Reklama

Andrzej Giza: Kontynuacja z dodatkiem ewolucji

Układ między nami był tak ścisły, że dobrze wiedziałem, co w danym momencie czuje pani Elżbieta Penderecka – mówi Andrzej Giza, nowy prezes i dyrektor generalny Stowarzyszenia oraz Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego

Publikacja: 16.01.2026 04:45

Andrzej Giza

Andrzej Giza

Foto: mat. pras.

Jaka jest sytuacja prawna i organizacyjna Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena po śmierci Elżbiety Pendereckiej?

Nie ma żadnych zagrożeń. Marka Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego należy do stowarzyszenia. Walne zgromadzenie jego członków jednogłośnie wskazało, bym przejął obowiązki pani Pendereckiej jako prezesa stowarzyszenia i dyrektora generalnego festiwalu. Postanowiono kontynuować różne projekty, pracujemy z tym samym zespołem, choć w poszerzonym składzie zarządu wybranym na walnym zgromadzeniu. A o sobie mogę powiedzieć, że jestem związany z festiwalem od pierwszej edycji w 1997 r. i przez ostatnich pięć lat reprezentowałem stowarzyszenie na spotkaniach z przedstawicielami różnych władz i partnerami czy na wyjazdach zagranicznych.

Tym niemniej Festiwal Beethovenowski nieodłącznie kojarzył się z Elżbietą Penderecką.

I ma się nadal tak kojarzyć. Jednym z moich celów jest dbanie o dziedzictwo Elżbiety Pendereckiej, która była żoną Krzysztofa Pendereckiego, ale on nie zrobiłby aż takiej kariery, gdyby nie ona, jej systematyczność i jej kontakty. Nieodparcie nasuwają się porównania z żoną Ignacego Jana Paderewskiego, który w pierwszych dekadach XX wieku był wręcz gwiazdą popkultury. A ona podczas jego wielkiego tournée po Stanach Zjednoczonych organizowała mu przyjęcia z najważniejszymi osobami ówczesnego świata i to m.in. dzięki tym salonowym kontaktom Paderewskiego Polska wróciła na mapę Europy. Zjeździłem z Pendereckimi świat, uczestniczyłem w wielu ich spotkaniach i przedsięwzięciach. A teraz chcę zachować misję Elżbiety Pendereckiej promocji Polski poprzez wysoką kulturę, przez pokazywanie naszej gościnności i naszych zwyczajów, a to wszystko wiąże się też z Festiwalem Beethovenowskim.

Ale to jej nazwisko wiele rzeczy ułatwiało.

I powinno nadal kojarzyć się z Wielkanocnym Festiwalem Beethovenowskim. Natomiast jestem już po rozmowach z panią minister Martą Cienkowską oraz z Instytutem Adama Mickiewicza, bo chciałbym, aby od przyszłego roku wspólnie z najważniejszymi narodowymi instytucjami kultury podtrzymywać markę: Elżbieta i Krzysztof Pendereccy. Byli ambasadorami polskiej kultury, ich nazwisko otwierało sale koncertowe zamknięte dla innych. Wiązało się to też z odpowiedzialnością za wysoki poziom wykonawczy na Festiwalu Beethovenowskim, co i nas zobowiązuje. Nie chcę porównywać się z państwem Pendereckimi, ale po 30 latach współpracy z nimi wiem, że dla wielu osób i instytucji jestem wiarygodnym partnerem. Po śmierci pani Elżbiety wiele tych osób udzielało mi wsparcia, wyrażało chęć współpracy.

Mówimy o festiwalu, ale Stowarzyszenie im. Beethovena zajmuje się także promocją polskiej kultury w świecie.

Szczególnie ważna była współpraca z PKOl. Przed olimpiadą 2012 r. jego prezes Andrzej Kraśnicki powiedział nam, że ma dość przaśnych imprez kulturalnych podczas igrzysk i poprosił stowarzyszenie o coś bardziej istotnego. W Londynie zorganizowaliśmy więc maraton chopinowski młodych pianistów, transmitowany przez BBC 3, cztery lata później w Rio zaprezentowaliśmy Szymona Nehringa w najsłynniejszej sali koncertowej Brazylii Theatro Municipal, otwartej wtedy specjalnie dla nas. Od 2009 r. stowarzyszenie jest też zaangażowane w duży projekt interdyscyplinarny w Chinach. Organizujemy go z narodowymi instytucjami chińskimi. Największe ich orkiestry grają nie tylko koncerty Chopina, ale także muzykę Kilara, Noskowskiego czy Moniuszki i Pendereckiego. W Roku Tadeusza Kantora zrobiliśmy z Narodowym Instytutem Teatralnym w Pekinie warsztaty z aktorami Teatru Cricot 2, które cieszyły się nieprawdopodobnym zainteresowaniem. Aktywnie promowaliśmy nasze sztuki wizualne i na Centralnej Akademii Sztuk w Pekinie mamy mural Sebastiana Bożka, w przestrzeni publicznej Pekinu stanęła rzeźba Moniki Zawadzki. Nawiązaliśmy współpracę z najważniejszym w Chinach Uniwersytetem Tsinghua, gdzie była wielka wystawa naszej grafiki, która została potem przeniesiona do Kantonu, Szanghaju czy Hongkongu, a polscy graficy jeżdżą tam odtąd prowadzić kursy mistrzowskie. Festiwal Beethovenowski jest za to rodzajem salonu, w którym nawiązuje się kontakty i dzięki temu potem stowarzyszenie realizuje różne projekty, animuje spotkania w różnych krajach.

