Na pierwszy rzut oka psy asystujące wydają się idealnymi kandydatami do zastąpienia przez technologię. Przez lata przechodzą kosztowne i żmudne szkolenie, aby pomagać osobom z dysfunkcjami wzroku lub innymi niepełnosprawnościami w codziennym funkcjonowaniu – przeprowadzają je przez ruchliwe ulice, otwierają drzwi czy przynoszą przedmioty. Niektóre potrafią nawet wyczuć niebezpieczny skok poziomu cukru we krwi u chorych na cukrzycę.
Wyszkolenie jednego takiego czworonoga to inwestycja rzędu około 50 tys. dolarów lub ich równowartości, a i tak nie każdy szczeniak pomyślnie kończy szkołę dla psów przewodników.
Czytaj więcej
Rudolf, Burek, Ptasiek, Tuba, Maniek, a nawet Andromacha - za każdym z tych wyszukanych imion kryje się pigułka zdrowia na czterech łapach
Robopies jako odpowiedź na ludzkie potrzeby?
Psy-roboty wydawałyby się najlepszym rozwiązaniem. Nie chorują, nie wymagają karmienia ani spacerów, nie zostawiają sierści na kanapie. Dzięki integracji z dużymi modelami językowymi, takimi jak ChatGPT, rozumieją znacznie szerszy zakres poleceń niż żywy pies, który przyswaja zaledwie kilkadziesiąt komend. Wbudowany GPS pozwala po prostu wpisać w pamięć robota cel podróży – jak w aplikacji do zamawiania taksówek.
A jednak, gdyby postawić obok siebie najnowocześniejszego robota i zwykłego kundla, ten drugi wciąż wygrałby bez większego wysiłku. Odpowiedź leży w obszarach, których nie da się łatwo zmierzyć.
Niewidzialny świat troski nieosiągalny dla robotów
Badacze z Uniwersytetu w Turku i Uniwersytetu Aalto w Finlandii przyjrzeli się relacjom między trzynastoma psami asystującymi a ich właścicielami. Odkryli coś, co określili mianem „niewidzialnego świata troski” – przestrzeni wzajemnego zaufania, w której obie strony naprzemiennie pełnią rolę opiekuna i podopiecznego. Pies nie tylko wykonuje polecenia – stale obserwuje właściciela, odczytuje jego subtelne gesty, nastrój i stan zdrowia, reagując w sposób, jakiego żaden robot nie potrafi naśladować.
Co więcej, to zaufanie działa w obie strony. Pies ufa, że jego podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone przez człowieka, a człowiek z kolei uczy się polegać na psich instynktach i poddawać się im w pewnych sytuacjach.
Czytaj więcej
Kot terapeutą? Ten arogancki drapieżnik-indywidualista, który chadza własnymi ścieżkami i niechętnie okazuje uczucia? A jednak.
Dobrowolność poza zakresem obowiązków
Badacze podkreślają, że psy asystujące nie są biernymi wykonawcami rozkazów. Reagują na konkretne polecenia, ale z własnej woli decydują się na wiele działań wykraczających poza zakres obowiązków.
Zespół naukowców opisuje psy asystujące jako aktywne, świadome istoty, które angażują się w otoczenie i pomagają swoim opiekunom w podejmowaniu codziennych decyzji. Dokonują również rozróżnienia między zadaniami obowiązkowymi zlecanymi przez ludzi a tymi dobrowolnymi. Wykonanie konkretnego polecenia jest obowiązkowe, ale pies dobrowolnie decyduje się na zapewnienie dodatkowego wsparcia emocjonalnego. Nie musi zwijać się w kłębek obok swojego towarzysza w ramach zakresu obowiązków. Nie musi kłaść głowy na kolanach. Robi to z wyboru.