Czwarta fala pandemii przyspiesza. Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 2085 nowych zakażeniach koronawirusem. – Jeśli dzisiejsze dane porównamy do ubiegłej środy, to jest to wzrost o 70 proc. – mówił we środę w Polskim Radiu wiceminister Waldemar Kraska.

– To jest ostatni moment, kiedy powinniśmy się zaszczepić, więc apeluję do wszystkich: zaszczepmy się, bo widzimy, że czwarta fala zdecydowanie przyspiesza w tych województwach, gdzie osób zaszczepionych jest najmniej, czyli woj. lubelskie, woj. podkarpackie, woj. podlaskie – wymienił.

Na Lubelszczyźnie ostatniej doby odnotowano 399 nowych zakażeń, na Podkarpaciu 89, a na Podlasiu 268. Wśród województw z największą liczbą zakażeń znajduje się także województwo mazowieckie, gdzie stwierdzono 346 nowych zakażeń.

Czytaj więcej

Minister zdrowia Adam Niedzielski
Niedzielski: Staramy się walczyć z COVID-em tak, jak z grypą

– Może być ich więcej, bo bardzo często mamy do czynienia z pacjentami, którzy nie chcą się testować – mówi „Rz" Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych. Dodaje też, że widać w przychodniach coraz więcej pacjentów. – To nie tylko osoby z Covid-19, bo mamy wiele osób z infekcjami grypopodobnymi. Są też chorzy na grypę, choć tej będzie najwięcej na przełomie stycznia i lutego – mówi lekarz.

Choć rośnie liczba zakażeń, nie są planowane nowe obostrzenia. Rok temu pod koniec października z dnia na dzień zamknięto cmentarze i wprowadzono naukę zdalną. Obecnie nie jest to planowane, choć resort zaznacza, że trzeba wrócić do egzekwowania obowiązku noszenia maseczek. Mogą być też decyzje dotyczące poszczególnych powiatów i miast, w których liczba zakażeń znacznie wzrośnie.

Czytaj więcej

Koronawirus w Polsce. Rząd przedłuża obostrzenia

Lekarzy niepokoi wzrost liczby hospitalizacji. W szpitalach przebywa obecnie 2013 pacjentów (dostępnych jest 7 tys. łóżek), przy czym ze wsparcia respiratorem korzysta 190 osób (na 733 respiratory przeznaczone dla pacjentów z Covid-19). Ostatniej doby zmarły 33 osoby – większość miała choroby współistniejące.

Podczas gdy w szpitalach przybywa ciężko chorych, coraz więcej placówek ma kłopoty z zapewnieniem obsady dyżurowej. Pod koniec września wypowiedzenia złożyło 26 lekarzy z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, co grozi paraliżem kilku oddziałów specjalistycznej placówki leczących najbardziej chore dzieci. Choć resort zdrowia uspokaja, że większość zwalniających się lekarzy ma trzymiesięczny okres wypowiedzenia, wielu opuści szpital już w tym miesiącu, odbierając zaległe urlopy. Pediatrzy z Prokocimia odejście tłumaczą złymi warunkami pracy, które powodują zagrożenie bezpieczeństwa nie tylko pacjentów, ale i personelu. Twierdzą, że o tragicznej sytuacji kadrowej informowali ministerstwo już trzy lata temu, ale ich argumenty nie zostały wysłuchane. Nie bez znaczenia były też kwestie finansowe. Większość wysoko wykwalifikowanych specjalistów z Prokocimia zarabia 6769 zł brutto, a ostatnia ustawowa podwyżka o 19 zł miesięcznie brutto nie poprawiła ich sytuacji.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Obsadę dyżurową trudno jest skompletować również w placówkach dla dorosłych, gdzie warunki pracy są odrobinę lepsze, a stawki dużo wyższe.

Zdaniem Łukasza Jankowskiego, prezesa Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, w IV fali znów może zabraknąć personelu oddziałów covidowych: – I to wcale nie ze względu na trwający protest medyków, bo protestujący zadbali o zastępstwo na oddziałach, ale z powodu braku przygotowania systemowego. U progu kolejnej fali wiele szpitali tymczasowych ma problemy z zatrudnieniem dodatkowego personelu – zauważa dr Jankowski.