A przy okazji promuje też młodych polskich artystów.

Elżbieta Penderecka zawsze miała dla nich czas. Znanych dziś w świecie naszych śpiewaków stowarzyszenie wysyłało w początkach ich karier na zagraniczne przesłuchania. Szymon Nehring, zanim wygrał słynny konkurs im. Artura Rubinsteina w Tel Awiwie, uczestniczył w naszych wydarzeniach, a podczas samego konkursu Elżbieta Penderecka towarzyszyła mu przez trzy tygodnie. Ona też uważnie obserwowała w świecie młode talenty, dzięki temu mieliśmy na Festiwalu Beethovenowskim tak dziś sławnych artystów, jak Gustavo Dudamel czy Sol Gabetta.

Reklama
Reklama
Elżbieta Penderecka z młodymi artystami na Wielkanocnym Festiowalu Beethovenwoski, 2025 r.

Elżbieta Penderecka

Elżbieta Penderecka z młodymi artystami na Wielkanocnym Festiowalu Beethovenwoski, 2025 r.

Foto: Bruno Fidrych

Miała niezwykłą pamięć do nazwisk i losów artystów.

Bo był w niej niesamowity zapał do podtrzymywania kontaktów. Dziennie produkowała kilogramy korespondencji do ludzi z całego świata. Na rozmowy przyjeżdżałem do niej zwykle wieczorem, a ona wciąż jeszcze coś pisała, Krzysztof Penderecki się złościł, mówił, że „chce mieć Elżbietkę na kolacji”, a my i tak kończyliśmy nasze spotkania po północy.

Chciała mieć wszystko pod kontrolą?

Oczywiście. Zawsze zaczynałem oficjalną korespondencję od słów „Działając w imieniu pani Elżbiety Pendereckiej” i zawsze taki mail wędrował do jej wiadomości. Układ między nami był tak ścisły, że dobrze wiedziałem, co w danym momencie czuje pani Elżbieta. Jak maila zaczynała od: „Drogi Andrzeju”, wszystko było OK, jak pisała tylko: „Andrzeju”, coś było nie tak. A jak podpisywała się oficjalnie, szykowała się jakaś awantura.

Festiwal Beethovenowski miał być festiwalem dla aspirującej publiczności, który ją wychowuje i proponuje program, dzięki któremu ta publiczność chętnie wraca. Powinniśmy być wierny tej myśli.

Andzrej Giza

Z drugiej strony nie było dla niej rzeczy niemożliwych.

To prawda. Kiedy w 1998 r. Krzysztof Głuchowski, ówczesny szef Bunkra Sztuki, zorganizował w Krakowie wielką wystawę partytur Krzysztofa Pendereckiego, jej sponsor zażyczył sobie w zamian zdjęcie z kimś naprawdę ważnym. I na wernisaż pani Elżbieta przyprowadziła królową Szwecji. W 1984 r., zaczęła tworzyć się orkiestra Sinfonia Varsovia, a marzeniem było, aby jej stałym dyrygentem został legendarny Yehudi Menuhin. Waldemarowi Dąbrowskiemu udało się zaprosić go do Polski, ale nie miał pomysłu, jak go oczarować. Zadzwonił do pani Elżbiety z prośbą, by zorganizowała wspaniałe przyjęcie, które uświadomi Menuhinowi, że tu jest normalna Europa. I ona zaprosiła elitę intelektualną Krakowa z Zagajewskimi i Miłoszami na czele. W ten sposób załatwiała zresztą wiele rzeczy. Dlatego teraz w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie i w Operze Narodowej chcę organizować raz w roku koncert dedykowany jej pamięci.

Na ile tegoroczny Festiwal Beethovenowski, który rozpocznie się 22 marca, został zorganizowany jeszcze przez Elżbietę Penderecką?

[[W 90 procentach||W 90 proc.]]. Praca nad tak wielką imprezą wiąże się z wieloletnim planowaniem. Jeszcze jesienią razem pracowaliśmy nad pewnymi zmianami w tym, co zostało zaprogramowane. Najważniejsze wydarzenia ustalone przez panią Elżbietę muszą się odbyć. Chodzi na przykład o koncert w Wielki Piątek z „Pasją według św. Łukasza” Pendereckiego w 60. rocznicę jej pierwszego wykonania.

