Reklama

REIT-y to nie instrument dla amatorów

Inwestorzy indywidualni powinni być rzetelnie informowani o korzyściach, ale i ryzyku lokowania w akcje REIT-ów – pisze ekspert RynekPierwotny.pl.

Publikacja: 04.07.2024 21:00

REIT-y to nie instrument dla amatorów

Foto: mat. pras.

W przestrzeni publicznej co pewien czas pojawiają się teksty o rodzących się już osiem lat polskich REIT-ach, które z jednej strony mają prowokować rząd do przyspieszenia procesu legislacyjnego, a z drugiej w miarę możliwości podreperować dość marną edukację Kowalskich dotyczącą tematu. Niektóre przekazy przedstawiają przy tym perspektywy inwestycyjne REIT-ów w sposób niemal euforyczny, tymczasem nie wygląda to aż tak kolorowo, co należy już dziś uświadamiać inwestorom, zwłaszcza drobnym.

REIT-y jak obligacje?

Jedną z tez chętnie lansowanych w przestrzeni publicznej jest rzekomo wyjątkowo korzystny stosunek zysku do ryzyka inwestycji w REIT-y, pojawiają się wręcz stwierdzenia, że bezpieczeństwo inwestowania jest takie samo, jak w przypadku obligacji skarbowych. To bardzo ciekawa teza, przy której warto się chwilę zatrzymać.

Jeżeli przyjrzeć się notowaniom światowych REIT-ów mierzonym bodaj najbardziej reprezentatywnym wskaźnikiem ich koniunktury, czyli FTSE EPRA/NAREIT Global REITs, to inwestując długoterminowo w REIT-y, tak z co najmniej kilkunastoletnim horyzontem czasowym, faktycznie dość trudno jest ponieść straty.

Niemniej akcje notowanych na giełdach REIT-ów absolutnie niczym nie różnią się od walorów wszelkich innych spółek i wiążą się z adekwatnym ryzykiem. Co więcej, może być ono nawet nieco wyższe, bowiem na REIT-y silnie oddziałuje nie tylko koniunktura giełdowa, ale i ta panująca na rynku nieruchomości. Fakt ten generuje większą zmienność notowań REIT-ów w stosunku do innych spółek. Stąd w czasach giełdowo-nieruchomościowej prosperity indeksy szybują wyraźnie szybciej od pozostałych, niestety w trakcie hamowania czy załamania koniunktury jest dokładnie odwrotnie.

W najnowszej historii rynków REIT-y zaliczyły trzy bardzo poważne tąpnięcia notowań. Pierwsze z lat 2007–2009 po wybuchu kryzysu subprime, drugie w związku z pandemią Covid-19 w początkach 2020 r., i po raz trzeci całkiem niedawno w 2022 r., w reakcji na wybuch inflacji i wzrost stóp procentowych, który dla REIT-ów bywa silnie destrukcyjny z racji agresywnego zazwyczaj lewarowania inwestycji.

Reklama
Reklama

Spadki mierzone globalnym indeksem FTSE EPRA/NAREIT wyniosły we wspomnianych przypadkach odpowiednio 68 proc., 43 proc. i 36 proc. Dwie pierwsze przeceny były następnie odrabiane w okresach kilkuletnich, a ostatni, inflacyjny zjazd jest jeszcze kontynuowany. Tego rodzaju emocje akcjonariuszy REIT-ów raczej mają niewiele wspólnego ze względnie spokojnym snem posiadaczy obligacji skarbowych, o różnicach w bezpieczeństwie inwestycyjnym nie wspominając.

To, co odróżnia REIT-y od innych spółek, to jednokrotne opodatkowanie zysku wypłacanego akcjonariuszom. Czy takie uprzywilejowane jest w stanie zrekompensować zmienność notowań akcji? Raczej z dużym trudem.

W ostatnich latach średnia stopa dywidendy komunikowana przez organizację NAREIT wynosiła nieco ponad 4 proc. To całkiem dobry wynik jak na warunki rynków zachodnich, w tym głównie USA, gdzie średnia dywidenda z S&P 500 oscyluje w okolicach 2 proc., podobnie zresztą jak i kupon obligacji dziesięcioletnich.

Tymczasem nieco większe oczekiwania mają rodzimi inwestorzy – chyba że dość przeciętny poziom dywidendy jest skorelowany z solidnym wzrostem kursu. Niestety, na przykładzie indeksu FTSE EPRA/NAREIT i w tym przypadku trudno o entuzjastyczne wnioski. Od połowy 2014 r. do dziś, globalny wskaźnik koniunktury rynków REIT praktycznie nie zmienił poziomu notowań, a nawet kilka procent zniżkował. Dla porównania rodzimy WIG-nieruchomości w analogicznym okresie poszybował o bagatela niemal równe 200 proc. Tym samym polskim REIT-om, o ile będą podążać za globalnym trendem, może być dość trudno konkurować pod względem rynkowych wycen z już notowanymi na GPW „zwykłymi” spółkami nieruchomościowymi.

Fundusze w grze

Według różnych badań przeprowadzanych na przestrzeni ostatnich lat, inwestycje w nieruchomości, w tym oczywiście przede wszystkim mieszkania na wynajem, są zdaniem Polaków absolutnie najlepszą formą lokowania kapitału. Taką opinię prezentuje ponad dwie trzecie rodaków, a potwierdzają to statystyki pierwotnego rynku mieszkaniowego, według których zakupy inwestycyjne mieszkań okresowo osiągają nawet 50 proc. udziału w transakcjach.

Nic zatem dziwnego, że inwestycje w nieruchomości coraz częściej określa się mianem polskiego sportu narodowego. W tej sytuacji powszechne oczekiwania wyśrubowanej popularności polskich REIT-ów, kiedy te doczekają się wreszcie rynkowej materializacji, rosną już od dłuższego czasu.

Reklama
Reklama

Tak dużego optymizmu nie da się jednak poprzeć racjonalnymi przesłankami. To, że inwestycje w mieszkania cieszą się ogromnym powodzeniem, w żadnym wypadku nie oznacza, że ten sam trend zawładnie inwestycjami pośrednio, przez SINN-y. To bowiem dwie absolutnie odrębne kategorie inwestycji, dla różnego rodzaju inwestorów, rządzące się innymi prawami.

Przeciętny Kowalski ma dość ograniczone zaufanie do rodzimej giełdy, która bardziej mu się kojarzy z kasynem niż z bezpieczną przystanią dla oszczędności. Jeśli więc inwestuje na GPW, to głównie przez fundusze inwestycyjne. Zapewne i w przypadku SINN-ów TFI i inni inwestorzy instytucjonalni będą głównym źródłem kapitału i kołem zamachowym notowań.

Tytuł i śródtytuły: od redakcji

Nieruchomości
Dobry finisz deweloperów
Nieruchomości
Czy wynajem mieszkań na doby wciąż da zarobić
Nieruchomości
Rynek deweloperski. „Wojna cenowa jeszcze potrwa”
Nieruchomości
Sprzedaż mieszkania. Jaka prowizja dla pośrednika
Nieruchomości
Czego się boją kupujący mieszkania
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama