Czy Europa przestaje ufać Ameryce? Czy Polska powinna oprzeć się na francuskim „parasolu”, czy budować własne zdolności? O konsekwencjach politycznych, militarnych i geostrategicznych tej decyzji Marzena Tabor-Olszewska rozmawia z Jędrzejem Bieleckim.
Czytaj więcej
Nowa doktryna strategiczna, którą ogłosił Emmanuel Macron, otwiera możliwość stacjonowania w naszym kraju myśliwców Rafale, uzbrojonych w pociski a...
Punktem wyjścia jest diagnoza, którą prezydent Francji przedstawił w bazie w Breście. Jak relacjonuje gość podcastu, zmiana wynika z kilku nakładających się czynników: rosyjskich gróźb użycia broni jądrowej, niepewności co do reakcji Stanów Zjednoczonych oraz rozpadu dotychczasowej architektury kontroli zbrojeń. – Nie może być dłużej sytuacji, w której za Europejczyków w kwestiach obronnych decydują inni – podkreślał Macron.
Francuska doktryna od dekad opiera się na pojęciu „żywotnych interesów”. Ich definicja pozostaje celowo nieostra. – Francuska doktryna jądrowa mówi o tym, że zostaną uruchomione siły jądrowe w momencie, kiedy żywotne interesy Francji zostaną naruszone – przypomina Bielecki. Decyzję o ich użyciu podejmuje wyłącznie prezydent. Jednocześnie już de Gaulle wskazywał, że interesy te nie kończą się na granicach Francji.
Czytaj więcej
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte podkreślił, że Sojusz nie zamierza angażować się bezpośrednio w narastający konflikt między Stanami Zjednoczony...
Myśliwce nad Wisłą i europejskie „żywotne interesy”
Nowością w propozycji Macrona jest bardzo konkretne „zaznaczenie” obecności francuskiego systemu odstraszania w Europie Środkowej. Przykładem była sytuacja z września ubiegłego roku, gdy po rosyjskim incydencie dronowym nad Polską Francja wysłała trzy myśliwce Rafale, w tym jeden przystosowany do przenoszenia broni jądrowej. Teraz taka obecność mogłaby mieć charakter stały lub długoterminowy.
– Decyzja o użyciu broni jądrowej byłaby w wyłącznych rękach Francji – zastrzega rozmówca. Jednocześnie Polska mogłaby uczestniczyć w ćwiczeniach i budować konwencjonalne wsparcie dla francuskiego odstraszania. To element szerszej zmiany: osiem państw UE, w tym Polska, Szwecja czy Niemcy, zaczyna traktować francuską koncepcję bardzo poważnie.
Kluczowa pozostaje wiarygodność samego odstraszania. Bielecki przywołuje słowa François Mitterranda: – Tak naprawdę wiarygodność francuskiego systemu ostatecznie sprowadza się do prezydenta. Francja dysponuje dziś 290 głowicami atomowymi i czterema okrętami podwodnymi, z których przynajmniej dwa stale patrolują morza. – Francja ma taką siłę, która gwarantuje zniszczenia nie do zaakceptowania dla wroga – podkreśla dziennikarz.
Czytaj więcej
Po imigrantach, George'u Sorosie, Brukseli i homoseksualistach Ukraina ma być nowym straszakiem, który uratuje Fidesz przed utratą władzy. Ale tym...
NATO, Trump i europejska dorosłość
Debata o francuskim parasolu nie toczy się w próżni. W Polsce rośnie sceptycyzm wobec amerykańskich gwarancji. – Przeszło połowa Polaków uważa Amerykę za sojusznika, który nie jest wiarygodny – zauważa Bielecki. To „tektoniczna zmiana” w myśleniu o bezpieczeństwie.
Jednocześnie Europa zaczyna przejmować ciężar wsparcia dla Ukrainy. – W tej chwili 97 proc. wsparcia dla Ukrainy pochodzi z Europy – mówi gość podcastu. To sygnał dojrzewania politycznego i militarnego kontynentu, który przez dekady korzystał z amerykańskiego parasola także dlatego, że było to wygodne i tańsze.
Czy odstraszanie wystarczy, by powstrzymać Władimira Putina? – Putin nie uderzy w Europę, jeżeli nie wygra wojny w Ukrainie – ocenia Bielecki. Jednocześnie ostrzega przed scenariuszem „testowania” NATO na niewielkim terytorium państw bałtyckich. Właśnie dlatego – jak podkreśla – Europa musi budować własne zdolności, niezależnie od tego, kto zasiada w Białym Domu.
Odcinek dotyka też pytania o przyszłość samej Francji. Co, jeśli w Pałacu Elizejskim zasiądzie skrajna prawica? To kolejny argument za pogłębianiem integracji europejskiej i wspólnymi mechanizmami decyzyjnymi. Bo – jak wynika z rozmowy – w świecie rozpadających się gwarancji i rosnących napięć sojusze są tylko tak trwałe, jak polityczna wola ich przestrzegania.