Prób rozprawienia się z problemami obowiązującego od 19 lat systemu planowania przestrzennego było już kilka.

PIOTR UŚCIŃSKI: Zaproponowane przez nas zmiany mają na celu przede wszystkim ujednolicenie i uproszczenie procedur planistycznych, wzmocnienie roli społeczeństwa w tworzeniu aktów planowania przestrzennego oraz rozwój cyfryzacji w planowaniu. Nie wywracamy do góry nogami systemu planowania przestrzennego, a stopniowo go ulepszamy.  Skupiamy się teraz na kluczowych zagadnieniach, by każda gmina w Polsce mogła kreować wysokiej jakości przestrzeń.  Wierzę, że tym razem uda się wprowadzić przepisy, tym bardziej, że reforma jest oczekiwana od kilkunastu lat szczególnie przez mieszkańców, samorządy oraz inwestorów.

Czym dla pana jest patodeweloperka? Jak się jej pozbyć?

Patodeweloperka jest szerokim pojęciem. Może być związana zarówno z planowaniem przestrzennym, jak i z przepisami technicznymi.  W pierwszym przypadku mamy z nią do czynienia wtedy, gdy przestrzeń jest kształtowana bez uwzględnienia różnych uwarunkowań, np. kulturowych, środowiskowych, w tym przede wszystkim bez ochrony ładu przestrzennego. Dzieje się tak najczęściej, gdy nie ma miejscowych planów, które określałyby na przykład możliwe przeznaczenia terenów, układu dróg czy też udział powierzchni biologicznie czynnej koniecznej do zapewnienia na każdej działce. Wówczas często przestrzeń jest kształtowana przypadkowo, bez koncepcji urbanistycznej, czy np.  bez uwzględnienia naturalnego ukształtowania terenu. Reforma planowania i zagospodarowania przestrzennego wychodzi naprzeciw tym problemom.

Reforma planowania i zagospodarowania przestrzennego ma bardzo napięty harmonogram, przypominający ten, który towarzyszył wdrażaniu Polskiego Ładu.

Harmonogram jest bardzo dobrze przygotowany i precyzyjny. Mając świadomość, że jest to projekt niezwykle ważny, podjęliśmy starania, aby był on przedmiotem szerokiej dyskusji, dlatego na przełomie 2021 i 2022 roku przeprowadziliśmy rozszerzone prekonsultacje, a w maju formalne konsultacje społeczne. Zgłoszone w ramach konsultacji i uzgodnień międzyresortowych uwagi są szczegółowo analizowane. Chciałbym, aby nowe przepisy weszły w życie w I kwartale 2023 r. To możliwe, bo już w III kwartale br. ustawą zajmie się Sejm.

Część przepisów dotyczących m.in. pełnej cyfryzacji wejdzie w życie w 2026 r.

Kowalski ma w Grójcu działkę i chciałby się na niej pobudować. Co dla niego ta ustawa oznacza?

Ustawa zmieni to, że będzie nam zwyczajnie łatwiej. Ludzie nie rozumieją, dlaczego tak długo trwają procedury planistyczne, dlaczego gmina przez lata prowadzi postępowania, by zmienić plan miejscowy lub ustanowić go dla danego obszaru. To się właśnie zmieni: gminy będą mogły sprawniej i elastyczniej wprowadzać i zmieniać plany miejscowe. Miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego wyznaczają tereny przewidziane pod zabudowę np. jednorodzinną, na tych terenach będzie łatwiej wybudować dom niż dotychczas. Jednocześnie planowanie umożliwia ochronę wielu gruntów przed niepożądaną lub niechcianą przez samorząd czy społeczność lokalną zabudową. Kowalski będzie przede wszystkim bardziej świadomy podejmowanych zmian. Rozszerzona partycypacja społeczna umożliwi wszystkim aktywny udział w tworzeniu aktów planowania, również dzięki cyfryzacji. Część korzyści ma perspektywę długoterminową, a więc przyszłe inwestycje będą mogły być realizowane z uwzględnieniem standardów urbanistycznych, co oznaczać może łatwiejszy dostęp do infrastruktury społecznej, np. parku czy szkoły.

