stanowiły zobowiązania wymagalne. Część lecznic jest już tak zadłużona, że grozi im bankructwo. Na przykład Zespołowi Opieki Zdrowotnej w Skarżysku-Kamiennej. Jest zadłużony na 157,5 mln zł. Było o nim głośno w sierpniu tego roku, gdy zrezygnował z części programu lekowego dla chorych na stwardnienie rozsiane, bo hurtownia farmaceutyczna nie chciała podpisać z nim umowy na dostawę leków. Od kilku miesięcy nie ma zawartej umowy na wodę i ścieki. Długi Szpitala w Lublińcu przekroczyły 80 mln zł. Choć z oddziałów została tylko interna i pediatria, placówka i tak generuje ok. miliona złotych zadłużenia miesięcznie. Na konto weszli komornicy. Teraz powiat chce przekształcić szpital w spółkę prawa handlowego. To kolejny – po wydzierżawieniu szpitala i konsolidacji – pomysł na powstrzymanie spirali długów.

Reklama
Reklama

Byłoby o czym rozmawiać. Ale minister nie przyjechała. Ze względu na „inne wyzwania”. Czego nie usłyszała?

Czytaj więcej

Szpital na skraju upadku. 153 mln zł długu, plan ratunkowy legł w gruzach

Starosta sanocki: „Ludzie w naszym szpitalu głodują”

Choćby błagania starosty sanockiego Roberta Pieszczocha. W jego szpitalu trwa protest głodowy kilkudziesięciu pracowników, którzy sprzeciwiają się cięciom płac i zwolnieniom, zarzucając dyrekcji placówki brak dialogu przy podejmowaniu istotnych decyzji. Zadłużenie SP ZOZ w Sanoku przekroczyło 200 mln zł. Starosta Pieszczoch domaga się funduszu na restrukturyzację szpitali tonących w długach. – Ludzie w naszym szpitalu głodują. Dlaczego? Bo nie jesteśmy w stanie im płacić. Dlaczego nie jesteśmy w stanie im płacić? Bo już nie jesteśmy w stanie wobec nikogo się zadłużyć – mówił. – Jeżeli tego nie zrobicie, za chwilę nas tu nie będzie czterystu (przedstawicieli szpitali – red.), a dwustu. Bo będziemy musieli zamknąć te szpitale. Tak, jesteśmy bardzo blisko zamknięcia szpitala w Sanoku i w Lesku.

Władysław Karski, wicestarosta powiatu tureckiego, przyjechał po prawdę. – Jeżeli chcecie nam powiedzieć, że macie w zanadrzu zlikwidowanie jednej trzeciej szpitali powiatowych, to nam to powiedzcie uczciwie! Będziemy wiedzieli, na czym stoimy – wykrzyczał. – Jechałem dwieście kilometrów. Z czym ja mam wrócić na radę powiatu? Co ja mam powiedzieć ludziom na spotkaniach? Czy ja mam ograniczyć tę działalność? Ja wiem, do czego to zmierza. Za chwilę okaże się, że to samorządy będą winne zamknięcia szpitali. Powiedzcie nam prawdę. Po tę prawdę przyjechałem i chcę ją usłyszeć.

Od starosty staropolskiego Janusza Zarzecznego minister dowiedziałaby się, co jest największym złem systemu. Waloryzacja minimalnych wynagrodzeń dla pracowników ochrony zdrowia na etacie, czyli tzw. ustawa podwyżkowa. – W zeszłym roku było to 14,5 proc., w tym roku 8,82 proc. Na litość boską, to są miliony złotych z budżetów szpitali! Kto wydoli? Ja nie mam pretensji, że nie ma pieniędzy, ja sobie zdaję sprawę, że tych pieniędzy nie będzie. A kto sobie da radę? Ten sobie da radę, który będzie kombinował – powiedział.

Jego wypowiedź sala powitała salwą oklasków. Podobnie jak inne padające z mównicy. O tym, że szpitale nie mogą kredytować Narodowego Funduszu Zdrowia; że powiaty muszą dokładać do ochrony zdrowia kosztem oświaty, dróg i innych inwestycji; że trzeba zmienić wycenę świadczeń zdrowotnych; i że czas się kończy, a ministerstwo nie przedstawiło jak dotąd żadnego remedium na problemy trawiące szpitale powiatowe.

Jolanta Sobierańska-Grenda usłyszałaby też trudne pytania, na które nie potrafił odpowiedzieć wysłany w zastępstwie wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski: Co z przyszłością ustawy podwyżkowej? Czy będzie fundusz na restrukturyzację zadłużonych placówek? Czy rząd zamierza zająć się kwestią źródeł finansowania ochrony zdrowia, w sytuacji, gdy składka zdrowotna to za mało?

„Jeśli nie ma pieniędzy w systemie, to skąd się biorą fortuny lekarzy?”

Emocje kipią na mównicy, ale w kuluarach nie jest lepiej. Dyrektorów i samorządowców bulwersuje chociażby pakiet zmian legislacyjnych, który forsuje w Sejmie Ministerstwo Zdrowia. Projekt przewiduje m.in. limit zarobków lekarzy, rozległe raportowanie czasu pracy medyków i wymóg, zgodnie z którym lekarz w szpitalu lub poradni musi leczyć na co najmniej pół etatu.

Moi rozmówcy są zgodni – to tylko zaszkodzi szpitalom powiatowym. A oczekiwania dyrektorów i starostów w sprawie zmiany w systemie są inne.

