Stasys Eidrigevičius jest twórcą wszechstronnym: grafikiem, plakacistą, malarzem, twórcą instalacji, fotografem, rysownikiem o wyrazistej, rozpoznawalnej indywidualności. Największą popularność przyniosły mu pastele i plakaty, nagradzane i prezentowane na całym świecie.

Ale rysunek w jego sztuce gra także ważną role i ma wiele odmian: od zapisów na gorąco  w szkicownikach pomysłów i ulotnych emocji do prac w pełni autonomicznych. Oba cykle pokazywane w Muzeum Karykatury należą do tych drugich, gdyż funkcjonują absolutnie samodzielnie.

Różni je temat, ale łączy bezbłędnie poprowadzona czysta linia, kreślona czarnym tuszem na białym papierze. W pierwszym cyklu  jej lekkość i subtelność kontrastuje z egzystencjalną powagą, a zarazem współgra ze ruchliwa zmiennością sytuacji. Bohaterem tych rysunków jest człowiek, wpisany w półabstrakcyjne kompozycje, które mogą być synonimem kreacyjnego działania artysty, jak i znakiem złożonych relacji człowieka z innymi ludźmi i otaczającym światem.

Bohater jest tu równocześnie twórcą i aktorem. Jedna z tych prac, zatytułowana „Teatr” podsuwa taki teatralny trop skojarzeń w interpretacji scen, których artysta jest reżyserem.  Na innym rysunku  - pt. „Majątek”  - alter ego artysty zdaje się trzymać w ręce papierową serpentynę, której twórcza fantazja może w każdej chwili nadać inną formę.

Ale jeśli bohatera tych prac uznać za wcielenie każdego z nas, pojawia się wątpliwość, kto naprawdę włada tym teatrem świata. Niczym u Szekspira w „Jak wam się podoba”: „Cały świat to scena/ A ludzie na nim to tylko aktorzy./ Każdy z nich wchodzi na scenę i znika,/ A kiedy na niej jest, gra różne role”.

Kurator wystawy Piotr Kułak mówi: „Ten niepowtarzalny i wyjątkowy w twórczości cykl, rysowany na dużych kartach, charakteryzuje się prostą formą i oszczędnym językiem artystycznej wypowiedzi. Dominuje w nim cienka linia, która nastraja, ukierunkowuje, konstruuje, kadruje, uwrażliwia, wreszcie określa, jaką formę ma przyjąć „to”, co powstało w umyśle artysty”.

A sam Stasys opowiada anegdotycznie, że  impuls do tej serii rysunków dało nowe pióro z białego złota, które jest miękkim metalem. Kupił je po wieczerze autorskim zaprzyjaźnionego poety Janusza Drzewuckiego, który podpisywał swoje książki takim właśnie piórem. Pomyślał, że też chciałby takie mieć i spróbować, jak rysowana nim linia na papierze go poprowadzi, jakie przywoła skojarzenia. Zaczął od jednego rysunku, a on  pociągnął całą serię następnych. - Można je nazwać refleksyjnymi, ale mogłyby też nosić tytuł „Rysunki sytuacyjne” – zauważa Stasys.

Drugi cykl jest także czarno-biały, wykonany w tej samej technice, choć na papierach trochę mniejszego formatu i nieco mocniejsza czarną kreską. A jednocześnie jest zupełnie inny - różni się tematyką, dobrze wkomponowującą się w profil  Muzeum Karykatury. Jest to zbiór 37 humorystyczno-erotycznych prac, w których miłosne igraszki i podboje skojarzone zostały z grzybobraniem.  

Chociaż już wcześniej artysta wcielał się w rolę satyryka na łamach wielu pism, m.in. „The New York Timesa”, „Polityki” i „Rzeczpospolitej”, to tam zamieszczał całkiem inne prace, które były jego osobistym komentarzem do zdarzeń otaczającego go świata, często trudnych i bolesnych.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Tymczasem prezentowany cykl  w Muzeum Karykatury łączy żart z chwilą relaksu, co jest rzadkością w raczej melancholijny spojrzeniu artysty na rzeczywistość.

Uwagę przykuwa również plakat, który artysta specjalnie teraz zaprojektował do swojej wystawy. Bardzo graficzny, a zarazem kontrastowy wobec rysunków. Krwisto czerwone abstrakcyjne kule (jedna z niepokojącym okiem) dynamizują przestrzeń i zdają się krzyczeć na białym tle, gwałtownie wytrącając widza ze stanu zadumy. Tym projektem artysta znów nas zaskakuje i ujawnia, że w jego sztuce wciąż zachodzą zmiany.

Wystawa „Stasys. Rysunki refleksyjne” czynna do 5 września.