Zanim The Weeknd zstąpił z kosmicznych przestworzy na arenę Narodowego symbolicznie podarował sobie cały świat - w pigułce.
Koncert The Weeknd: Srebrzysta Oscara górowała nad płytą Stadionu Narodowego
Scenę zamykała srebrząca się niczym dyskotekowa kula panorama globalnego metropolis, łącząca ikoniczne budynki wielu miast, w tym drapacze chmur Nowego Jorku, czyli nieformalnej stolicy naszego globu. Z Empire State Building w roli głównej - gdyby nie to, że gwiazdor przejął ją dla siebie.
Czytaj więcej
„The Idol” z megagwiazdą muzyki pop The Weeknd oraz Lily-Rose Depp osiągnęli chyba to, co chcieli, bo wokół serialu HBO jest coraz więcej szumu i n...
Nad najbardziej oddaloną od sceny częścią wybiegu pysznił się księżyc, pod którym wiły się zakwefione arabskie tancerki w białych kostiumach. Pośrodku zaś płyty górowała srebrzysta Oscara - bo przecież nie Oscar!, wychylony do lotu sexy robot, zaprojektowany przez japońskiego artystę Hajime Sorayama.
W takiej asyście, gdy oczy nadmarionety zaczęły pulsować czerwienią, wyrósł jak spod ziemi The Weeknd, ukryty za srebrną maską. Porównywalny chyba tylko do Midasa, bo każdą piosenkę zamienia w złoto, choć w jego przypadku trzeba raczej mówić o platynowych, i to wielokrotnie, płytach.
Skąpy był jedynie w kwestii telebimów. Tylko po to, by wynagrodzić oddalenie i brak zbliżeń nagłym pojawieniem się blisko fanów w różnych sektorach płyty. Wtedy wywoływał tam totalną histeria, emocje sięgały zenitu, a temperaturę podnosiły także pióropusze ognia wybuchające pośród wieżowców i ponad wybiegiem sceny, a także lasery tnące powietrze. Wyreżyserowanymi kolorami pulsowali też fani, każdy otrzymał bowiem zdalnie sterowaną bransoletkę. Tylko tancerki zachowały nieskazitelną biel kostiumów.
Usłyszeliśmy “Dawn FM”, tytułową kompozycję i uwerturę najnowszej płyty, przypominająca reklamówkę stacji radiowej, która pozwoli wyjść z mroku i cieszyć się życiem wolnym od cierpienia. Przedłużając promocję nowego krążka The Weeknd zaproponował taneczny „Take My Breath” w stylu Diany Ross. W “Sacrifice” o wiele większą role odegrał głos wokalisty operujący w wysokich rejestrach.
Koncert The Weeknd w Warszawie: Jak didżejski set
Koncert przypominał didżejski set, zaś płyta Narodowego stała się największym parkietem w Warszawie, gdzie rytm dyktowały remiksy – najczęściej Swedish House Mafia. Mieliśmy też paradę hitów znanych z duetów The Weeknda – m.in. z Gesaffelstein (“Lost in the Fire”).
Czytaj więcej
Świetny, energetyczny koncert dał w środowy wieczór Depeche Mode, wspierany przez swoich wiernych fanów w Warszawie. 4 sierpnia halowy show w Krako...
Mający mocną, jeśli nie najmocniejszą pozycję we współczesnym showbiznesie wokalista nie bał się też wykonywać przebojów swoich wielkich rywali bądź przyjaciół. Usłyszeliśmy „Hurricane” Kanye Westa, “Crew Love” Drake’a, a także “Another One of Me” Diddy’ego, co jest sporą sztuką, ponieważ sam autor tej piosenki nie wydał. Dopiero przed „Faith” The Weeknd zdjął maskę, którą oddaję hołd zmarłemu raperowi FM Doom.
Nie mogło zabraknąć spokojniejszego motywu „Die For You” i śpiewanego oraz rapowanego na zmianę „Starboy”, który na Spotify ma już kosmiczną liczbę odtworzeni – 2,6 miliardy!
The Weeknd miał też na zawołanie niezwykłą baterię świateł, którą oślepił, nomen omen, i oszołomił podczas „Blinding Lights”. Przyspieszony rytm jeszcze raz odświeżył dyskotekową muzykę lat 80-tych i jej syntezatory w odsłonie, która dla najmłodszych fanów jest hitem współczesności, choć przypomina Michaela Jacksona, new romantic, a nawet italo disco. Basy najpierw masowały ciała fanów, a potem wręcz ogłuszały. To był bodaj najbardziej ogłuszający koncert w Polsce.
Na bis usłyszeliśmy kolejny cover – „Creepin'” Metro Boomin, „Popular” tria The Weeknd, Playboi Carti & Madonna, a tym którym było mało – musiały starczyć już naprawdę ostatnie przeboje „In Your Eyes” i „Moth to a Flame”, ponownie w remiksie Swedish House Mafia.
Warto dodać, że zanim rozpoczął się show Starboya młodzi fani wysłuchali „Welcome To the Machine”, odkrytego w wykopaliskach rockowego dinozaura Pink Floyd.