– Niech oni wreszcie zatrzymają ustawę podwyżkową. Przecież to, co dolewają w ten sposób do systemu, to i tak wpada do kieszeni lekarzy – słyszę od dyrektorki szpitala powiatowego z kujawsko-pomorskiego.

– W budżecie mojego szpitala już prawie 90 proc. kosztów to płace – tłumaczy mi jeden ze starostów. – Żądać 400 zł za godzinę pracy, to jest niemoralne – dodaje.

– Jeśli się mówi dzisiaj o tym, że nie ma w systemie pieniędzy, to ja pytam, skąd się biorą fortuny lekarzy? – pyta inny.

Czytaj więcej

400 mln zł długu i widmo zamknięcia. Trzy szpitale walczą o przetrwanie

I dyrektorzy, i samorządowcy mają jasne zdanie: limit zarobków lekarzy, który chce wprowadzić rząd, nie rozwiąże problemu kosztów wynagrodzeń. Za to spowoduje, że część medyków odpłynie z prowincji. Nie będą przyjeżdżać na dyżury z większych miast. Największe obawy dotyczą poradni specjalistycznych. – W większości powiatów pójdą do zamknięcia – słyszę. Dlaczego? Bo w przychodniach lekarzy specjalistów medycy rzadko pracują na pół etatu. Zwykle na mniejszą część.

– Te przepisy zaszkodzą szpitalom powiatowym. Mamy zostać bez lekarzy i mamy się sami pozamykać – mówi jeden z dyrektorów szpitali.

Zarobki personelu medycznego to dla dyrektorów szpitali i samorządowców obiekt gorzkich żartów.

– Pielęgniarki zarabiają już lepiej niż dyrektorzy. Niektóre dostają 20 tys. zł brutto.. Ostatnio od pielęgniarki usłyszałem, że ona studiowała, ma magistra i nie będzie zmieniać pampersów pacjentom. Niech opiekun medyczny zmienia – słyszę.

W jaki sposób powiaty radzą sobie z rosnącym zadłużeniem i brakiem płynności finansowej w szpitalach? Jedni – w drodze uchwał rady powiatu – udzielają lecznicom pożyczek na milion, pół miliona złotych, a potem – tą samą drogą – decydują o ich umorzeniu. Inni przyznają szpitalowi pieniądze na inwestycje, a rolą dyrektora jest spożytkowanie ich w taki sposób, żeby podtrzymać płynność i inwestycje wykazać.

Dlaczego na szczycie szpitali powiatowych nie było minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy? Resort komentuje

Gdy Tomasz Maciejewski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia przepraszał za nieobecność szefowej resortu, sala zawrzała. – To chyba żart – komentowano. Gdy Maciejewski stwierdził, że „pani minister regularnie spotyka się z przedstawicielami dyrektorów i władz samorządowych”, z sali padły okrzyki: „Kiedy były te spotkania?!”. Deklarację wiceministra, że resort nie zamierza zamykać szpitali powiatowych, dyrektorzy i samorządy powitali śmiechem i komentarzami, że ministerstwo nie musi, bo szpitale „same się będą zamykały”.

– Wszyscy powinni wyjść z sali. Czterysta osób przyjechało, żeby posłuchać, co ma do powiedzenia minister zdrowia, a ona się nie pojawiła – komentowano nieobecność minister w kuluarach. – Strzelają sobie w kolano – padało.

Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, jakie obowiązki uniemożliwiły szefowej resortu udział w poniedziałkowym szczycie. Otrzymaliśmy taką odpowiedź: „Na dzisiejszym Szczycie Szpitali Powiatowych resort zdrowia był reprezentowany przez wiceministra Tomasza Maciejewskiego, odpowiedzialnego z ramienia MZ za nadzór nad pracami tzw. pakietu zmian, nad którym obecnie pracuje Parlament. Jednocześnie zaznaczamy, że w ramach prowadzonego dialogu ze stroną społeczną, w tym również z przedstawicielami szpitali w regionach, do projektów ustaw został przeprowadzony pełny proces konsultacji publicznych. Dodatkowo w resorcie odbyło się też spotkanie z udziałem przedstawicieli szpitali powiatowych i kierownictwa MZ, podczas którego szczegółowo omówiony został pakiet zmian. Pakiet był również przedmiotem obrad Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, podczas którego ministerstwo reprezentowała osobiście minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda”.

W ubiegły czwartek znalazła czas na udział w debacie pt. „Zdrowie obywateli kapitałem Europy: wyzwania i strategie odporności” podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie. Uczestniczyli w nim, oprócz moderatora, szef ZUS, była minister w rządzie Jerzego Buzka oraz prezes Grupy Luxmed.

Czytaj więcej

Nowa minister zdrowia: Niemówienie o pieniądzach w ochronie zdrowia było błędem

Jolanta Sobierańska-Grenda objęła urząd w lipcu 2025 r. po tym, jak Donald Tusk zdecydował się na eksperyment pod hasłem apolitycznego kierownictwa resortu zdrowia. Nowa minister – prawniczka i menedżerka z doświadczeniem w konsolidacji szpitali na Pomorzu – miała zreformować ochronę zdrowia. Projekt takiej reformy nie powstał, a na rok przed wyborami jasnej wizji uleczenia systemu nie spodziewa się już nikt, nie tylko dyrektorzy szpitali.