[b]Rz: Jak pan ocenia kondycję polskiego rynku mieszkaniowego?[/b]
[b]Roman Nowicki: [/b]Budujemy około 160 tysięcy mieszkań rocznie. To o wiele za mało, żeby istotnie poprawić sytuację mieszkaniową Polaków. W Polsce na tysiąc mieszkańców przypadają 344 mieszkania. Ciągle jesteśmy na końcu Europy we wszystkich statystykach dotyczących mieszkalnictwa. W Europie na tysiąc mieszkańców przypada ponad pół tysiąca mieszkań, czyli średnio dwie osoby na mieszkanie. Na statystycznego mieszkańca wypadają u nas ok. 24 mkw. powierzchni użytkowej lokum, w Unii Europejskiej prawie dwa razy więcej. Pod tym względem tylko Rumunia jest od nas gorsza. Dramatycznie brakuje mieszkań komunalnych, socjalnych i mieszkań na wynajem o tanich czynszach. Jest to wynik bałaganu, jaki panuje w polityce mieszkaniowej.
[b]Gdyby przyjąć średnią liczbę oddawanych mieszkań w ostatnich trzech latach (ok. 153 tys. lokali rocznie), okazuje się, że trzeba ok. dziesięciu lat, by wypełnić deficyt 1,5 mln mieszkań. Czy mamy szansę w tym czasie nadrobić zaległości?[/b]
Nigdy nie uda się zaspokoić potrzeb mieszkaniowych. Po pierwsze państwa europejskie, wychodząc ze swoich kryzysów mieszkaniowych, budowały rocznie po 8, 10 i więcej mieszkań na tysiąc mieszkańców. My budujemy tylko nieco ponad cztery mieszkania na tysiąc mieszkańców rocznie, a więc co najmniej o połowę mniej.
Po drugie większość mieszkań powstaje w największych aglomeracjach Polski i jest przeznaczona dla bardziej zamożnych osób.
Ponadto biedne i bogate kraje europejskie wydają ze środków publicznych na cele mieszkaniowe 1 – 2 proc. PKB, a Polska od lat ok. 0,1 proc. PKB. Aktualna wartość polskiego rynku mieszkaniowego w skali roku wynosi ok. 50 mld zł, z tego wpływy do budżetu z tytułu podatków (PIT, CIT, VAT) sięgają 8 – 10 mld zł. Tymczasem z budżetu na wspomaganie budownictwa przeznaczamy tylko ok. 1 mld zł rocznie.
[b]Co mogłoby pomóc wyjść z impasu?[/b]
Wielką barierą w racjonalnym rozwiązywaniu kwestii mieszkaniowej jest fatalny stan planowania przestrzennego, brak polityki miejskiej i niedowład sektora publicznego. W Polsce buduje się dziś osiedla bez usług, pozbawione zieleni i transportu. Na przykład olbrzymie place budów na Białołęce w Warszawie są przypadkowym zlepkiem osiedli deweloperskich, bez koncepcji urbanistycznej. Jest to prawdziwe kuriozum, ponieważ układ przestrzenny dzielnic wynika z podziału gospodarstw rolnych, gdyż nie przeprowadzono wcześniej nawet scaleń gruntów.
Bez uporządkowania spraw planowania przestrzennego, bez planów i scaleń gruntów, bez koordynacji inwestycji miejskich, bez zaplanowania przestrzeni publicznych, terenów zieleni i rekreacji, układu komunikacyjnego – nie są możliwe znaczące przyspieszenie tempa wzrostu budownictwa mieszkaniowego i racjonalizacja wydatków na te cele.
W Polsce ciągle nie ma kilkunastoletniego programu porządkującego sektor budownictwa mieszkaniowego.