Kamienica przy ul. Grochowskiej 152 ma trzy piętra. Na podwórku pełno jest śmieci, kawałków mebli, gruzu i spalonego drewna. Na klatce czuć swąd spalenizny.

Ogień wybuchł w styczniową noc w mieszkaniu na drugim piętrze. Ewakuowano wszystkich lokatorów kamienicy. Strażacy odcięli dopływ prądu. W lokalu, gdzie wybuchł pożar, zrywali stop, by ugasić płomienie.

– Na razie nie wiemy, co było przyczyną pożaru – mówi Joanna Węgrzyniak z południowopraskiej komendy, która prowadzi śledztwo.

W pożarze najbardziej ucierpiały mieszkania położone w pionie, w którym pojawił się ogień – są spalone i zalane. – Tu już nie można mieszkać – mówi radna Warszawy Małgorzata Załęcka, lokatorka kamienicy, która z dziećmi wyprowadziła się do rodziny. Podobnie jak lokatorka z pierwszego piętra, w której mieszkaniu z sufitu spadają kawałki farby, a na ścianach są zacieki.

Po pożarze w budynku zostali najemcy trzech lokali. – Musiałam tu zostać, bo nie miałam wyjścia. Urzędnicy proponowali hotel, ale jak w nim żyć? – mówi pani Małgorzata Sasi z parteru.

Wszyscy lokatorzy z Grochowskiej 152 już od września ubiegłego roku mają przyznane inne lokale komunalne. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego kilka miesięcy wcześniej uznał, że budynek z powodu złego stanu technicznego nie nadaje się do użytkowania.

Mieszkańcy nie mogli się jednak szybko przenieść do nowych lokali, bo wymagały one remontu. Niektórzy jednak lada moment będą odbierać klucze.Według Małgorzaty Załęckiej dzielnica gra jednak na zwłokę. – Nawet po pożarze nie mieliśmy się gdzie podziać. Urzędnicy tłumaczą, że przetargi trwają, a lokale trzeba wyremontować. I nic się nie dzieje – mówi Załęcka. Wtórują jej sąsiadki. – Choć już dawno dostaliśmy przydział na inne mieszkanie, to przez wiele miesięcy nie mogliśmy doczekać się przeprowadzki. Dopiero pożar sprawił, że przyśpieszono wydawanie nam nowych lokali – mówią.

Michał Mazur, kierownik działu technicznego na Pradze-Południe, odpiera te zarzuty.

– Dwie rodziny już się wyprowadzają, a lokator, u którego wybuchł pożar, ma od 2006 roku przyznane mieszkanie przy ul. Grochowskiej. Dodaje, że tylko dwie rodziny będą musiały trochę dłużej poczekać na wyprowadzkę. – Czekamy na rozstrzygnięcie przetargu na remont lokali. Odbywa się on z tzw. wolnej ręki, a remonty muszą się zakończyć do końca lutego 2008 – tłumaczy Michał Mazur.

Komunalna kamienica na Grochowie nie jest jedyną, z której natychmiast powinni wyprowadzić się lokatorzy. Z danych miasta wynika, że na koniec czerwca 2007 roku (bardziej aktualnych danych ratusz nie ma) na wykwaterowanie z zajmowanych lokali z powodu złego stanu budynków, który zagraża życiu i zdrowiu, czeka ok. 300 rodzin w całym mieście. Mieszkają one w ponad 100 obiektach. Najwięcej takich kamienic jest na obu Pragach, Woli i Targówku. Na Pradze-Północ na przeprowadzkę czekają rodziny ze 107 lokali. – Nadzór budowlany nakazał wykwaterować mieszkańców z 15 budynków – informuje Beata Bielińska-Jacewicz, rzecznik Pragi-Północ. Dodaje, że w 2007 roku liczba osób, które trzeba wysiedlić, spadła w porównaniu z 2006 rokiem, ale nie oznacza to poprawy sytuacji. – Dzielnica od kilku lat stara się o wybudowanie osiedla domów czynszowych na Forcie Śliwickiego, ale inwestycja została oprotestowana przez Komendę Stołeczną Policji – mówi rzecznik.

Na Targówku do wysiedlenia z powodu złego stanu technicznego jest pięć budynków, m.in. przy Gościeradowskiej, Handlowej czy Obwodowej. Zamieszkuje w nich 17 osób. – Część z nich trafi do naszego domu komunalnego przy ul. Oszmiańskiej, który w marcu zostanie oddany do użytku – mówi Rafał Lasota, rzecznik Targówka. Dodaje, że dzielnica chce przerobić dawny hotel robotniczy przy ul. Wincentego na mieszkania socjalne, a poza tym w ciągu dwóch lat postawić kolejny budynek przy ul. Ossowskiego. – Dzięki temu udałoby nam się rozwiązać problemy komunalne – zapewnia rzecznik.

Tomasz Krettek, główny specjalista w Biurze Polityki Mieszkaniowej stołecznego ratusza, przypomina, że zgodnie z prawem urząd jest zobowiązany przyznać osobom z zagrożonych budynków mieszkanie zamienne. – Jednak część najemców myśli, że przy okazji może poprawić swoją sytuację mieszkaniową. A przepisy są bezwzględne i mówią o zamianie, więc najemcy przysługuje lokal o takiej powierzchni, jaką miał – tłumaczy Tomasz Krettek. I dodaje, że w niektórych dzielnicach zdarza się czasem, że przy okazji przeprowadzki urząd decyduje się np. na rozkwaterowanie małżonków po rozwodzie lub dorosłych dzieci, które jeszcze mieszkają z rodzicami.