Wicepremier Piotr Gliński napisał na twitterze: „Niemiecki dom aukcyjny zachował się jak zwykły paser: sprzedał Kandinskiego, mimo że wiedział, że pochodzi z kradzieży z polskiego muzeum”, a forum domu aukcyjnego zostało zalane falą hejtu w języku polskim, najczęstsze określenia go „domem paserów”.

Chodzi o akwarelę, która została sprzedana na aukcji w domu Grisebach w Berlinie. Nabywca zapłacił za dzieło 387,5 tys. euro, chociaż pierwotnie rzeczoznawcy wskazywali, że jest warta 100-150 tys. euro.

Czytaj więcej

Skradziony z Muzeum Narodowego w Warszawie obraz został sprzedany na aukcji w Berlinie

Z informacji, które otrzymaliśmy z Muzeum Narodowego w Warszawie wynika, że placówka kupiła to dzieło 15 lipca 1982 roku w domu aukcyjnym Desa, a w czerwcu 1984 r. zostało ono skradzione z wystawy „Koncepcje Przestrzeni w Sztuce Współczesnej”.

Czytaj więcej

Spór o obraz Kandinskiego. Dom aukcyjny: sprzedaż jest legalna

- Stratę natychmiast zgłoszono polskim organom ścigania. W grudniu tego samego roku rysunek odnalazł się za zachodnią granicą Polski. Dzieła niestety nie udało się odzyskać – poinformowała „Rz” Monika Bala z Muzeum Narodowego w Warszawie. Skradziona akwarela została wystawiona na sprzedaż w domu aukcyjnym Sotheby's w Londynie, następnie została wywieziona do USA.

Czytaj więcej

Akwarela Kandinskiego. Dom aukcyjny wstrzymuje sprzedaż do wyjaśnienia

W czwartek wieczorem o planach sprzedaży tej akwareli poinformowało media ministerstwo kultury. „Akwarela została odnaleziona przez pracowników Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w wyniku monitoringu zagranicznego rynku dzieł sztuki” – poinformował resort. Dodał, że na odwrocie akwareli zachowała się pieczęć Muzeum Narodowego w Warszawie, która jednoznacznie wskazuje na jej pochodzenie.

Anna Turowska, rzecznik ministerstwa kultury doprecyzowała, że akwarela została odnaleziona na tydzień przed planowaną aukcją. „Pracownicy MKiDN we współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie zgromadzili niezbędną dokumentację i przekazali ją do domu aukcyjnego z prośbą o wycofanie obiektu z aukcji. Ponadto, niezwłocznie po odnalezieniu obrazu na aukcji, do Komendy Głównej Policji skierowany został wniosek  dotyczący rejestracji obrazu w bazie Interpolu Stolen Works of Art - PSYCHE. Wysłano także zgłoszenie w sprawie obrazu do strony niemieckiej za pośrednictwem systemu wymiany informacji na rynku wewnętrznym IMI. Równolegle, zaangażowano Ambasadę RP w Berlinie, która podjęła odpowiednie działania na miejscu” – poinformowała nas Turowska.

Z naszych ustaleń wynika jednak, że konsulat został włączony do sprawy dopiero kilka godzin przed aukcją. Na miejsce udał się konsul Marcin Król, ale nie został przyjęty przez dyrektora domu aukcyjnego, dlatego złożył pismo z prośbą o zawieszenie aukcji. Sprawa była przegrana, gdyż obraz nie był wpisany na listę dzieł utraconych – dowiedzieliśmy się w kręgach dyplomatycznych. Prawnie nie było możliwości uzyskania odroczenia aukcji.

- Liczyliśmy jedynie na dobrą wolę domu akcyjnego - powiedział nam Król. Dlatego był on obecny w trakcie aukcji, na której akwarela była licytowana i sprzedana. 

Problem polega na tym, że niemiecki kodeks cywilny dopuszcza „nabycie w dobrej wierze od osoby nieupoważnionej”. Zgodnie z przepisami nie można nabyć w dobrej wierze dzieła, które zostało skradzione, chyba że zakupione zostało podczas aukcji. Poza tym niemieccy antykwariusze powołują się na paragraf 852 kodeksu cywilnego o tym, że roszczenie o zwrot upływa po 30 latach od wystąpienia szkody.

Przedstawiciele domu aukcyjnego twierdzą, że nie mają wątpliwości co do legalności sprzedaży. Jednak wieczorem w piątek wieczorem rzeczniczka domu aukcyjnego poinformowała nas, że wstrzymano wydanie akwareli osobie, która ją kupiła, do czasu rozstrzygnięcia sądowego.

„Grisebach po raz pierwszy dowiedział się o możliwej kradzieży z polskiego muzeum na krótko przed aukcją od polskiego ministerstwa kultury. Powiadomienie to zostało natychmiast potraktowane jako okazja do wszczęcia przeglądu prawnego. Doprowadziło to do jednoznacznego wyniku, że nie było żadnych zastrzeżeń prawnych do licytacji. Niezależnie od tego Grisebach skontaktował się z nadawcami i nabywcami i będzie teraz opowiadał się za dodatkową kontrolą sądową w celu uzyskania wiążących wyjaśnień. Do tego czasu dalsze działania przez firmę Grisebach zostały wstrzymane” – poinformowała „Rz” przedstawicielka domu aukcyjnego Diandra Donecker.

Czy można było uniknąć zamieszania wokół tego dzieła sztuki? Z naszych informacji wynika, że co najmniej od 1988 roku akwarela ta znajdowała się w monachijskim domu aukcyjnym Thomas, a co najmniej od 2008 r. eksponowana była w ogólnodostępnym katalogu tej placówki. W tym czasie jednak nikt z ministerstwa kultury nie zwrócił na to uwagi, chociaż resort twierdzi, że przeprowadza regularny monitoring aukcji.

Akwarela ta nie znalazła się też w bazie dzieł utraconych oraz INTERPOL-u (stało się to dopiero teraz). Zatem dom aukcyjny mógł nie wiedzieć, że może być mimowolnym paserem. Okoliczności prób odzyskania tego obrazu pokazują też, że resort kultury nie potrafi współpracować w takich sprawach z MSZ. To wynika z tego, że kilka lat temu resort Piotra Glińskiego przejął w całości działania dotyczące restytucji. Polscy dyplomaci nie mieli szansy rozpocząć jakichkolwiek rozmów z domem aukcyjnym, bo dowiedzieli się o wszystkim kilka godzin wcześniej.

Nasi rozmówcy znający kulisy tej sprawy wskazują też, że ministerstwo kultury, wypacza działania o których głośno mówi. – Opowiadają o tym, że odzyskują dzieła sztuki utracone w czasie wojny, ale w wielu przypadkach odkupują je z domów aukcyjnych – słyszymy.

Czytaj więcej

"Murzynka" Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej w galerii Kordegarda

Kilka lat temu właśnie z domu aukcyjnego Grisebach resort kultury wykupił „Murzynkę” Aliny Bilińskiej – Bogdanowiczowej za 67 tys. zł. Niedawno, co ujawniliśmy w „Rzeczpospolitej”, resort kultury odkupił od amerykańskiej uczelni kolekcję Łukaszowców.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Łukaszowcy wrócą do Polski