Olga Dryndova, ekspertka Centrum Badań Wschodnioeuropejskich na Uniwersytecie w Bremie, napisała kilka dni temu na Twitterze: „Największe protesty w historii Białorusi zainicjował ktoś o nazwisku Stepan Putila, facet siedzący obecnie w Polsce". Dziś rozpisują się o nim największe redakcje na świecie, a jego kanał informacyjny na popularnym komunikatorze internetowym Telegram należy do najpopularniejszych pod względem liczby oglądających w ogóle tej aplikacji. Jeszcze na początku sierpnia miał 340 tys. Po paru dniach ta liczba skoczyła do 1,2 mln, a ostatnio kanał Nexta_live przebił 2 mln obserwujących. To fenomen, bo grono oglądających serwis Putila na Telegramie sięga jednej piątej całej populacji Białorusi.

Czytaj także: Białoruś: nadciąga dewaluacja rubla

Serwis Nexta z redakcją w Warszawie to już nie tylko źródło informacji o wydarzeniach na Białorusi. Jak piszą eksperci obserwujący wydarzenia za naszą wschodnią granicą, kanał ten stał się „kluczowym kanałem mobilizującym i koordynującym" antyprezydenckie protesty – ogłaszał lokalizacje wojsk rządowych, informował obywateli, gdzie się skryć przed łapanką OMON-u, prosił mieszkańców o odblokowanie domowej sieci Wi-Fi dla protestujących, publikował szczegółowe informacje o planowanych wiecach, udostępnił filmy z policjantami palącymi mundury czy nawet podawał kontakty do prawników i obrońców praw człowieka.

Putila, znany również jako Stepan Swietlow, to mieszkający w Polsce dziennikarz. Przez ostatnie cztery lata pracował w telewizji Biełsat, stacji nadającej w językach białoruskim i rosyjskim, ale będącej częścią Telewizji Polskiej (tu również, w dziale sportu, pracuje jego ojciec). Stepan rozstał się z Biełsatem w czerwcu br., gdy skoncentrował się właśnie na swoim zdobywającym niebywałą popularność serwisie Nexta, który rozwija od 2015 r.

Choć większość ludzi zna go jako jednego z popularniejszych blogerów na Białorusi, prowadzącego program „Subiektywny" w telewizji Biełsat, czy właśnie twórcę serwisu, który od pierwszych dni powyborczych protestów donosi o nastrojach i wydarzeniach w Mińsku i innych białoruskich miastach, to jest to tylko część wizerunku tego 22-latka. Putila to utalentowany muzyk, a Nexta to nazwa grupy muzycznej, w której grał. Kilka lat temu przetłumaczył na białoruski piosenkę „Światła", przebój grupy Lapis Trubieckoj, która skończyła koncertować w 2014 r., a śpiewała głównie po rosyjsku. Okazało się to hitem. Gdy miał 17 lat, na YouTubie nagrywał parodie rosyjskich zespołów rockowych (m.in. przerobił przebój „No exit", w którym śpiewał: „Minęło 20 lat, ale wciąż wisi ten sam portret na ścianie") i tworzył teledyski będące satyrą na białoruski rząd. Jednak Putila kariery muzycznej nie zrobił. Został dziennikarzem. A jak pisał o nim w styczniu internetowy serwis Biełsatu, był zwykłym uczniem, który uczył się w Liceum im. Kolosa w Mińsku. Wcześniej chodził do szkoły muzycznej, gdzie pobierał naukę gry na trąbce. Choć nie podobały mu się lekcje chóru, przetrwał te siedem lat. Swoje pierwsze pieniądze zarabiał, właśnie grając. Tak było do czasu, gdy wyjechał do Polski i rozpoczął studia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Najpierw była Szkoła Języka i Kultury Polskiej, a potem kierunek Organizacja Produkcji Filmowej i Telewizyjnej.

Ale Stepan nie jest studentem jak inni. Większość stypendium wydaje na wynajem mieszkania i rozrywkę, a on finansuje swoje najpopularniejsze dysydenckie media na Białorusi. Uznany przez administrację Łukaszenki za kryminalistę, oskarżony o próbę obalenia rządu, na Białorusi trafiłby do więzienia na co najmniej 15 lat.

Nexta to dziś kilkuosobowa redakcja. Jak sama zapewnia, nie finansują jej jakiekolwiek partie czy rządy.