Dwa lata temu na igrzyskach w Rio sprawiła największą niespodziankę w polskiej reprezentacji. Zajęła trzecie miejsce w olimpijskich zawodach pięcioboju nowoczesnego. Przed ostatnią konkurencją, biegiem, była pierwsza, ale mimo że to właśnie bieganie zawsze było jej atutem, spadła na trzecie miejsce. Podczas krynickiego forum „Sport–zdrowie–pieniądze" tłumaczyła, że było to konsekwencją kontuzji.

Biegać lubi od dziecka. Tę pasję wyniosła z domu. Jej tata jest trenerem lekkoatletyki. Dziadek był trenerem lekkiej atletyki. Tata z mamą poznali się na stadionie. ?Bieg – jeśli nie ma kontuzji – jest koronną konkurencją medalistki olimpijskiej. W Krynicy Nowacka tylko na chwilę wróciła do startu w Brazylii. Potem z wielką pasją opowiadała o swoim odżywianiu, diecie wegańskiej. Woli ją zresztą nazywać dietą naturalną.

Byłam zawodniczką, która często łapała kontuzje. Nie wiedziałam, dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że byłam osobą, która nie czuje bólu lubnie zwraca uwagi na ból. Wiele kontuzji było z tego powodu, że nie umiałam powiedzieć sobie: dość. W 2011 roku przeciążyłam kolano. Zrobiła mi się torbiel. Podobno bardzo rzadki przypadek. Torbiel była miejscowiona między więzadłami krzyżowymi. Nie mogłam ruszać kolanem, sezon miałam z głowy.

Pomalutku weszłam w trening, zaczęłam się przygotowywać do kwalifikacji do igrzysk w Londynie. Trener dał mi szansę, wierzył we mnie. Igrzyska zawsze były moim marzeniem. Bardzo chciałam startować. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale pojechałam na narty mi zerwałam więzadła krzyżowe. O tym, że byłam na nartach, kadra dowiedziała się cztery lata później, po igrzyskach w Rio. Tak bardzo bałam się przyznać. Mówiłam, że poślizgnęłam się na lodzie podczas biegu. Wykluczyło mnie to ostatecznie z kwalifikacji olimpijskich.

Wtedy przeżyłam najcięższy okres w mojej karierze. Trudno mi było wrócić do treningów, startów na wysokim poziomie. Cały czas źle się czułam. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego wcześniej chodziłam na trening i wszystko było OK, a teraz po operacjach kompletnie nie mam siły. Wtedy pomyślałam o zmianie diety.

Myślałam, ?że mój organizm zwariował

Zaczęłam trochę przez przypadek, ale szybko zobaczyłam ogromną różnicę w samopoczuciu. Wertowałam książki na ten temat, szukałam odpowiednich stron w internecie, żeby jak najwięcej się dowiedzieć na temat diety wegańskiej. Początki były trudne, bo jeden, drugi, trzeci tydzień jadłam to samo i trochę się nudziłam tym jedzeniem, ale po konsultacjach zaczęłam rozszerzać menu. Dieta zaczęła ewoluować razem ze mną.

Kiedy już byłam pewna swojego wyboru, uświadomiłam sobie wiele rzeczy, których nie byłam świadoma albo nie chciałam wiedzieć. Zorientowałam się, jak wygląda wyrób mięsa. To masowa produkcja. Do mięsa jest dodawane wszystko, ta cała chemia, sterydy. Mięso zaczęło mnie odrzucać. Do tego doszedł oczywiście aspekt etyczny. Nie muszę chyba tego tłumaczyć.

O swoim wyborze bałam się powiedzieć trenerom. Kiedy już to zrobiłam, zmuszali mnie do jedzenia mięsa na każdym kroku. Panie w Instytucie Sportu mówiły, że się nie da, że muszę, że pogorszą się badania. A u mnie zaczęło się dziać zupełnie inaczej. Miałam anemię - zniknęła. Wszystkie wyniki analiz się poprawiły. Ale jestem też daleka od stwierdzenia, że dieta wegańska jest super i wszyscy będą poprawiać wyniki i lepiej się czuć. Natomiast jestem zdania, że dobrze skomponowana dieta wegańska niczym się nie różni od tradycyjnej i można osiągać świetne wyniki, a wszystko zależy od nas.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Po zmianie nawyków żywieniowych, po sezonie, kiedy nie miałam siły biegać, wygrałam Puchar Świata nie schodząc z podium. Byłam nie do zatrzymania. Sądziłam, że mój organizm zwariował. Miałam w sobie tyle energii, że myślałam tylko o tym, by startować. Podkreślam, że to wyszło w sposób naturalny, chciałam po prostu wyjść z dołka fizycznego. I to mi się udało, właśnie dzięki diecie.

W rodzinnym domu przyjęto moją dietę normalnie. Mama nie namawiała, abym zrezygnowała, bo zna mój temperament i wie, że jeśli coś postanowię, ciężko mi to wybić z głowy. Bardziej starała się coś mi przygotować według moich wymagań, niż nauczyć z powrotem jeść mięso.

Głodna po treningu

Pamiętam z domu, że kiedy dostawałam schabowego z ziemniakami i burakami i mama mówiła: zjedz chociaż mięso, ja zajadałam się ziemniakami i burakami. To mi zostało. Nadal lubię ziemniaki i buraki, do tego jakaś cieciorka i mam obiad.

Na zgrupowaniach kadry, w ośrodkach przygotowań olimpijskich bywało trudno. Kucharki nie są przygotowane do wymagań sportowców będących na diecie wegańskiej. Wracałam bardzo głodna po treningu, chciałam coś zjeść i dostawałam skrawek bakłażana w panierce. Wiem, że teraz sytuacja się poprawia. Każdy ośrodek stara się uwzględnić potrzeby takich zawodników jak ja.

Ale na zgrupowania jeżdżę zawsze z własnym blenderem, garnkiem, palnikiem. W stołówce jadłam to, co się dało, a potem wracałam do pokoju i robiłam sobie coś sama, żeby dojeść – dania, koktajle. Kombinowałam na różne sposoby, oczywiście kosztem odpoczynku. Ale wolałam zrobić ten wysiłek niż jeść to, co mi kompletnie nie służy.

Kuchnia bardziej urozmaicona

Często powtarzam, że wcale nie odżywiam się w sposób wegański, tylko w sposób naturalny, nieprzetworzony. Nie używam rzeczy oczyszczonych. W mojej diecie nie ma białej mąki, białego ryżu, cukru, choć kiedyś byłam uzależniona właśnie od cukru.

Produkty dobieram bardzo starannie. Jest moda na dietę wegańską, która nie jest wcale za bardzo zdrowa. Są fast foody wegańskie, produkty, które jeśli się przyjrzeć, nie zawierają niczego dobrego, np. olej palmowy. Lepiej komponować pokarmy z naturalnych rzeczy. Uwielbiam robić dania z curry. Można próbować z różnymi smakami. Brązowy ryż, do tego soczewica albo cieciorka lub cukinia, bakłażan. Warzywa mają to do siebie, że nawet jak się je źle przyprawi, to smakują, w przeciwieństwie do mięsa. Kuchnia wegańska jest bardzo urozmaicona, bardziej niż tradycyjna.

Na zgrupowaniu widziałam, jak zawodnicy jedzą kawałek mięsa, kaszę i zawsze surówkę. Ja używam różnorodnych składników i przypraw. Codziennie coś innego. Sporządzenie każdego dania nie zabiera mi więcej niż pół godziny. Na dłuższe przygotowania nie mam czasu. Warzywa kupuję w warzywniakach, od pewnego czasu korzystam z hodowli ekologicznych, bo warzywa też zawierają wiele środków chemicznych i trzeba uważać. Stale staram się szukać nowych rozwiązań.

Czy dieta wegańska pomaga sportowcom? Są liczne przykłady świadczące o tym, że tak.