Przygotowanie najpierw studium zagospodarowania przestrzennego, a potem planu miejscowego trwa latami.

Wynika to poniekąd z obszerności obu tych dokumentów, studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego obejmuje bardzo wiele zagadnień, stąd jego sporządzenie trwa długo. Proces planowania się wydłuża, a czas opracowania dokumentacji może trwać latami, dla samorządowca to praca wydłużająca się ponad kadencję, bez pewności, że zostanie sfinalizowana. To zniechęca samorządy do czasochłonnej pracy nad ustalaniem planów. Zaproponowane przez nas zastąpienie studium planem ogólnym, czyli dokumentem o krótkiej liście ustaleń, oraz zmiany w procedurze opracowania wszystkich aktów planowania przestrzennego znacząco skrócą czas oczekiwania potencjalnych inwestorów na możliwość lokalizowania planowanych inwestycji.

Czym będzie się różnił plan ogólny od studium?

Plan ogólny będzie aktem prawa miejscowego, z którym będą musiały być zgodne zarówno plany miejscowe, jak i decyzje o warunkach zabudowy – system w końcu będzie spójny. Zabiegały o to szczególnie samorządy.

Plan ogólny będzie bardzo syntetycznym dokumentem, dlatego jego sporządzenie będzie trwało krócej niż opracowanie studium.

W aktualnej wersji przepisów zakładamy jedno wyłożenie planu zamiast kilku, z zachowaniem szerszych konsultacji społecznych, tak aby każdy zainteresowany był poinformowany o nowych planach. Będzie to możliwe dzięki zastosowaniu różnych metod konsultacji i zaangażowaniu jak największej liczby osób.

Oczywiście mamy jeszcze kwestie związane na przykład z uzgodnieniami, ale tak to przygotowaliśmy w ramach reformy, że realnie nawet w osiem miesięcy będzie można uchwalić plan miejscowy.

Ważne też, że równolegle będzie można procedować oba plany: ogólny i miejscowy. To zmiana w stosunku do obecnej sytuacji, w której zazwyczaj najpierw latami procedujemy studium, a potem latami plan. W ten sposób zarządzanie przestrzenią będzie szybsze.

A wracając do Kowalskiego z Grójca...

Pamiętajmy, że planowanie przestrzenne to zadanie własne gmin, czyli samorządów. Po reformie gminy zyskają nowe narzędzie planistyczne, które umożliwi sprawne zarządzanie przestrzenią. Możliwość wybudowania przez Kowalskiego nowego domu w Grójcu będzie zatem nadal konsekwencją tzw. władztwa planistycznego gminy. Chcemy jednak, aby społeczeństwo miało większy wpływ na podejmowane decyzje, a prowadzone procedury były znacznie szybsze. Z drugiej strony musimy uwzględnić to, że planowanie przestrzenne musi być zrównoważone.

To teraz gminy, które dynamicznie się zmieniają. Jedni chcą budować nieruchomości, inni drogi czy linie tramwajowe.

Po to są plany miejscowe, które powinny być w każdej gminie i obejmować przynajmniej większość jej obszaru. To w nich są zawarte przebiegi dróg, tereny o różnym przeznaczeniu zaplanowane przez samorząd z udziałem społeczeństwa. Bez nich w gminie dochodzi do chaosu przestrzennego, nad którym chcemy teraz zapanować. Rzecz jasna, nie da się cofnąć tego złego, co już się wydarzyło. Nikt nie będzie teraz wyburzał nieruchomości. Ale nie chcemy kontynuować niekontrolowanego rozwoju zabudowy. Kompetencja, jaką ma samorząd w obszarze planowania przestrzennego, powinna być realna, aby władztwo planistyczne działało. Stąd usprawniamy te procedury, aby gminy przyjęły nowe plany miejscowe.