Reklama
Reklama
Plakat 30. Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego

Wielkanocny Festiwal Beethovenowski

Plakat 30. Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego

Foto: Patrycja Piętka

To jest też festiwal jubileuszowy, bo trzydziesty.

I dlatego odwołuje się do różnych przyjaźni nawiązanych przez te lata. Pojawią się znani z poprzednich edycji artyści, wraca Sinfonia Varsovia i NOSPR, zresztą chciałbym, aby tradycją stało się to, iż występują na festiwalu wszystkie najważniejsze nasze orkiestry.

Nie sądzi pan, że festiwal wymaga odświeżenia swojej formuły?

Chciałbym, aby ten rok stanowił zapowiedź jego ewolucji. W pierwszych latach festiwal wprowadzał pewien ferment artystyczny, pokazywał nową jakość. Pani Elżbieta przywoziła orkiestry, które nigdy nie były w Polsce. Udawało się to także dlatego, że potrafiła przekonać menedżerów tych zespołów, by zrezygnowali z hoteli pięciogwiazdkowych dla stu osób, czego żądali gdzie indziej. Natomiast teraz chciałbym nieco odmłodzić grono wykonawców. Czeka nas zresztą trudny czas, bo mamy już założenia programowe na rok 2027, kiedy będziemy pod szczególnym obstrzałem krytyki, gdyż przypada wówczas 200. rocznica śmierci Beethovena. Nie możemy jej obejść w sposób sztampowy. Z drugiej strony bardzo ceniłem sobie rozmowy ze współtwórcą koncepcji festiwalu, profesorem Mieczysławem Tomaszewskim, który na kilka tygodni przed śmiercią apelował do mnie, aby pamiętać, jakie były jego założenia programowe: Festiwal Beethovenowski miał być festiwalem dla aspirującej publiczności, który ją wychowuje i proponuje program, dzięki któremu ta publiczność chętnie wraca. Powinniśmy być wierni tej myśli profesora. Tęsknię też za tymi festiwalami, na których bisy się nie kończyły, a publiczność miała frajdę z muzykowania najwspanialszych artystów.

Ostatnie edycje przynosiły głównie spotkania z dobrymi znajomymi. Brakowało zaskoczeń.

Tak, ale po 2020 r. pani Elżbieta, która stała na straży dziedzictwa Krzysztofa Pendereckiego, uważała, że festiwal służy temu, by popularyzować jego muzykę, odchodząc od założeń profesora Tomaszewskiego. Teraz chciałbym prezentować muzykę między 1850 a 1950 rokiem, zostawić innym festiwalom różne prezentacje sztuki współczesnej, ale w każdej edycji musi odbywać się jeden duży koncert dedykowany Krzysztofowi Pendereckiemu.

Jak wygląda sytuacja finansowa festiwalu?

Jestem po rozmowach ze wszystkimi ważnymi jego partnerami. Podtrzymują chęć współpracy, nie widzę zagrożeń także dlatego, że przez ostatnie lata to ze mną się kontaktowali, zatem zaufanie do festiwalu budowali niejako na relacjach ze mną. A w tym roku będziemy mieli chyba tych partnerów jeszcze więcej.

A czy Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena będzie zajmować się promocją spuścizny Krzysztofa Pendereckiego?

Poza festiwalem powinno robić ważne projekty, takie, jak ten ubiegłoroczny w Kościele Santa Maria Maggiore, w Rzymie, gdzie przed wspaniałą włoską publicznością i przed korpusem dyplomatycznym wykonaliśmy „Credo” Krzysztofa Pendereckiego. Jestem po rozmowach z Instytutem Adama Mickiewicza i chciałbym raz w roku w największych salach koncertowych świata organizować koncert, który będzie dedykowany nie tylko pamięci Krzysztofa Pendereckiego, ale i pani Elżbiety. Pragnę też w najbliższej przyszłości powołać klub przyjaciół Stowarzyszenia im. Beethovena, którego członkowie będą przyznawać stypendia imienia Elżbiety Pendereckiej. Czynię starania, aby stowarzyszenie kupiło krakowski dom państwa Pendereckich. Przenoszę tam nasz krakowski oddział. W przyszłości chciałbym, aby ten dom, tak jak dawniej, stał się miejscem spotkań i koncertów z udziałem liderów opinii ze świata biznesu, kultury czy dyplomacji.

Muzyka klasyczna
Poszukiwany dyrektor muzyczny Opery Narodowej
Muzyka klasyczna
Nawet w największym arcydziele na początku są tylko zapisane nuty
Muzyka klasyczna
Wiedeńczycy wybrali dyrygenta na koncert noworoczny 2027. Zaskakująca decyzja
Muzyka klasyczna
Koncert noworoczny w Wiedniu zaczyna się zmieniać
Muzyka klasyczna
Muzyka poważna 2025. Nowoczesność bywa atrakcyjna
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama