Pod przepisami w sprawie nowych zasad wycinki brakuje jeszcze tylko podpisu prezydenta. Oznacza to, że najpóźniej w połowie czerwca można się spodziewać... no właśnie, czego? Na pewno nie będzie już takiej rewolucji, jak po 1 stycznia tego roku, kiedy wycinkę na cele prywatne zwolniono z formalności. Dzięki temu piły w całym kraju poszły w ruch. Natomiast inwestorom zafundowano horrendalnie wysokie opłaty za wydanie zezwolenia na wycinkę.

Nowe przepisy wprawdzie zezwoleń na prywatne cięcia drzew nie przywracają, ale nie oznacza to, że nie będzie żadnych formalności. Będą.

Przysłowiowy Kowalski będzie musiał zgłosić wycinkę w urzędzie gminy, a urzędnicy pójdą w teren i sprawdzą, jakie konkretnie drzewa chce on wyciąć. Będą mogli też wnieść sprzeciw i nałożyć obowiązek uzyskania zezwolenia.

Takiej taryfy ulgowej dla inwestorów jednak nie będzie. Nadal będą oni musieli w gminie uzyskać zezwolenie na wycinkę. Przy okazji będą musieli się uzbroić w cierpliwość. Urzędnicy będą mieli 21 dni na przeprowadzenie oględzin na prywatnych działkach. Jeśli tego nie zrobią, milcząco zaakceptują wycinkę.

Z tych powodów będą mieli dużo więcej pracy niż dotychczas. Co to oznacza w praktyce? Oczywiście kolejki.

Do tej pory duży inwestor czekał miesiąc, teraz będzie czekał dłużej.

I co istotne, zezwoleniami zostaną objęte także młodsze drzewa o mniejszych obwodach.

Obecnie zezwolenie trzeba mieć, gdy drzewo przekroczy w obwodzie 100 cm. Po zmianach formalności będą wymagały topole, wierzby, klony jesionolistne oraz srebrzyste o obwodzie pnia 80 cm. W wypadku kasztanowca zwyczajnego i robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego zezwolenie koniecznie trzeba mieć, gdy mają w obwodzie 65 cm, a w innych gatunkach drzew – gdy obwód pnia wyniesie 50 cm. Co istotne, obwód pnia ma być mierzony na wysokości 5 cm, a nie, jak obecnie – 130 cm.

Koniec też z opłatami z kosmosu. Dziś należność ustala się, mnożąc stawkę 500 zł razy obwód drzewa. Kwoty wychodzą horrendalne. Nie ma zróżnicowania na gatunki drzew. Wprawdzie gminy mogą ustalać swoje stawki, ale nie wszystkie się do tego paliły.

Po zmianach minister środowiska musi wydać rozporządzenia w sprawie stawek opłat za wycinkę, jakie muszą wnosić przedsiębiorcy. Projekt pierwotnie przewidywał, że ma mieć na to sześć miesięcy, ale w poprawce senackiej mówi już tylko o miesiącu.

Dla inwestorów to dobra wiadomość. Wszyscy się spodziewają, że skoro minister ma tylko miesiąc, to sięgnie po rozporządzenie swojego poprzednika obowiązujące przed zmianami. Stawki w nim były dużo niższe od obecnych.