Warto wspomnieć o ZPI, czyli zintegrowanym planie inwestycyjnym, który będzie jedną z form planu miejscowego, ale wzbogaconą o umową zawieraną między gminą a inwestorem. To rozwiązanie zwiększy pewność realizacji inwestycji oraz dodatkowo zapewni pełną transparentność.

A co z obszarami uzupełnienia zabudowy?

Gmina będzie mogła wyznaczyć je w planie ogólnym, w oparciu o istniejące budynki, tworzące wykształcone już, zabudowane obszary. Z drugiej strony będzie mogła rozszerzyć je w określony sposób. W takim przypadku będzie można budować tak jak obecnie w oparciu o WZ, bez planu miejscowego. Jednak jednym z celów reformy jest szybsze opracowanie planów miejscowych dla terenów, na których są lub powinny być prowadzone inwestycje.

Podsumowując, decyzje o warunkach zabudowy wydawane będą w obszarach uzupełniania zabudowy, ponieważ zależy nam na tym, aby miasta i gminy mogły się rozwijać w sposób zrównoważony. Podkreślić trzeba jednak, że najlepsza możliwość „zapanowania” nad przestrzenią to plan miejscowy.

Rozumiem, że gmina może, ale nie musi, przeznaczać wolne tereny pod zabudowę?

W obu planach, i miejscowym, i ogólnym, oczywiście można chronić poszczególne tereny przed zabudową, tak aby można było w przyszłości zaplanować np. park. Dodatkowo przeznaczając nowe tereny pod zabudowę mieszkaniową, gmina będzie musiała wziąć pod uwagę istniejące na jej terenie zapotrzebowanie na taką zabudowę. Chodzi o to, żeby planować w sposób odpowiedzialny.

Czy będą takie gminy, które wyłączone zostaną z obowiązku przygotowania planu zabudowy?

Plan ogólny musi być w każdej gminie. To jeden z kroków milowych w Krajowym Planie Odbudowy, stąd będziemy dążyli do tego, by do 2026 r. wszędzie został przyjęty. Oczywiście te studia, które już są, będą mogły być użytkowane, ale tylko do końca 2025 roku. Część gmin będzie być może potrzebować pewnego wsparcia. Dla wszystkich będziemy organizowali szkolenia. Natomiast plany ogólne, co do zasady, będą proste, będą zawierały dane przestrzenne, określające, gdzie są jakie strefy zabudowy – składane trochę jak puzzle.

Projekt ustawy określa obowiązywanie decyzji o warunkach zabudowy na maksymalnie pięć lat. Dlaczego?

Obecnie decyzje o warunkach zabudowy są wydawane na czas nieokreślony. To oznacza, że można dzisiaj wyciągnąć taką z szuflady i dostać decyzję budowlaną. Wyobraźmy sobie, że w przewidzianym nową ustawą terminie będziemy mieli nowe plany dostosowane do aktualnej sytuacji w gminie. Aż tu nagle przychodzi ktoś z taką decyzją sprzed dziesięciu lat i mówi nam – teraz będę budował. Choć nawet w obecnym stanie prawnym wiele gmin sygnalizuje ten problem. Pięć lat to czas, w którym każdy, kto ma plany inwestycyjne, będzie w stanie je zrealizować. Jest oczywiście przewidziany okres przejściowy: od 2023 do 2026 r., kiedy ustawa wejdzie w życie w całości, to okres, w którym jedne gminy już będą miały plany ogólne, inne będą w trakcie ich przygotowania. Chcemy, aby ten proces był ewolucją, a nie rewolucją.

Piotr Uściński został powołany na sekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii w sierpniu ub.r. Odpowiada w resorcie za budownictwo, zagospodarowanie przestrzenne i mieszkalnictwo. Przez kilkanaście lat był samorządowcem, w latach 2010–2014 starostą wołomińskim. Poseł na Sejm VIII i IX kadencji. Absolwent Politechniki Warszawskiej i Akademii Leona Koźmińskiego.